Decyzja zapadła szybko, Albert nie należał do ludzi, którzy kłaniają się przed przeszkodami, a wizja wielodniowego obchodzenia jeziora godziła w jego poczucie efektywności. Wydobył z ekwipunku ciężką, podbitą futrem kurtkę i ruszył przed siebie w stronę
F5.
Atak na szczyt rozpoczął się jeszcze przed południem. Ściana skalna, choć pozornie stroma, poddawała się pewnym krokom Alberta. Wysokość rosła, a panorama jeziora stawała się coraz bardziej odległa i miniaturowa. Szczęście sprzyjało jednak lepszemu – jeszcze zanim słońce zaczęło chować się za horyzontem, de Espada natrafił na ukryty przesmyk. Wąska, skalna galeria wiła się w głąb masywu, obiecując skrócenie drogi o dobrych kilka godzin marszu.
Mimo to, góry o zmierzchu stawały się śmiertelną pułapką, o czym utytułowany myśliwy wiedział doskonale. Nie zamierzał ryzykować zbędnego błędu w ciemnościach, które mogłyby skrywać zdradliwe szczeliny. Tuż pod samym szczytem, w osłoniętej od wiatru skalnej wnęce, postanowił założyć obozowisko.
Noc zapowiadała się mroźnie, lecz Albert, opatulony w ciepłą odzież, przygotował się na spoczynek. Wiedział, że skoro tylko pierwsze promienie słońca oświetlą grań, on będzie już w drodze. Według jego obliczeń, forsowna przeprawa przez przesmyk pozwoli mu dotrzeć na drugą stronę masywu już jutro po południu. Tam, w gęstych lasach czekających u podnóża, rozpocznie się właściwa część sportowych zmagań, do których przygotowywał się cały rok.
Przeprawa przez góry F5 potrwa 2 Tury.