Rok 1900
Księstwo Sarmacji, niewielka willa na obrzeżach Grodziska

Dopiero poranek, a temperatura dawała się już we znaki Pani F. Niedawno obudziła się, więc wciąż pozostawała w opiętej bieliźnie, jaką lubiła ubierać wieczorami. Wyglądała przez okno, po pozwolić podmuchom wiatru smagać jej półnagą sylwetkę. Szybko dostała gęsiej skórki, która rozpierzchła się po skórze karku i dekoltu. Tęsknie obserwowała ospałe miasto, powoli budzące się do życia.
Najbardziej jednak irytowała ją pewna parka w kamienicy naprzeciwko. Ledwie wiązali koniec z końcem, nierzadko urządzali obrzydliwe libacje alkoholowe, a jednak każdego jednego ranka, z uśmiechami na ustach, witali się soczystymi pocałunkami. W różnych miejscach. Podobno znani byli w wysoko urodzonym towarzystwie jako Państwo T-S.
Pani F. obserwowała z wstydliwą lubieżnością ich bezwstydne poranne igraszki w sypialni, które, zdawać by się mogło, robili tylko na pokaz, po czym z wypiekami na twarzy rzuciła się na swoje jedwabne pościele. Nawet załkała z cicha, bo przecież… jej mąż, Pan A., wyjechał do Winkulii i już od wielu tygodni nie wracał, by ją pocieszać w swoich ochoczych ramionach. Jej ciałem zatrząsnął spazm frustracji, gdy w myślach wyobraziła sobie, jak mogłaby spędzać czas w sypialniach kogoś znamienitszego, na przykład… Księcia Sarmacji Arkadiusza… ach… Gdyby tak obsypywał ją pocałunkami. Gdyby tak…
Leniwy pers wyczekiwał całą noc na tę chwilę, gdy jego Pani znowu zacznie oddawać się swoim kwiecistym fantazjom. Nigdy nie poświęcała mu zbyt wiele uwagi, więc nauczył się rozpoznawać dobry moment. Czmychnął na łóżko i wcisnął swój łepek pod jej rękę, gdy Pani F. zaczęła właśnie wyobrażać sobie, jak z dziką przyjemnością zanurza ręce w szlachetnych blond puklach. A on z niewypowiedzianą wdzięcznością pozwala jej, by masując okrężnymi ruchami dawała ulgę głowie, znoszącej dzień w dzień tyle ciężarów władzy. W głowie zaszumiało jej, gdy dotarł do niej duszący zapach drogich perfum, które tak…bardzo… przypominały… zapach obroży na pchły.
- A kysz! – burknęła niezadowolona, zrzucając zwierzę na dywan.- Jeszcze zostaniesz Księżną, F., mówię ci to… - rzekła do siebie, spoglądając ukradkiem w odbicie krągłych pośladków, ukazujące się w lusterku toaletki. – Zasługujesz na coś więcej, niż tęsknota za nieobecnym mężczyzną. Każdy chciałby cię mieć, mówię ci to…
Panią F. naszła nawet ochota, by czym prędzej wyjechać do rodzinnych stron, by zapomnieć o swoich niekończących się rozterkach, lecz nim zdążyła się ruszyć, rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- Kto to jest, do jasnej Anielci… - syknęła, rozjuszona myślą, że może to znowu ten upierdliwy listonosz, który zawsze nachodził ją zanim zdążyła się ubrać, by popatrzeć sobie na prześwity w koszulce nocnej. On jednak nie był w jej typie.
Zerwała się z miejsca i podbiegła truchcikiem do drzwi. Spojrzała w judasza, w którym ujrzała…
- Oh… - westchnęła, patrząc na muskularnego mężczyznę, który stał po drugiej stronie drzwi i poprawiał liczne, długie i ciężkie narzędzia, jakie zwisały u jego pasa. – Ach, to hydraulik… - szepnęła do siebie, przypominając sobie o zatkanym zlewie w kuchni. To zdecydowanie BYŁ JEJ TYP! Wpatrywała się w niego jeszcze chwilkę, obserwując, jak poprawia grzywkę opadającą na czoło, ręką gładzi w oczekiwaniu męski podbródek.
Co powinna zrobić Pani F.?
1. Otworzyć tak jak stoi, w bieliźnie.
2. Ubrać się, ale mieć opiętą spódniczkę i bluzkę z dekoltem
3. Ubrać się jak należy. Jest przecież mężatką…
Głosowanie potrwa do jutrzejszego dnia


