Strona 1 z 1

Suterena przy Gassenstraße

: 01 kwietnia 2026, 22:27
autor: Aurelian Boltzmann
Suterena przy Gassenstraße nie była miejscem, które wybiera się z ambicji. Raczej z obojętności wobec wygody albo z potrzeby pozostania niezauważonym. Ulica była zwyczajna do tego stopnia, że większość mieszkańców przechodziła przez nią, nie zapamiętując nawet jej nazwy. Wąska, brukowana, z rynną biegnącą środkiem i kamienicami tak blisko siebie, że zimą światło pojawiało się tam tylko na kilka godzin dziennie.

Właśnie tam zamieszkał Aurelian N. Boltzmann.
Suterena miała jedno okno, umieszczone wysoko, niemal przy samym suficie. Z ulicy widać było jedynie górną część pomieszczenia i fragment ściany. Światło wpadało pod kątem, tworząc w środku jasny prostokąt, który w ciągu dnia powoli przesuwał się po podłodze, jak wskazówka zegara.
W mieszkaniu nie przybyło nic ponad to, co wniósł pierwszego dnia: materac, stół, krzesło, kredens i skrzynia. Ktoś z sąsiadów zauważył kiedyś, że wrócił wieczorem z małą paczką i świecą. Ktoś inny twierdził, że widział u niego mapy. Nikt nie był pewien.
Najdziwniejsze było to, że z tej sutereny prawie nigdy nie było słychać żadnych dźwięków.

Po kilku dniach zaczęto go widywać regularnie o tych samych porach. Wychodził rano, zawsze o podobnej godzinie, wracał późnym popołudniem. Nie chodził jednak w stronę zakładów mleczarskich Molkerei Kuchlacheln, choć wielu było przekonanych, że prędzej czy później tam trafi. Nie widywano go też przy elektrowni Stromberg-1, gdzie zazwyczaj przyjmowano ludzi o technicznym zacięciu.
Najczęściej widziano go w okolicach dworca, ale nie jako pasażera.
Z czasem okazało się, że znalazł zajęcie przy kolei, ale nie jako robotnik torowy ani konduktor. Pracował w niewielkim biurze przy magazynach towarowych, gdzie prowadzono ewidencję transportów: wagony, numery, masy, godziny przyjazdów i odjazdów. Praca monotonna, wymagająca cierpliwości i dokładności. Taka, której wielu nie chciało wykonywać zbyt długo.
On wykonywał ją tak, jakby była dokładnie tym, czego szukał.
Mówiono, że potrafił zapamiętać numery wagonów bez zapisywania.
Że poprawiał błędy w dokumentach, zanim ktokolwiek zdążył je zauważyć.
Że raz zwrócił uwagę na opóźnienie pociągu, który jeszcze nie zdążył się spóźnić. Nikt nie potrafił tego dobrze wyjaśnić.
Kierownik magazynu miał podobno powiedzieć tylko:
„Ten człowiek nie pracuje szybko. On pracuje tak, jakby czas nie był dla niego problemem.”

Wieczorami wracał na Gassenstraße, do swojej sutereny, zawsze tą samą drogą. Nigdy nie wstępował do gospody. Nigdy nie zatrzymywał się na długie rozmowy. Jeśli ktoś go zaczepił, odpowiadał uprzejmie, lecz rozmowy z nim miały dziwną właściwość — po kilku zdaniach ludzie zapominali, o co właściwie chcieli zapytać.
Wczoraj zapytano go wprost:
— Panie Boltzmann, czego pan właściwie tu szuka?
Spojrzał wtedy na rozmówcę przez chwilę, jakby ważył odpowiedź, a potem zapytał spokojnie:
— A czy człowiek zawsze wie, czego szuka, zanim to znajdzie?
I na tym rozmowa się skończyła, choć nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego.
Z czasem obecność Aureliana Numeriusa Boltzmanna w mieście stała się czymś zwyczajnym. Widziano go na ulicach, na dworcu, czasem w sklepie, czasem na moście nad rzeką. Zawsze w tym samym płaszczu, zawsze w grafitowym golfie, zawsze jakby odrobinę obok wszystkiego, co działo się wokół.

Jego życie w suterenie przy Gassenstraße wyglądało tak, jakby było tylko tymczasowe — nawet jeśli nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek zamierza się wyprowadzić.

Re: Suterena przy Gassenstraße

: 15 kwietnia 2026, 11:12
autor: Aurelian Boltzmann
Czas, który spędzam w Edelweiss, zaczyna układać się w ciąg zdarzeń bardziej spójny, niż początkowo zakładałem.
Praca przy ewidencji transportów kolejowych okazała się zajęciem nie tylko wystarczającym, ale i pouczającym. Człowiek, który przez pewien czas obserwuje ruch wagonów, zaczyna dostrzegać coś więcej niż tylko liczby i godziny. Dostrzega zależności. Powtarzalność. Punkty, w których przypadek przestaje być przypadkiem.
Z czasem trudno nie zauważyć, że niektóre transporty podlegają innym zasadom niż pozostałe.

Zastanawiam się, czy nie jest to jedyne środowisko, w którym człowiek może funkcjonować bez potrzeby ciągłego definiowania samego siebie.Nie wiem jeszcze, czy jest to kierunek właściwy.
Dlatego pozwolę sobie zadać pytanie w sposób możliwie prosty.
Czy ktoś, kto nie potrafi jednoznacznie wskazać swojego początku, ale jest w stanie określić, gdzie chce pozostać może stać się obywatelem Edelweiss?
Nie pytam o przywileje. Interesuje mnie wyłącznie to, czy przynależność jest konsekwencją miejsca urodzenia — czy raczej decyzji, którą podejmuje się później.