Jürgen Voller pisze: ↑02 lipca 2025, 14:53
Czołgi w ogóle były wtedy drogą imprezą.
I tak, i nie... z polskiego pdwórka:
Czołg 7TP "goły" - 181,5 tys. zł
Czołg 7TP z uzbrojeniem - 213 tys. zł
Ciągnik 7CP (buda na podwoziu 7TP) - 100 tys. zł.
W powyższego widać ile co w tym czołgu kosztowało...
Z czym to porównać?
Np. z bronią maszynową:
- 7,92 mm rkm wz. 28 - 2430 - 1433 zł (cena spadała wraz ze wzrostem produkcji)
- 7,92 mm ckm wz. 30 - 4076 - 2102 zł (cena spadała wraz ze wzrostem produkcji)
lub artylerią:
- 37 mm armata ppanc wz,36 Bofors - 22,9 - 34,5 tys. zł
- 40 mm armata plot Bofors wz. 36 - 103,5 - 115 tys. zł
- 100 mm haubica wz. 14/19P Skoda - 120-148 tys. zł
Jeden czołg kompletny to tyle co dwie holowane armaty plot czy haubice 100 mm (te ostatnie nowoczesnością nie grzeszyły, stąd cena podobna do nowoczesnej armaty plot.)
W przeliczeniu na broń maszynową (cena średnia i najniższa) to 80-100 ckm i 120-150 rkm.
Co ciekawe stosunek tych cen się sprawdza jak się porówna ceny w USA bo lekki czołg M2A4 kosztował ok. 25 tys. USD, a produkowany w tym samym czasie km M1919A4 667-142 USD (też zmiana ceny w toku masowej produkcji). Podobny stosunek wychodzi jak się porówna cenę niemieckiego PzKpfw II i km-u MG-34 - można więc uznać, ze taka relacja cenowa była w zasadzie wszędzie.
Problemem totalnego zacofania motoryzacyjnego WP II RP (w tym brak czołgów) były nie tyle pieniądze, ale totalne zacofanie motoryzacyjne kraju jako takiego.
Ilość zarejestrowanych samochodów na 10 tys. mieszkańców w 1938:
Polska - 10
Rumunia - 13
Czechosłowacja - 61
Niemcy - 231
Wielka Brytania - 511
Francja - 531
USA - 2288
Po prostu w kraju, w którym motoryzacja była czymś śladowym trudno było o motoryzację armii i o wozy bojowe...
I wystarczy na to spojrzeć by zauważyć, że stopień motoryzacji armii był wprost proporcjonalny do stopnia motoryzacji państwa. Pomijając już USA (za oceanem) to Wielka Brytania miała pełną motoryzację (100%), Niemcy częściową (około 50%), a taka Polska miała motoryzację totalnie śladową...
No, ale jak motoryzować armię, jak w państwie nie ma przyzwoitej sieci dróg, nie ma infrastruktury motoryzacyjnej (nie ma warsztatów czy stacji paliw), a wiedza o motoryzacji społeczeństwa polega na tym, że ci poza miastami czasem widzieli motocykl czy samochód?
Nie ma kierowców, nie ma mechaników, a nawet nie ma ludzi obeznanych z techniką, bo na polskich wsiach królował sierp i ręczna robota, a podstawowym środkiem transportu w całym kraju był konny wóz. Przecież nawet w komunistycznym i siermiężnym ZSRR było łatwiej, bo tam kołchoźnicy mieli chociaż kontakt z jakąś mechanizacją rolnictwa i to całkiem sporą (w każdym razie na terenach europejskich).
W takiej IIRP to w 1938 było raptem 900 ciągników rolniczych różnych typów... też tych "starszych od węgla", a co ciekawe ta liczba spadała bo w 1921 było ich ponad 1400. Nawet w takiej biednej wtedy Rumunii było ich tuż przed wojną jakieś 3-5 tysięcy.
To kolejny przyczynek do braku możliwości motoryzacji... przeciętny żołnierz w zasadzie kompletnie nie ma o technice pojęcia i to takiej podstawowej. Takich ludzi nawet trudno czegokolwiek nauczyć... bo trzeba zaczynać od "Adama i Ewy". No i najpierw trzeba nauczyć tych nauczycieli... :twisted:
To nie cena czołgu była przeszkodą, że w II RP nie było czołgów (poza ilością śladową)... to był efekt totalnego zacofania technicznego i motoryzacyjnego tamtego państwa jako takiego.
Przepraszam, że trochę realem zaleciało... ale chyba warto wyjaśnić - Ty też od realowych postów nie stronisz, a Oberhaupt specjalnie za to nie "obsobacza".
Jürgen Voller pisze: ↑02 lipca 2025, 14:53
Niestety, dla mandżurskich Kameraden, każdy Chińczyk, czy od Czanga, czy od czerwonego Mao, to ten sam diabeł i dwie strony tej samej fałszywej monety...
Naprawdę uważasz, że w mikro musimy kopiować real?
Oczywiście pewne kwestie techniczne tak, bo tak po prostu łatwiej niż robić od początku grafikę na wszystko - zresztą pewnie byśmy polegli, bo np. u mnie ani czasu, a ni umiejętności.
Jednak czy musimy naśladować realowe zestawy? Po co? A gdzie nasza wyobraźnia? Mikro to nie real...
Zobacz, ze taki Edelweiss, który można przyrównać do jakiejś Szwajcarii ma w armii fińskie mundury (bo nam się spodobały) oraz broń będąca mieszanką z całej dawnej Europy i nie tylko. Co w tym złego?
Moi Nandyjczycy sobie noszą brytyjskie "battle dressy" - bo mi się ten mundur podoba i uważam, go za nowoczesny na owe czasy. A do tego niemieckie hełmy - bo też mi się podobają i mam o nich dobre zdanie. I co z tego, że klimatem Nan Di udawało za moich czasów (teraz to nie wiem, bo Piotr klimat zmienił) Chiny. Coś to przeszkadza, że mundurki mają "niechińskie"?
Ponownie... to mikro - nie musimy, a wręcz nie ma sensu zrzynać z reala 1 do 1.