O jeden most za daleko - Opowiadanie
: 02 lipca 2023, 02:09
Ciemność
Pierwszym krokiem do lojalności jest zaufanie.
Ciepły i burzowy wieczór Oberstam @Albert Fryderyk de Espada spędzał za biurkiem w swoim domu na obrzeżach Glänzberg pochłonięty sprawami dnia następnego. Dźwięk deszczu obijającego się o dach przerwał jednak niespodziewanie tupot butów dobiegających zza drzwi.
- Herr Oberst, przepraszam za najście tak późną porą, czy mogę zająć chwilę ? - zapytał mężczyzna
- Już ją pan zabrał Herr Steiner, no ale słucham słucham! - odparł Alberty odkładając pióra i obracając krzesło
- Najmocniej przepraszam ale mamy poważny problem... most na rzece do Glänzberg wyparował!
- odpowiedział mężczyzna trzęsącym się głosem
Oberstam de Espada jedynie przeleciał wzrokiem mężczyznę od góry do dołu i stwierdził;
- Nie mam pojęcia co musieliście dziś pić ale wasz przełożony kapitan Rurkh zostanie poinformowany aby mieć was na oku gdyż nie mam czasu wysłuchiwać waszego bełkotu. Mosty nie są zawartością butelki i nie znikają w przeciągu nocy żołnierzu! - dodał poirytowany
- Herr Oberstam, jestem trzeźwy i śmiertelnie poważny. Most, zniknął wyleciał w powietrze... Po prostu go nie ma! - powiedział Steiner podnosząc głos
- Jak to zniknął!? Steiner mosty nie znikają od tak na zawołanie, pleciecie farmazony jakich już dawno nie miałem okazji słuchać. A teraz dla własnego dobra radzę wam już iść zanim... - mówił gdy w środku zdania przerwał mu...
- Halo... Tak przy telefonie... Powoli co?! Nie rozumiem... Tak, tak zaraz się zjawię. - odpowiedział rozmówcy, jednocześnie spoglądając na wciąż stojącego przed nim mężczyznę
- No dobrze Steiner, przyjechaliście z centrum ? - zapytał Albert
- Tak jest Herr Obers!- odpowiedział Steiner
- Zatem tam też jedziemy. W drogę! - dodał Espada zdejmując płaszcz z wieszaka i sięgając do szafki po buty
Mimo późnej pory i wyjątkowo paskudnej pogody, wiele osób w mieście zostało postawionych na równe nogi gdy do miasta galopem wparował nieznajomy wykrzykując w niebogłosy najdziwniejsze rzeczy podobnie jak Steiner.
Mężczyzna został czym prędzej zdarty ze swojego wierzchowca przez najemników z kapitanem Rurkhem na czele, a jemu jak nikomu innemu przeszkadza zagłuszanie ciszy nocnej na co jedynie on sam ma przyzwolenie oczywiście od samego siebie.
Mężczyzna dalej jednak wykrzykiwał że już po wszystkich i wszystkim. Miasto czeka klęska i zagłada.
Pierwsza myśl jaka przeszła kapitanowi i najemnikom przez głowę to aby jegomościa wrzucić do beczki z wodą żeby trochę prze trzeźwiał. Chociaż z drugiej strony w środku nocy i otoczonym strugami deszczu wraz z rozświetlającymi drogę błyskawicami podczas podróży w taki zakątek kotliny wręcz nakazane jest zachowanie trzeźwości rozumu aby w ogóle dotrzeć tu w jednym kawałku.
Z natłoku informacji zmieszanego z bełkotem szaleńca udało się im jednie usłyszeć kilka wartościowych słów z których najczęściej powtarzającymi się była rzeka oraz most.
Nie czekając więc nazbyt długo kilkoro najemników udało się na południe w stronę starej przeprawy na rzece. Niestający deszcz i błoto zdecydowanie nie pomagały podróżującym w dotarciu na miejsce co tym bardziej utrwalało ich w przekonaniu że szalony mężczyzna może nie być tak szalony na jakiego pozornie wyglądał.
Gdy mężczyźni mieli już widzieć most przed sobą jednej z wierzchowców stanął dęba zrzucając jeźdźca wprost w kałużę błota. Dopiero światło lamp które sobą zabrali pozwoliło im zobaczyć co tak wystraszyło konia... A w zasadzie czego brak.

W miejscu drewnianego mostu znajdowała się długa na kilkadziesiąt i szeroka na kilka metrów wyrwa a z samej konstrukcji pozostało raptem kilka belek i lin.
Po krótkiej chwili do grupki mężczyzn dołączył również Oberstam de Espada w towarzystwie Steiner oraz kapitana Rurkha. Jedyne co wtedy zrobił to stanięcie na skraju urwiska i wpatrywanie się przed siebie w milczeniu usiłując dojść co się tu wydarzyło.
- Co tu się do ciężkiej cholery stało?! - zapytał Albert odwracając się do stojących za nim osób
cdn.

