Femme Mystere pisze: ↑07 grudnia 2024, 23:28
Goście kawiarni pohamowali egzaltację i zasiedli z powrotem na swoich miejscach, ale jednak dało się odczuć, że obserwowali parę siedzącą pod oknem. Lieselotte nie przywykła do takiego upubliczniania własnego wizerunku. Może i wiadomym było, jakie piastowała stanowisko, a jednak ukrywała się zwykle przed wzrokiem postronnych. W swoim dworku. Pod czarnymi okularami. I teraz czuła się niemało skrępowana.
-
Gdzież mi do twojej popularności... - odparła, a potem zaczęła posyłać kelnerce odstraszające spojrzenia. Na której to skupiać się zaczęło znacznie więcej uwagi, niż Frau Augentrost by sobie tego życzyła. -
Wracając do twoich słów... - zaczęłą, by choć przez chwilę odwrócić myśli od tej sytuacji, w jakiej się znaleźli. -
Frau Sorcha ponoć tak właśnie robi. Uwodzi uśmiechem, bierze, co chce, a potem ... zamienia w żabę i wrzuca do kotła. Nie wiedziałeś o tym?- zapytała złośliwie, celowo przedstawiając Frau Sorchę w średnio przychylnym świetle, a jej twarz spochmurniała. Najpierw oglądała swoje czerwone paznokcie, a gdy otrzymała swoją kawkę, z ustami zwiniętymi w "trąbkę" kosztowała bitej śmietany, wybierając ją niewielkimi porcjami na długiej łyżeczce. Z pogardą spoglądała na serweteczkę pod filiżanką Heinza, na której kelnerka najwyraźniej coś zanotowała. -
Na szczycie Bunga-Bunga stanowiliśmy z Herr Espadą dominującą siłę wśród wszystkich państw członkowskich. - rzekła i te słowa nawet podniosły nieco jej szorujące po dnie ego. -
To dobrze i niedobrze, Herr Oberhaupt. To znaczy, że pakt jest słaby. Uczestnictwo w nim nie daje nam żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Ani wsparcia w temacie der Wilden. - powiedziała i mogłaby przysiąc, że pomimo mikołajkowej melodii w tle i rozentuzjazmowanych widzów ich spotkania, powiało chłodem.
- Nie bądź taka skromna. Wiesz, wie Pani, że znają nie tylko cały "Szarotkowy Świat", ale i z trzy czwarte tego co poza nim. Nie umniejszajmy roli faktoum. - Heinz uśmiechnął się i nie czekając na reakcję mówił dalej. Tym razem nie "klepał" już co ślina na język przyniesie, jak w drodze do Cafe Präzedenz, był bardziej rzeczowy, służbowy, bardziej przewidywalny.
Przez to pewnie nie zauważył, że Frau Augentrost nie było w smak z tym, że jest tu i teraz rozpoznana, a już na pewno, że adorowano jej współtowarzysza. Oboje "grali swoje role", w swoich grach. Nie mniej Grüner, choć liczył, że Pakt Bundżadarski będzie tylko pretekstem do rozmowy z kobiecą częścią jego asystentów, to musiał cos się wywiedzieć co się działo w Arcadii..
- A więc, powiadacie z Espadą, że to słaby sojusz? - zamyślił się, ale tak jakby zastanawiał się teraz czy zamówić precle czy raczej zerbrockelnowe choo-choo -
No, to jak do tego doszliście, to wasze wspólne zdanie czy tylko pani, Frau Augentrost? Pytam oczywiście nieformalnie, tak po przyjacielsku, na oficjalny raport mamy czas.
Widząc minę ciemnowłosej kobiety oberhaupt lekko się wzdrygnął, po czym zmienił temat.
- Zimo coś się zrobiło, prawda? Penwie nie domknęli drzwi...