–
Herr Cargalho – przywitał go z lekkim ukłonem –
bardzo się cieszę że szanowny zdecydował się do nas dziś dołaczyć. To dla nas szczególny moment, a oto efekt miesięcy pracy i starań - powiedział wiązując na stojący kilka metrów przed nimi nowy samolot.
De Espada gestem zaprosił gościa w stronę samolotu. Metalowy chromowany kadłub lśnił w słońcu, drzwi do kabiny zostały otwarte, schodki ustawione, a załoga powitała pasażerów z iście wojskową dokładnością i starannością.
–
Proszę, Herr Cargalho – mówił de Espada, wskazując wejście –
Niech Pan sam oceni, czy nasza obietnica komfortu i niezawodności znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. - kontynuował nie ukrywając swojego zadowolenia z rezultatów miesięcy prac włożonych w ten projekt.
Chwilę później drzwi za nimi zatrzasnęły się a sami rozsiedli się wygodnie w fotelach, śmigła zaczęły wirować, a silniki wypełniły lotnisko dudniącym basem. Po krótkim kołowaniu samolot ustawił się na pasie. Kapitan Müller podniósł rękę, dając sygnał do startu.
Przyspieszenie było płynne i zdecydowane. samolot w chwilę znalazł się na pasie startowym a zaledwie kilkanaście sekund potem uniósł się lekko nad ziemią by po chwili wzbić się w powietrze. W kabinie poczuć można było tylko delikatne drżenie, szybko ustępujące spokojnej, stabilnej pracy maszyn.
Wnętrze kabiny od razu zwracało uwagę pasażerów. Fotele wykonane z miękkiej skóry ustawione były na przeciwko siebie z rozkładanym stolikiem między nimi, pozwalało swobodnie rozmawiać twarzą w twarz. Duże okna wpuszczały do środka jasne światło, a izolacja akustyczna tłumiła hałas śmigieł do tego stopnia, że można było prowadzić rozmowę niemal szeptem.
De Espada, siedzący naprzeciwko Cargalho, wskazał dłonią na zegary zamontowane w przejściu do kokpitu.
–
Obecnie lecimy na wysokości tysiąca metrów – powiedział –
z prędkością przelotową trzystu kilometrów na godzinę. To tylko ułamek możliwości ATP-18, który przy pełnym obciążeniu osiąga nawet 350 kilometrów na godzinę, a jego zasięg pozwala pokonać ponad dwa i pół tysiąca kilometrów bez lądowania. - kontynuował z zauważalną pasja w głosie wzbogacaną licznymi gestami dłoni omiatającymi całe wnętrze
Za oknami przesuwały się majestatyczne szczyty górskie, a samolot sunął pewnie przed siebie, niczym okręt po spokojnym morzu. Atmosfera w kabinie była lekka i swobodna, Gospodarz zwrócił się do gościa i jedynie zapytał -
Jak się Panu podoba? -