Podróż odbyłem samotnie, bez orszaku ochrony, w moim rajdowym Ebe Eg01st, którego smukła sylwetka i niezawodny motor godnie dodają mi splendoru. Obawiam się jednak, że w końcu przedobrze i maszyna mi padnie. \
Dworek syna jawił się w pełnym księżyca blasku niczym młody orzeł, co pierwszy raz próbuje skrzydeł. Fasada, świeżo otynkowana, błyszczała bielą, a wokół rozciągał się zapach ziemi jeszcze nieuklepanej po pracy murarzy i cieśli.
Leszek przywitał mnie już u progu, w stroju jak na niego bardzo skromnym i odświętnym, a w jego oczach ujrzałem mieszaninę dumy i radości. To spojrzenie zna każdy ojciec, który widzi, jak syn przechodzi z progu młodości ku dojrzałości.
Przybyłem nie z pustymi rękoma. W mej dłoni spoczywała skrzynia z mahoniu, skrywająca prezent, który — mam nadzieję — zapisze się w dziejach tego domu: okazały zegar kominkowy, mistrzowsko wykonany w Vox, z mechanizmem tak precyzyjnym, iż jego tykanie powinno odmierzać kolejne dekady życia Leszka - oby szczęśliwe! Na tarczy, obok rzymskich cyfr, kazałem wygrawerować dewizę: „Czas jest ojcem zwycięstwa”.

Mam nadzieje, że zegar zostanie umieszczony w głównej sali dworku i rozpocznie swą służbę wraz z pierwszym uderzeniem wahadła już niedługo.
Po kurtuazyjnym wprowadzeniu i przekazaniu skromnego prezentu zacząłem:
- Synu! No i jak Ci się mieszka na Herrenhausgasse? Same zaszczyten persony,prawda? Widzisz, ja nie mam tu nawet kamienia, nawet muchy, a Ty, za swoje zasługi, masz dworek. Mam nadzieję, że czujesz i doceniasz co dzięki temu osiągnąłeś?





