### Edelweiss, 1925 – Żółta Straż

Gelber Schutz - powołanie milicji górskiej
W górach Edelweiss, gdzie wiatr wyje w szczelinach skalnych, a mgła spowija doliny jak całun, prowincja Wolkenbad trwała w niepewnym oczekiwaniu. Gdy reszta kraju pogrążyła się w chaosie po buncie wojska, sierżant Fabio Rhyner – twardy jak granit i uparty jak koza górska – postanowił, że jego ziemia nie podzieli tego losu.
Rozkazy były jasne: „Żółta Straż” (*Gelber Schutz*) miała chronić Wolkenbad, unikając otwartej walki, ale odpowiadając ogniem, jeśli buntownicy przekroczą granicę prowincji. Nie chodziło o heroizm, lecz o przetrwanie. Rhyner wiedział, że jego ludzie – górale, drwale, weterani dawnych wojen – nie są armią, ale znali każdą ścieżkę, każdą jaskinię. Wystarczyło, by utrudniali życie wrogom, aż wróci **Oberhaupt**.
Ludność odpowiedziała na wezwanie. Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni – wszyscy, którzy mogli nosić broń lub pomagać w inny sposób, zasilali szeregi milicji. W wiosce **Salzbrunn**, ukrytej między wzgórzami, rozbito obóz polowy – tu Rhyner urządził swój sztab. W starej karczmie, przy mapach pokrytych notatkami, planowano zasadzki, patrolowanie dróg i system ostrzegania przed nadciągającymi oddziałami junty.
Patrole Żółtej Straży stały się rytuałem górskiego oporu, pulsującym sercem ich obrony. Z samego rana gdy słońce ledwo przebijało się przez chmury, grupy po pięciu-sześciu milicjantów wyruszały na szlaki. Uzbrojeni w stare karabiny, noże i lornetki, nosili żółte opaski na ramionach – symbol ich straży, inspirowany barwą jesiennych liści, które w Wolkenbad oznaczały gotowość do walki z nadciągającą zimą. Patrole nie były chaotyczne; Rhyner podzielił prowincję na sektory, z punktami obserwacyjnymi na szczytach gór, gdzie wartownicy czuwali z dzwonkami alarmowymi, gotowi sygnalizować intruzów.
Jeden z takich patroli, dowodzony przez młodego górala o imieniu Joseph, stał się legendą wśród mieszkańców. grupa Josepha natknęła się na mały oddział dezerterów z junty – pięciu żołnierzy, którzy próbowali bezprawnie przekroczyć granicę prowincji, by splądrować pobliską farmę. Zgodnie z rozkazami Rhynera, milicjanci nie zaatakowali pierwsi. Zamiast tego, ukryci za skałami, ostrzegli intruzów okrzykami i strzałami w powietrze. Dezerterzy, zaskoczeni, zawahali się – a wtedy, gdy jeden z nich uniósł karabin, Żółta Straż wyrwała dezerterom broń z ręki. W dolinie rozległy się odgłosy strzałów w powietrze, patrole Żółtej Straży nigdy nie zabijały – ich celem było obezwładnienie intruzów. Dwóch rebeliantów zostało rannych i pojmanych, reszta uciekła w panice, porzucając broń. Jospeh wrócił do Salzbrunn z trofeami – zdobytymi karabinami i mapą, która ujawniła plany junty na infiltrację prowincji. To zdarzenie nie tylko podniosło morale, ale też przyciągnęło więcej ochotników; nawet stara wdowa Helga z wioski dołączyła, oferując swe umiejętności w szyciu mundurów i gotowaniu dla patroli.
Inne patrole przynosiły mniej dramatyczne, lecz równie ważne zwycięstwa. Grupa pod wodzą Evy, byłej nauczycielki, która nauczyła się strzelać od ojca, patrolowała dolne drogi, gdzie spotykała uchodźców z innych prowincji. Zamiast walki, oferowali im schronienie, w zamian za informacje o ruchach junty – tak Żółta Straż budowała sieć szpiegów wśród ludności. Rhyner, siedząc w sztabie przy blasku lampy naftowej, analizował raporty i mruczał pod nosem: "Unikać walki, nie zabijać".
Po ulicach Wolkenbad maszerowały oddziały milicji górskiej a żółte opaski na ramionach wyróżniały je pośród mieszkańców.
Rhyner chciał za wszelką cenę zapewnić bezpieczeństwo prowincji do czasu powrotu Oberhaupta.

Gelber Schutz - powołanie milicji górskiej
W górach Edelweiss, gdzie wiatr wyje w szczelinach skalnych, a mgła spowija doliny jak całun, prowincja Wolkenbad trwała w niepewnym oczekiwaniu. Gdy reszta kraju pogrążyła się w chaosie po buncie wojska, sierżant Fabio Rhyner – twardy jak granit i uparty jak koza górska – postanowił, że jego ziemia nie podzieli tego losu.
Rozkazy były jasne: „Żółta Straż” (*Gelber Schutz*) miała chronić Wolkenbad, unikając otwartej walki, ale odpowiadając ogniem, jeśli buntownicy przekroczą granicę prowincji. Nie chodziło o heroizm, lecz o przetrwanie. Rhyner wiedział, że jego ludzie – górale, drwale, weterani dawnych wojen – nie są armią, ale znali każdą ścieżkę, każdą jaskinię. Wystarczyło, by utrudniali życie wrogom, aż wróci **Oberhaupt**.
Ludność odpowiedziała na wezwanie. Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni – wszyscy, którzy mogli nosić broń lub pomagać w inny sposób, zasilali szeregi milicji. W wiosce **Salzbrunn**, ukrytej między wzgórzami, rozbito obóz polowy – tu Rhyner urządził swój sztab. W starej karczmie, przy mapach pokrytych notatkami, planowano zasadzki, patrolowanie dróg i system ostrzegania przed nadciągającymi oddziałami junty.
Patrole Żółtej Straży stały się rytuałem górskiego oporu, pulsującym sercem ich obrony. Z samego rana gdy słońce ledwo przebijało się przez chmury, grupy po pięciu-sześciu milicjantów wyruszały na szlaki. Uzbrojeni w stare karabiny, noże i lornetki, nosili żółte opaski na ramionach – symbol ich straży, inspirowany barwą jesiennych liści, które w Wolkenbad oznaczały gotowość do walki z nadciągającą zimą. Patrole nie były chaotyczne; Rhyner podzielił prowincję na sektory, z punktami obserwacyjnymi na szczytach gór, gdzie wartownicy czuwali z dzwonkami alarmowymi, gotowi sygnalizować intruzów.
Jeden z takich patroli, dowodzony przez młodego górala o imieniu Joseph, stał się legendą wśród mieszkańców. grupa Josepha natknęła się na mały oddział dezerterów z junty – pięciu żołnierzy, którzy próbowali bezprawnie przekroczyć granicę prowincji, by splądrować pobliską farmę. Zgodnie z rozkazami Rhynera, milicjanci nie zaatakowali pierwsi. Zamiast tego, ukryci za skałami, ostrzegli intruzów okrzykami i strzałami w powietrze. Dezerterzy, zaskoczeni, zawahali się – a wtedy, gdy jeden z nich uniósł karabin, Żółta Straż wyrwała dezerterom broń z ręki. W dolinie rozległy się odgłosy strzałów w powietrze, patrole Żółtej Straży nigdy nie zabijały – ich celem było obezwładnienie intruzów. Dwóch rebeliantów zostało rannych i pojmanych, reszta uciekła w panice, porzucając broń. Jospeh wrócił do Salzbrunn z trofeami – zdobytymi karabinami i mapą, która ujawniła plany junty na infiltrację prowincji. To zdarzenie nie tylko podniosło morale, ale też przyciągnęło więcej ochotników; nawet stara wdowa Helga z wioski dołączyła, oferując swe umiejętności w szyciu mundurów i gotowaniu dla patroli.
Inne patrole przynosiły mniej dramatyczne, lecz równie ważne zwycięstwa. Grupa pod wodzą Evy, byłej nauczycielki, która nauczyła się strzelać od ojca, patrolowała dolne drogi, gdzie spotykała uchodźców z innych prowincji. Zamiast walki, oferowali im schronienie, w zamian za informacje o ruchach junty – tak Żółta Straż budowała sieć szpiegów wśród ludności. Rhyner, siedząc w sztabie przy blasku lampy naftowej, analizował raporty i mruczał pod nosem: "Unikać walki, nie zabijać".
Po ulicach Wolkenbad maszerowały oddziały milicji górskiej a żółte opaski na ramionach wyróżniały je pośród mieszkańców.
Rhyner chciał za wszelką cenę zapewnić bezpieczeństwo prowincji do czasu powrotu Oberhaupta.





