Saga Biesiadników - Opowieści zza Stołu
: 03 października 2026, 17:52
W kilku miastach już od tygodni trwały gorączkowe przygotowania do największej biesiady roku w Kotlinie. Każdy miał swoje zadanie, każdy miał własny pomysł na idealny Oktoberfest… i oczywiście każdy był przekonany, że bez jego udziału impreza nie mogłaby się udać.
W Salzbrunn od kilku dni pachniało świeżymi jabłkami. Karin i Sarah stały w małej tłoczni cydru, otoczone beczkami, butelkami i skrzynkami pełnymi owoców.
— Ile mamy gotowych butelek? — zapytała Sarah. Karin spojrzała na notatki.
— Wystarczająco dużo.
— To znaczy?
— Nie mam pojęcia. Ale wygląda imponująco.
Obie zaczęły przygotowywać etykiety z napisem „Cydr z Salzbrunn”. Każda butelka miała trafić na Oktoberfest jako specjalność Salzbrunn. Sarah spróbowała jednej z przygotowanych próbek.
— Idealny. - Karin również spróbowała.
— Rzeczywiście.
Po chwili obie spojrzały na siebie.
— Trzeba jeszcze sprawdzić drugą beczkę.
I tak rozpoczęła się bardzo profesjonalna „kontrola jakości”.
W tym samym czasie w miejscowym browarze Max i Jurgen mieli zdecydowanie najcięższe zadanie. Przygotowanie piwa na Oktoberfest wymagało pracy, cierpliwości i przede wszystkim… pilnowania, żeby nikt nie pomylił beczek.
Jurgen sprawdzał kolejne beczki.
— Ta jest gotowa. - Max spojrzał na następną.
— A ta?
— Też.
— A ta?
— Max, wszystkie są gotowe. - Max przez chwilę milczał.
— Czyli możemy odpocząć? - Jurgen pokręcił głową.
— Nie. Teraz trzeba je przewieźć.
Obaj westchnęli. Najtrudniejsza część Oktoberfestu właśnie się zaczynała.
W cukierni Sabine i Brigitte od rana trwało wielkie pieczenie. Na stołach pojawiały się precle, ciasta, ciasteczka i ogromne dekorowane wypieki.
— Brigitte, nie możemy zrobić wszystkiego w kształcie kufla!
— Dlaczego?
— Bo to Oktoberfest.
— Właśnie dlatego!
Po chwili na stole pojawił się kolejny tort w kształcie kufla. Sabine spojrzała na niego.
— Dobrze. Ale przynajmniej będzie pasował do tematu. - Brigitte z dumą poprawiła dekorację.
— Oktoberfest zaczyna się wtedy, kiedy człowiek nie wie, czy ma zjeść tort, czy go wypić.
W innym mieście Andreas i Petra przygotowywali instrumenty. Akordeon został wyczyszczony, skrzypce nastrojone, a repertuar przejrzany.
— Zaczynamy od marsza? — zapytała Petra.
— Tak.
— Potem walc?
— Tak.
— A potem coś, przy czym wszyscy zaczną tańczyć? - Andreas uśmiechnął się.
— Czyli przechodzimy do najważniejszej części. - Petra spojrzała na niego.
— Jakiej?
— Tej, podczas której nikt już nie pamięta, kto umiał tańczyć.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
Heinrich miał na głowie całą tawernę. Ustawiał stoły, sprawdzał zapasy, liczył kufle i wydawał polecenia.
— Więcej krzeseł!
— Tak jest!
— Więcej serwetek!
— Już!
— I gdzie są precle?! - Z kuchni dobiegł głos:
— Jeszcze się pieką! - Heinrich spojrzał w sufit.
— Dobrze. Najważniejsze, żeby nie upiekły się za późno. - Po chwili sam usiadł na jednym z krzeseł.
— Chwila odpoczynku. - Dokładnie trzy sekundy później ktoś zawołał:
— Heinrich! - Wstał.
— Wiedziałem.
W masarni Klausa również trwały przygotowania. Kiełbaski, szynki i inne specjały miały trafić na świąteczne stoły.
Klaus sprawdzał kolejne partie produktów z miną człowieka, który traktuje swoją pracę niezwykle poważnie.
— Wszystko musi być idealne. - Jego pracownik zapytał:
— A co z tymi, które nie są idealne? - Klaus zastanowił się.
— Te zjem osobiście. - Pracownik pokiwał głową.
— Bardzo odpowiedzialne podejście.
W Edelweiss Helga i Marianne przygotowywały się do Oktoberfestu nieco spokojniej. Siedziały przy stole i przygotowywały dekoracje.
— Pamiętasz nasz pierwszy Oktoberfest? — zapytała Helga.
— Oczywiście.
— Był wtedy mniejszy.
— Wszystko było wtedy mniejsze. - Obie zaczęły wspominać dawne czasy. Po chwili Marianne spojrzała na przygotowane dekoracje.
— Myślisz, że młodzi poradzą sobie ze wszystkim? - Helga uśmiechnęła się.
— Oczywiście.
— Skąd ta pewność?
— Bo my będziemy ich pilnować. - I obie zaczęły się śmiać.
W warsztacie Franza panował prawdziwy chaos. Deski, młotek, gwoździe i trociny były wszędzie. Franz budował dodatkowe ławy i stoły na Oktoberfest.
— Jeszcze tylko jedna ławka — powiedział do siebie. Po chwili spojrzał na stos desek.
— Albo dwie.
Po godzinie gotowa była pierwsza. Franz usiadł na niej, żeby sprawdzić wytrzymałość. Ławka wytrzymała.
— Doskonale. - Franz wstał. Ławka również.
— To będzie dobry Oktoberfest.
A Hans, jako polityk, miał oczywiście najważniejsze zadanie ze wszystkich. Przygotowywał przemówienie.
Stał przed lustrem i ćwiczył:
— Drodzy mieszkańcy! Spotykamy się dziś… - Przerwał.
— Za poważnie.
Spróbował ponownie:
— Kochani biesiadnicy! Niech żyje Oktoberfest!
— Lepiej.
Po chwili wyjął z kieszeni kartkę.
— Punkt pierwszy: podziękować browarowi. Punkt drugi: podziękować cukiernikom. Punkt trzeci: podziękować muzykantom. - Zastanowił się.
— Punkt czwarty: nie przemawiać za długo. - Hans wykreślił punkt czwarty.
— To może być trudne.
Otto i Martina, znani w całej okolicy jako para od katastrof, również zabrali się za przygotowania do Oktoberfestu. Problem polegał na tym, że nikt dokładnie nie wiedział, jakie zadanie im powierzyć. Martina postanowiła przygotować listę rzeczy do zrobienia, natomiast Otto miał ją realizować.
— Otto, najpierw dekoracje.
— Już się robi! - Po chwili Otto wrócił z girlandą owiniętą wokół siebie.
— Gotowe! - Martina tylko westchnęła. Następnie mieli ustawić ławy. Otto przesunął jedną, ale zahaczył o drugą, ta potrąciła trzecią, a na końcu przewrócił się stos pustych skrzynek. Martina spojrzała na niego.
— Wszystko w porządku?
— Oczywiście. To była kontrolowana próba bezpieczeństwa.
Na koniec zajęli się przygotowaniem własnego stoiska. Martina pilnowała, żeby wszystko było idealnie, a Otto odpowiadał za dostarczanie potrzebnych rzeczy. I tym razem obyło się bez większych katastrof.
Prawie. Bo kiedy wieczorem skończyli przygotowania, Otto spojrzał na Martinę i zapytał:
— A gdzie są nasze kufle? - Martina zamarła.
— Otto…
— Tak?
— Powiedz mi, że nie zostawiłeś ich w domu. - Otto uśmiechnął się niepewnie.
— Zostawiłem. - Martina pokręciła głową.
— Wiedziałam. Oktoberfest bez naszej katastrofy nie byłby przecież Oktoberfestem.
W końcu nadszedł dzień wyjazdu na Oktoberfest. Z Salzbrunn przyjechały Karin i Sarah z cydrem. Max i Jurgen przywieźli piwo. Sabine i Brigitte – słodkości. Andreas i Petra – muzykę. Heinrich przyjechał jako gospodarz tawerny. Klaus przywiózł specjały z masarni. Helga i Marianne pojawiły się z torbami pełnymi domowych dekoracji. Franz przywiózł swoje ławy. Hans natomiast przywiózł… przemówienie. Otto i Martina pojawili się razem, jak zawsze gotowi na kolejną katastrofę. Otto spojrzał na wszystkich.
— Czy wszystko mamy? - Martina rozejrzała się.
— Piwo?
— Jest.
— Cydr?
— Jest.
— Jedzenie?
— Jest.
— Muzyka?
— Jest.
— Stoły?
— Są.
— To czego brakuje? - Otto się uśmiechnął. Hans podniósł rękę.
— Mojego przemówienia.
Wszyscy odpowiedzieli chórem:
— TEGO NIE BRAKUJE! - Hans schował kartkę.
— Rozumiem. Będę przemawiał później.
I tak rozpoczęły się przygotowania do wielkiego Oktoberfestu, na którym spotkały się różne miasta, różne zawody i zupełnie różne charaktery. Jedno natomiast łączyło ich wszystkich:
Każdy przywiózł coś na Oktoberfest — a razem przywieźli najważniejsze: dobry humor, apetyt i ochotę na wspólną biesiadę.