Borowe szepty - opowiadanie interaktywne - Rozdział 3
: 29 października 2025, 10:30
Borowe szepty
Rozdział III: Spotkanie
Rozdział III: Spotkanie
Jonatan zgodził się, by Edel, którego imienia nie znał, ruszył z nim w dalszą drogę. Wspólnie wkroczyli w knieje. Ścieżka była wąska, chłód powietrza szczypał w policzki i powodował, że z ust obu mężczyzn wydobywała się biała chmurka. Las przyjął ich w milczeniu. W oddali pohukiwała sowa.
Edel szedł przodem, stawiając kroki pewnie, choć z wyraźną ostrożnością. Jonatan podążał za nim, z notatnikiem w jednej ręce i długopisem w drugiej.
- Proszę uważać na korzenie- rzucił Edel przez ramię. -Niektóre są jak żywe.
Jonatan parsknął cicho, ale nie odpowiedział. Zamiast tego zapisał coś w notesie: „lokalne wierzenia – animizm roślinny?”.
- Co Pan robił w lesie, że tak się Pan… umorusał? – zapytał z ciekawości i lekko bezczelnie Jonatan.
Wąsacz rzucił krótkie spojrzenie na Leotę i odparł.
- Mamy Dziady, nie wiesz Herr? – w tonie jego głosu dało się słyszeć pewien wyrzut.
- No… wiem, ale właśnie po to tu przybyłem, by zrozumieć te rytuały, dlatego pytam.
- Nie zrozumiesz. – odrzekł stanowczo.
- Spróbuję. – dociekał Jonatan nieustępliwie.
Edel westchnął z cicha i rzekł.
- Kopałem groby.
Jonatan nie zdążył zadać kolejnych pytań, bo właśnie w tym momencie rozpoznał ów rozwidlenie, które przyszedł obejrzeć. Otworzył księgę i porównał. Tak, bez wątpienia było to to samo miejsce. A nawet i stała tam postać, której twarz osłonięta była z tej perspektywy gałęziami drzew. Podeszli bliżej i wtedy zrozumieli, że ktoś wbił na tym rozwidleniu strach na wróble. Jonatan zbliżył się do niego. Poprawił mu okulary, które spadały mu z prowizorycznego nosa i złapał za płaszcz, by go rozprostować.

- Ktoś go przebrał za mnie. – stwierdził sam jednak dobrze nie wiedząc, czy powinno go to zdenerwować czy rozbawić. Bo bez wątpienia ktoś sobie z nim pogrywał.
- Nikogo tu nie było. – rzekł stanowczo Edel, który przecież jeszcze niedawno wyszedł z tego lasu i musiał przechodzić tą ścieżką.
Nagle ciszę lasu rozdarło wycie. Długie, przeciągłe, pełne głodu i przestrachu. Wilk. Nie jeden, lecz kilka głosów, splatających się w dziką pieśń nocy. Jonatan zamarł, a Edel instynktownie chwycił za toporek.
Zaledwie chwilę później, jakby w odpowiedzi na zwierzęce zawodzenie, z głębi drzew dobiegł ludzki krzyk. Dziecięcy. Krótki, urwany, pełen bólu.
- Ratunku! – brzmiało echem w oddali.
– Słyszał pan? – Jonatan spojrzał na Edla, oczy rozszerzone ze strachu.
– Słyszałem. – odparł mężczyzna, spoglądając w stronę, skąd dochodził głos. – To nie powinno się dziać. O tej porze nikt nie powinien być w lesie. To dziady.
Jonatan zignorował to zabobończe w jego mniemaniu gadanie. Ruszył o krok w stronę dźwięku, ale Edel zatrzymał go ruchem ręki.
– Jest leśniczówka niedaleko. Możemy się tam schronić. Poczekać do rana.
– Ale ktoś tam woła o pomoc! – Jonatan uniósł głos, nie kryjąc emocji. – Nie możemy tak po prostu odejść.
Edel spojrzał na niego z powagą.
– W tym lesie nie wszystko, co woła, jest człowiekiem. To pułapka. Na ciebie.
Z oddali znów dobiegło wołanie. Tym razem słabsze. Jakby tonące w mroku. Jonatan spojrzał w tamtą stronę, gdzie między drzewami zamigotało światło – blade, jakby ktoś niósł latarnię.
1. Zawrócić i pójść po pomoc.
2. Iść z Edlem do leśniczówki. Zaufac jego doświadczeniu i słowom.
3. Iść w stronę światła i wycia wilków.