– Kwiaty dla Oberhaupta… – powtórzył powoli, jakby smakował każde słowo. – Obawiam się, że jeszcze nie powstał okaz, który mógłby sprostać twoim porównaniom. Ale… – zawiesił głos, zatrzymując jej spojrzenie – …skoro obiecujesz mi coś wyjątkowego, będę pamiętał, komu zawdzięczam tę obietnicę.
Ledwie zdążył wypowiedzieć te słowa, gdy Leszek wrócił do salonu, prowadząc za sobą "Herr" Stefana.
Heinz spojrzał na syna, potem na mrówkojada, a wreszcie na Lieselotte, której oczy rozszerzyły się na widok niespodziewanego gościa.

Stefan podszedł niemal ceremonialnym krokiem, sunąc pazurami po podłodze, jakby miał świadomość, że przedstawia się samemu Oberhauptowi. Zatrzymał się naprzeciw Lieselotte, obwąchał powietrze i natychmiast skupił uwagę na jej kolczyku.
– Och, Herr Oberhaupt, widzę, że ma pan konkurenta – zaśmiała się Lieselotte, odchylając się lekko, by uniknąć języka zwierzęcia. – I to całkiem upartego!
Heinz zakasłał dyskretnie, kryjąc uśmiech w kieliszku.
– Leszku… muszę przyznać, że rzadko się zdarza, bym spotkał kogoś, kto tak szybko znajduje wspólny język z Frau Augentrost. - cała trójka parsknęła gromkim śmiechem...
Mrówkojad, niezrażony uwagami, pomachał ogonem, po czym ruszył ku rogowi salonu, gdzie dopadł piłki plażowej i zaczął turlać ją nosem. Lieselotte śmiała się do rozpuku, zasłaniając usta dłonią, a Heinz, choć starał się zachować powagę, pozwolił sobie na pełny, szczery uśmiech.
– No cóż – podsumował – wygląda na to, że Pflancka nie będzie jedyną nową ozdobą tego domu. Stefan najwyraźniej już się wprowadził.



