- Cisza... już zapomniałem jak brzmi... - powiedział stojący w oknie swojego mieszkania Albert
Sięgną on wtedy do szafki z butami i już chwilę potem zarzucił na siebie płaszcz wychodząc z mieszkania na spacer korzystając z pogoda jak mu się natrafiła.

Stawiając pierwszy krok za progiem kamienicą wziął głęboki oddech po czym z zadowoleniem na tworzy rozejrzał się dookoła. Poprawił jeszcze tylko swój płaszcz po czym raźnym krokiem przechadzał się miedzy kamienicami miasta idąc w stronę rzeki.
Przechodząc przez most zatrzymał się jedynie na chwilę gdy śledząc rzekę swój wzrok kierował coraz wyżej i wyżej ostatecznie zatrzymując się ze spojrzeniem na wysokich szczytach górskich otaczających kotlinę. Ponownie wziął głęboki oddech i udał się dalej wzdłuż rzeki.
Woda spływająca z gór mogła by porwać cały budynek ze sobą ale nie dziś, tylko lekko słyszalny szum mógł wskazywać że woda się porusza gdyż tafla wydawała się być gładka niczym zwierciadełko odbijając wszystko co znajdowało się w okuł. W akompaniamencie tak błogiej ciszy jedynym na prawdę słyszalnym dźwiękiem był rytmicznie i nieustannie pobrzękujący dźwięk metalu noszącego się po okolicy za sprawą naszego towarzysza, który przechadzając się wzdłuż rzeki raz po raz podrzucał monetą.
Cały rytm rozsypał się jednak w sekundzie gdy moneta zamiast wylądować na ręce właściciela uderzyła o ziemię i odbijając się od drogi z delikatnym pluskiem wpadła do rzeki...
- Szlak by to... - parsknął Albert
Delikatnie stawiając kroki zbliżył się tuż nad brzeg i z pochyloną sylwetką zaczął wypatrywać zguby i po krótkiej chwili dostrzegł coś błyszczącego kawałek przed nim. Bardzo ostrożnie stawiając każdy krok przechodząc po wystających z wody kamieni sięgnął po błyskotkę chwytając w garść wszystko co leżało na dnie.
Obmył w wodzie rękę licząc że znalazł swoją zgubę, to co jednak leżało na jego ręce nie było monetą a czymś o wiele ciekawszym i bardzo pięknym...

Po chwili przyglądania się malutkiej grudce połyskującej pięknym złotym kolorem rozejrzał się nerwowo do okoła siebie po czym schował znalezisko do kieszeni i żwawym ruchem zwrócił się w stronę domu.
Nie minęło jednak nawet dziesięć minut a nasz bohater wrócił w to samo miejsce z powrotem, tym razem kurczowo przegrzebując dno rzeki wzdłuż miejsca gdzie wcześniej znalazł mały kamyczek.
Krótki spacer zamienił się wtedy w prawie 3 godzinną wyprawę nad brzeg rzeki i dopiero nachodząca noc zmusiła naszego poszukiwacza do powrotu do domu.
Klamkę mieszkania otworzyła sina od zimna ręka którą Albert przegrzebywał dno rzeki, zdjął z siebie płaszcz po czym rozpalił w swoim piecyku.
Wyrazie zmęczony usiadł przy stole w pokoju i sięgając do kieszeni wyciągną malutką fiolkę która w świetle rozpalonej lampki błyszczała bardzo wyrazistym kolorem.

Albert jedynie siedział i wpatrywał się w to co znalazł z takim skupieniem że nic innego nie zwracało jego uwagi. Ciężko jest stwierdzić czy rozmyślał co zrobić ze swoim znaleziskiem czy może wpatrywał się małe błyszczące grudki z zachwytem nad ich pięknem i barwą jaką posiadają.








