Wpis z pamiętnika Vratislava z dnia 22.08.1926r.
To był jeden z tych dni, które chciałoby się zatrzymać na dłużej. Korzystając z ostatnich chwil lata, wybrałem się w góry Bierspitze, żeby oderwać się od codzienności, nacieszyć się jeszcze ciepłem i zielenią, ale przede wszystkim... pobyć trochę sam ze sobą.
Wyruszyłem rano, kiedy powietrze było jeszcze chłodne, a góry powoli budziły się do życia. Początkowo szedłem spokojnie, rozglądając się dookoła. Las, śpiew ptaków i szum wiatru sprawiały, że z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej odcinałem się od tego, co zostawiłem za sobą.
Ta wędrówka stała się również momentem do szczerych, osobistych przemyśleń. Idąc górskim szlakiem, miałem wreszcie czas, żeby spokojnie pomyśleć o ostatnich dniach i miesiącach... o tym, co się wydarzyło, o ludziach, którzy pojawili się w moim życiu, o decyzjach, które podjąłem, ale również o rzeczach, które wciąż pozostają dla mnie niewyjaśnione. Góry dawały mi poczucie spokoju i pozwalały spojrzeć na pewne sprawy z dystansu.
Zastanawiałem się również nad tym, co chciałbym zmienić, czego naprawdę potrzebuję i w jakim kierunku chcę dalej podążać. Nie wszystkie odpowiedzi przyszły od razu, ale chyba właśnie tego potrzebowałem... chwili, w której nie musiałem niczego udawać ani nikomu niczego tłumaczyć. Mogłem po prostu być sobą i uporządkować własne myśli.
Kiedy dotarłem wyżej, usiadłem na chwilę i spojrzałem na rozciągający się przede mną krajobraz. Wtedy chyba najmocniej poczułem, że lato naprawdę się kończy. Z jednej strony było mi żal tych wszystkich ciepłych i beztroskich dni, ale z drugiej czułem, że nadchodząca jesień może być początkiem czegoś nowego.
W drodze powrotnej słońce zaczynało powoli zachodzić. Góry nabrały złocistych barw, a ja szedłem coraz wolniej, chcąc zapamiętać ten moment. Było w tym coś wyjątkowo spokojnego... świadomość, że pewien etap właśnie się kończy, ale jednocześnie przede mną pozostaje kolejny.
Wycieczka do Bierspitze była więc czymś więcej niż zwykłą wyprawą w góry. Była pożegnaniem lata, chwilą odpoczynku, ale przede wszystkim czasem szczerości wobec samego siebie. Czasem na wspomnienia, przemyślenia, małe podsumowania i zastanowienie się nad tym, co dalej.
Wracałem zmęczony, ale z dziwnym poczuciem spokoju. Nie wszystkie problemy nagle zniknęły i nie na wszystkie pytania znalazłem odpowiedź. Jednak czasem wystarczy kilka godzin w górach, cisza i własne myśli, żeby poczuć, że pewne rzeczy zaczynają układać się w głowie. I chyba właśnie tego najbardziej potrzebowałem na zakończenie lata.
Vratislav oglądający lornetką góry oraz Prahburg wraz z okolicami.


