„Tajemnica z Präzedenz Cafe”
Kawiarnia od samego początku miała być czymś więcej niż tylko kawiarnią — miejsce miało stać się areną cichych szeptów, ukradkowych spojrzeń i subtelnych gestów, które decydowały o losach państw. W szarych murach Nebelschattengasse, gdzie powiewały flagi tylu narodów, kawiarnię otwarto po cichu, bez fanfar, ale bardzo szybko stała się legendą.
Herr Oberhaupt Heinz-Werner Grüner, człowiek o nieskazitelnych manierach i imponującym wzroście, tak że nawet ambasadorowie prostowali się na jego widok, nie zarządzał tą elegancką oazą porządku we własnej osobie. Miał od tego ludzi. Jednym z nich był Kai Huttelstrump, członek załogi lokalu. Znał on twarze wszystkich: ambasadorów, attaché, tajnych agentów i dziennikarzy, którzy podszywali się pod krytyków kulinarnych. Wiedział, które miejsce przy oknie jest „neutralne”, a które — podsłuchiwane przez nieznanych sponsorów. Był jak dyrygent wielkiej, niewidzialnej orkiestry. I o wszystkim meldował gdzie trzeba, a w tym wypadku trzeba medować w Der Sitz.
Głównym baristą Präzedenz Cafe był Stefan Zerbröckeln — młody, ambitny, z nieco zbyt niepokornym uśmiechem. Czekoladowe ciasta Stefana miały moc "łamania żelaznej woli" negocjatorów, a jego kawa — potrafiła rozwiązać języki bardziej skutecznie niż długa noc w lochach.
Pewnego wieczoru, gdy "mgła znów spowiła ulicę" jak ciężka zasłona, do kawiarni wszedł nieznajomy w zielonym płaszczu. Nikogo nie pozdrawiał, nie zamówił niczego, po prostu usiadł w rogu, jak cień. Wkrótce potem przyszło kilku dyplomatów, w tym sam ambasador Hirschbergii i Werlandu, znany ze swojej paranoi i... kolekcji tajnych dokumentów.
Huttelstrump, czujny jak zawsze, zauważył coś niepokojącego: filiżanka kawy dla ambasadora była inna — delikatnie oznaczona niewidzialnym symbolem na spodzie. Wiedział, że coś jest nie tak. Czy sam Stefan popełnił błąd? Czy ktoś podmienił filiżanki? A może młody cukiernik... nie jest tym, za kogo się podaje?
Zaczęła się rozgrywka na najwyższym poziomie. Herr K.Huttelstrump, musiał w ciągu kilku minut rozwikłać zagadkę: kto był zdrajcą, co ukrywał nieznajomy, i czy kawiarni groziła kompromitacja — albo coś jeszcze gorszego: zamknięcie.
Z pomocą starego podręcznika: "O szyfrach w kawiarnianych rachunkach" i zaimprowizowanego aktu teatralnego (Stefan nagle zaczął udawać, że kawa się przypaliła, by wszyscy musieli opuścić salę), udało się przechwycić filiżankę. W jej wnętrzu był schowany mikrofilm — z planami wielkiej operacji szpiegowskiej „Aurora Negra”.
Dzięki czujności agenta Huttelstrumpa, Präzedenz Cafe nie tylko ocaliło swoją reputację, ale i zyskało jeszcze większy prestiż: stało się miejscem, o którym szepcze się w kuluarach, jako nietykalna wyspa dyplomatycznej subtelności, gdzie nad filiżanką najlepszego espresso decydowano o przyszłości świata.
A Herr Grüner, zyskał nowe przydomki — „Strażnika Nebelschattengasse” i „Dyplomatycznego Baristę Cieni”.