Albert przez chwilę stał w progu, poprawiając mankiet marynarki. Jego wzrok padł na zgromadzonych – Lieselotte rozmawiała z Kryspinem, Heinz właśnie wracał z porannego joggingu, a w oddali widać było Bellę i Augusta żegnających się z Krzysztofem. Uznał, że to dobry moment, by nie zwlekać.
Podszedł do Lieselotte, która stała na werandzie z kawą w dłoni. Gdy zauważyła, że jest ubrany w podróżny strój, uniosła pytająco brew. Albert skinął głową, zanim zdążyła zapytać.
– Przykro mi, ale muszę już jechać – powiedział, a w jego głosie pojawiła się nuta autentycznego żalu.
– Przed chwilą otrzymałem pilne wezwanie ze sztabu. Sprawy wymagają mojej natychmiastowej uwagi. Bardzo dziękuję za ten wieczór. Był... cóż na pewno pamiętny. - dodał lekko uśmiechając się pod nosem
Schodzącą na podjazd dworku spojrzał w stronę Kryspina, który stał nieopodal z Rogomirem u nogi, i ponownie uśmiechnął się w jego kierunku spinając głowę.
– Mam nadzieję, że uda nam się dokończyć rozmowę przy innej okazji, Herr Kanzler. Albo w Sarmacji, albo tutaj jeśli zechce pan znów odwiedzić Edelweiss. -
Albert zrobił krok w stronę wyjścia, ale na moment zatrzymał się jeszcze odwracając się w stronę Lieselotte.
– I jeszcze jedno – ta moneta, którą ci dałem… jeśli uda ci się odkryć coś więcej na jej temat, daj mi znać. Sztab pracuje nad wieloma rzeczami, ale ta jest na prawdę ważna dla mnie i może okazać się niezwykle cenna. -

Skinął głową zgromadzonym, po czym skierował się w stronę swojego samochodu. Przez chwilę stał jeszcze przy otwartych drzwiach, patrząc na Zielony Dworek w porannym świetle.
– Mam nadzieję, że następnym razem będę miał więcej czasu – i że nie będziecie mi mieli za złe, że uciekam. Życzę wam udanej wyprawy w góry. -
Wsiadł do auta, a po chwili jego sylwetka zniknęła w oddali, zostawiając za sobą tylko chwilową ciszę i krążące w powietrzu słowa.
