Biesiadne Opowiadanie

Jak to jest podczas Oktoberfest piwo leje się strumieniamia, a od czasu do czasu biesiadnicy prowadzą rozmowy w wesołym gronie.
I tutaj przychodzi nam z wyzwaniem nasza nowa zabawa… Mamy 16 osób o unikalnych zainteresowaniach, które chcą siedzieć z osobami o podobnym hobby i wspólnie z nimi przechylić kufel piwa. Waszym zadaniem jest takie umieszczenie ich wokół stołu, by każdy z każdym miał wspólny temat do rozmowy.
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Przed Oktoberfest w Edelweiss

Jesienne słońce spływało po dachach Stadt Edelweiss, rozświetlając rzędy złotych liści i szyldy gospód przygotowujących się do najważniejszego wydarzenia roku — Oktoberfestu.

Na rynku, pod ogromnym kasztanem, Max ustawił beczkę z nowym piwem. Zmrużył oczy, oceniając przezroczystość bursztynowego płynu w szklance. — Tym razem się udało, Jurgen[/] — powiedział z dumą. Jurgen, starszy piwowar z siwą brodą i uśmiechem wiecznego filozofa, skinął głową. — Piwo jest jak muzyka, Max. Musi mieć rytm i duszę.

Obok nich Sabine rozwieszała girlandy z niebiesko-białych wstążek. Była właścicielką cukierni i znana z tego, że nikt nie potrafił upiec lepszych Brezli. Brigitte, jej siostra, pomagała jej z koszami pełnymi słodkich pierników w kształcie serc.

Na ławce pod fontanną siedział Andreas, miejscowy nauczyciel muzyki, i stroił akordeon. Obok niego Petra, skrzypaczka o wiecznie rozczochranych włosach, próbowała utrzymać tempo. — Nie graj tak szybko! — śmiała się, gdy melodia tańczyła po bruku.

Henrich, właściciel tawerny „Zum Glücklichen Hirsch”, przechodził z listą dostaw i mruczał coś o braku kiełbas.
Klaus miał dowieźć! A jego nigdzie nie ma…

Jak na zawołanie zza rogu pojawił się Klaus, niosąc na ramieniu patyk pełen pętli białej kiełbasy.
Spokojnie, Henrich! Wszystko jest — nawet więcej, niż zamówiłeś.

Helga i Marianne, dwie starsze mieszkanki miasteczka, przystroiły swoje stoiska kwiatami i wiankami. Ich zapach mieszał się z aromatem grzanego wina, które niedawno dostały od Doktorowej.
Widzisz, Franz, zawsze mówię, że bez kwiatów nie ma święta - zauważyła Helga, poprawiając wianek.
Franz, miejscowy stolarz, który właśnie kończył scenę pod występy muzyczne, uśmiechnął się szeroko. — A bez sceny nie ma muzyki, Helga!

W oddali na polanie stał Hans, spokojny i rzeczowy, nadzorując rozstawienie namiotów — Otto, proszę, nie zapomnij o fladze! W zeszłym roku powiewała do góry nogami. - Otto, młody i roztrzepany, roześmiał się głośno — W tym roku będzie prosto — obiecuję!

Na końcu ulicy pojawiły się Sarah i Karin, niosąc kosze pełne jabłek i butelek cydru. Ich śmiech wypełnił całe miasteczko, przywołując dzieci, które biegały między straganami. Powoli, jak orkiestra przed koncertem, całe Stadt Edelweiss nabierało rytmu. Wszyscy coś budowali, stroili, próbowali i poprawiali. Gdy słońce zaczęło znikać za górami, z tawerny Henricha dobiegły pierwsze dźwięki muzyki, która zachęcała do zabawy i odliczała takty do Oktoberfestu. A w środku wszyscy wspólnie siedzieli, rozmawiali i pili. Stary Jurgen nalał każdemu kufel piwa, uniósł go wysoko i zawołał:
Za Edelweiss! Za przyjaciół i za święto, które dopiero się zaczyna! Prost Przyjaciele!

Śmiechy, brzęk kufli i dźwięk akordeonu rozlały się po rynku. W tym momencie wszyscy czuli, że Oktoberfest naprawdę się rozpoczyna — jeszcze zanim Oberhaupt otwarł oficjalnie pierwszą beczkę.


Oto przedstawiam wam waszych Biesiadowników :Esmile W kolejnych dniach kolejne opowieści. Każdy z was będzie miał okazję rozbudować to opowiadanie poprzez realizację zadań i odpowiedzi na pytania podczas Biesiadowania. Oczywiście, kto się odważy na takie posunięcie. :Esmile
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

A teraz pora na naszych młodych zakochanych :lol:
„Miłość pod kuflem piwa”
W Stadt Edelweiss, tuż przed rozpoczęciem wieczornej części Oktoberfestu, panował gwar i śmiech. Muzyka Andreasa i Petry unosiła się nad rynkiem, Sabine i Brigitte rozdawały precle z masłem, a Henrich — właściciel tawerny — biegał po kuchni, wydając rozkazy jak generał przed bitwą.
Wśród całego tego zamieszania Martina, młoda i bardzo poważna kelnerka, przesuwała się między stołami z niezwykłą precyzją. Potrafiła w jednej ręce nieść cztery kufle piwa, a w drugiej tackę z kiełbasą — nie uroniwszy ani kropli. Zupełnie inaczej niż Otto.
Otto był znany w całym Edelweiss jako „złote serce i chaotyczne ręce”. Gdy próbował coś zrobić… działo się i to dosłownie. W zeszłym roku przewrócił beczkę piwa, wczoraj rozlał sok jabłkowy Sabine na Jurgena, a dziś — jak przystało na legendę — miał pomóc Heinrichowi rozwiesić lampiony, by w tawernie zapewnić klimat.

Plan był prosty. Otto — wiesza lampiony. Martina — roznosi piwo. Henrich — pilnuje, żeby nic się nie spaliło. Los jednak miał inne plany.

Kiedy Martina przemykała między stołami, Otto wspinał się na drabinę, trzymając lampiony w zębach i sznurki w rękach. Na dole stała pusta beczka po piwie — której, niestety, nie zauważył. W momencie, gdy próbował zawiesić pierwszy lampion, drabina zachwiała się… i Otto runął w dół z krzykiem, lądując prosto w… tacy z piwem niesionej przez Martinę. Złoty płyn wystrzelił jak fontanna, a w powietrzu rozległo się donośne: „PLASK!”. Martina stała cała oblana piwem, z miną, która mogłaby zatrzymać Oktoberfest i całą zabawę w miejscu.

— OTTO! — zawołała, wycierając twarz. Otto, mokry i zawstydzony, poderwał się z podłogi. — Przysięgam, że to lampion się potknął!

Martina przez chwilę wyglądała, jakby miała rzucić w niego kuflem… ale potem zobaczyła jego minę — jak zbitego szczeniaka w skórzanej kamizelce. I parsknęła śmiechem.
— Tylko ty potrafisz zamienić zwykłe popołudnie w wodospad piwa.
— To mój dar. — odpowiedział z uśmiechem Otto, a w oczach błysnęło coś szczerego.

Od tamtej pory Otto zaczął… pojawiać się w tawernie codziennie.
Najpierw niby przypadkiem — żeby „pomóc z tymi lampionami” lub innymi drobiazgami. Potem przynosił kwiaty z targu od Helgi. Czasem po prostu siadał na krześle przy barze i obserwował, jak Martina pracuje z tą samą elegancją, z jaką on… przewracał krzesła. Martina początkowo była nieufna.
— Nie masz nic lepszego do roboty niż przeszkadzać mi w pracy?
— Mam. Ale wolę przeszkadzać tutaj. - odpowiadał z uśmiechem na twarzy.

Powoli, krok po kroku, zaczęła się śmiać z jego wpadek zamiast się irytować. A Otto, ku zdziwieniu wszystkich, zaczął starać się bardziej. W kulminacyjny punkcie ostatniego dnia Oktoberfestu Otto postanowił zrobić coś szalonego. Wszedł na scenę, gdzie Andreas i Petra kończyli grać hymn Oktoberfestu, i chwycił za mikrofon.

— Martina! — zawołał. — Wiem, że jestem jak przewrócona beczka i rozlana kiełbasa… ale chciałbym być twoim największym bałaganem na świecie!

Cały rynek ryknął śmiechem i oklaskami. Martina zasłoniła twarz rękami, ale śmiała się najgłośniej. Podbiegła do sceny, wskoczyła obok niego i powiedziała:
— Tylko jeśli obiecasz już nie lądować w mojej tacy.
— Nie obiecuję. Ale postaram się.

Od tamtej pory Otto i Martina byli nierozłączni. On przynosił chaos, ona — porządek. On rozlewał piwo, ona — podawała nowe. On gubił lampiony, ona — znajdowała je z uśmiechem.

A kiedy ludzie pytali Heinricha, jak to się stało, że jego kelnerka zakochała się w największym rozrabiace miasteczka, odpowiadał z powagą:
— Bo w Edelweiss nawet rozlana taca może być początkiem pięknej historii.🍻💕
CDN
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 3963
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Femme Mystere »

:D nie wiem jak wy, ale ja bym z taką gapą nie wytrzymała nawet dnia :D
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Nikt ważny
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Femme Mystere pisze: 29 października 2025, 07:25 :D nie wiem jak wy, ale ja bym z taką gapą nie wytrzymała nawet dnia :D
To ja się zastanawiam jak mnie znosisz 😅 bo ja to wykapany Otto
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 3963
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Femme Mystere »

Haha serio? Nie wyglądasz na taką. Myślałam, że jesteś raczej idealna.
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Nikt ważny
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Femme Mystere pisze: 29 października 2025, 08:11 Haha serio? Nie wyglądasz na taką. Myślałam, że jesteś raczej idealna.
Pozory mylą 😆
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

„Plotki wśród pelargonii”
W samym sercu rynku w Stadt Edelweiss, tuż pod starym kasztanem, stał ich kolorowy stragan.
Helga i Marianne — nierozłączne od ponad sześdziesięciu lat — każdego ranka rozstawiały wiadra z pelargoniami, bukiety stokrotek i doniczki z ziołami, a potem… zaczynały najważniejszą część ich dnia: obserwacje i komentarze.

Helga, zawsze w zielonym fartuchu, miała bystre oczy i dar widzenia wszystkiego, co dzieje się w promieniu stu metrów. Marianne, nieco spokojniejsza, ale z ciętym językiem, potrafiła jednym szeptem rozpętać burzę w całym miasteczku. Tego ranka, kiedy słońce wzeszło nad dachami, Helga popijała herbatę z termosu i szturchnęła przyjaciółkę.
— Patrz tam, Marianne. Otto idzie. I znowu ma dwa różne buty. - Marianne zmrużyła oczy. — To nie moda, Helga. To katastrofa na nogach. Pewnie znowu gdzieś posiał je i nie pamięta gdzie.

Zaraz potem pojawiła się Martina, biegnąca do tawerny Heinricha, by zacząć dzień pracy.
— Oooo… — przeciągnęła Helga. — Zobacz, jak patrzy na nią Otto.
— Jak cielę na nowe wiadro. — skomentowała Marianne. — On ma w głowie więcej piany niż piwo Henricha.

Obie wybuchły śmiechem tak głośno, że Martina, przechodząc obok, przewróciła oczami — ale nie mogła się nie uśmiechnąć. Bo w Edelweiss każdy wiedział, że Helga i Marianne są lokalnym radiem… tylko bez przycisku „wyłącz”.

W południe przez rynek przeszła Sabine z koszem precli.
— Sabine wygląda dziś poważnie. — zauważyła Helga. — To znaczy, że Brigitte znowu spaliła partię precli. — odpowiedziała Marianne z pełnym przekonaniem. I faktycznie — pięć minut później w powietrzu uniósł się zapach lekko przypalonych wypieków, które rozchodził się z Cukierni.

Następny był Jurgen, który wpadł na rynek z kuflem w ręce.
— Patrz, Helga. On zawsze mówi, że to degustacja a nie picie.
— Po pięć razy dziennie. Musi być bardzo pilnym degustatorem. — odparła sucho Marianne, lecz z lekkim uśmiechem.

Ale ich prawdziwym hobby była „gra w przewidywanie”. Polegała ona na tym, że siedziały na ławeczce, patrzyły na ludzi i zgadywały, co się stanie za chwilę.

— Patrz na Klausa. — powiedziała Helga, wskazując właściciela Mięsarni, który niósł patyk z pętlami kiełbasy. — Obstawiam, że się potknie o własne sznurówki.
— Nie. O beczkę Heinricha. — odpowiedziała Marianne.
I dokładnie w tym momencie Klaus potknął się… o beczkę Heinricha.
Kiełbasy potoczyły się po bruku jak piłki, a Jurgen prawie uratował jedną — niestety upadł razem z nią. Helga i Marianne klasnęły z satysfakcją.
— Wiedziałam. — Helga wypiła łyk herbaty.
— My zawsze wiemy. — dodała Marianne.

Po południu, gdy festyn trwał w najlepsze, wiele osób podchodziło do ich straganu nie tylko po kwiaty — ale po najświeższe „wieści”. Helga podawała bukiet stokrotek, Marianne pochylała się i szeptała:
— Wiesz, Otto próbował dziś być romantyczny. Wyszedł mu wodospad piwa.
— Znowu?! — odpowiadał klient i odchodził rozbawiony.

Ich ploteczki nie były złośliwe — były częścią festynowej atmosfery. Bo w Stadt Edelweiss nic się naprawdę nie zaczynało, dopóki Helga i Marianne nie skomentowały tego na głos.

Wieczorem, kiedy rynek powoli pustoszał, obie siedziały na ławce z kubkami gorącej herbaty, patrząc, jak lampiony odbijają się w brukowanej uliczce.
— Wiesz, Marianne… — zaczęła Helga. — Patrzymy na tych ludzi od sześdziesięciu lat. I nic się nie zmienia.
— Zgadza się. — pokiwała głową Marianne. — Zawsze ktoś się zakochuje, ktoś się potyka, a ktoś rozlewa piwo.
— I zawsze jesteśmy my — i nasze kwiaty.
— I dobrze. Bo ktoś musi pilnować porządku w tym całym chaosie.

Obie roześmiały się cicho i stuknęły się kubkami herbaty — jak inni kuflami piwa.
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 3963
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Femme Mystere »

Och jaka sielanka! :D
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Nikt ważny
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Wielka scena i jeszcze większy bałagan
W Edelweiss zbliżał się wielki finał Oktoberfestu — uroczyste przemówienie Oberhaupta i koncert Andreasa i Petry.
Hans, lokalny polityk i człowiek, który mówił zawsze o „rozwoju, inwestycjach i edelweisskim poziomie”, postanowił, że w tym roku ceremonia będzie bardziej elegancka niż kiedykolwiek wcześniej.

Zatrudnił więc Franza, najlepszego stolarza w miasteczku, aby zbudował nową, reprezentacyjną scenę na rynku.
A do pomocy… wyznaczył Otto, swojego asystenta.
To był błąd, który mógł popełnić tylko ktoś, kto nigdy nie widział, jak Otto trzyma młotek.

Rano Franz przyjechał z narzędziami, nucąc pod nosem.
— Otto, ty będziesz podawał gwoździe. Nic więcej. Rozumiesz?
— Rozumiem! Pełna odpowiedzialność!
— Nie, właśnie nie. Zero odpowiedzialności. Tylko gwoździe.

Hans, w eleganckim garniturze, chodził po rynku z notatnikiem.
— Panowie, to ma być scena godna przemówienia o przyszłości Edelweiss. Stabilna, elegancka, nowoczesna! - Franz kiwnął głową. — Spokojnie, panie Hans. Zbuduję ją tak, że przetrwa trzy Oktoberfesty i dwa razy Otta.

Prace szły dobrze… przez pierwsze dziesięć minut. Potem Otto postanowił „pomóc szybciej”. Zamiast podawać gwoździe po jednym, wsypał całą garść na deskę.
— Żebyś miał pod ręką, Franz! - Franz spojrzał na niego z rezygnacją. — Otto, tu nie budujemy stodoły, tylko scenę!

Kilka minut później Otto znalazł tubkę kleju stolarskiego. Na etykiecie było napisane „szybkoschnący”.
— O, to na pewno pomoże! — pomyślał. I posmarował klejem nie tylko deski, ale też… swoje rękawice, skrzynkę z narzędziami i przypadkiem kawałek Hansa, który akurat się pochylił, żeby sprawdzić plan.

— OTTO! Co ty robisz?! Moje spodnie!
— Klei się sukces, panie Hans! - zawołał radośnie Otto. Hans próbował się odczepić od deski, ale w rezultacie wyglądał, jakby wziął udział w tańcu nowoczesnym z meblami. Franz w tym czasie trzymał się za głowę.
— To nie scena, to scenografia komediowa!

Po południu konstrukcja była gotowa — przynajmniej z daleka wyglądała solidnie. Na scenie miał przemawiać Hans, więc kazał Otto przetestować, czy wszystko stabilne. Otto wszedł, podskoczył dwa razy i z zadowoleniem oznajmił:
— Panie Hans, stoi jak skała!

No cóż — jak skała na piasku. Bo w momencie, gdy Hans wszedł z mikrofonem, scena zaczęła lekko… trzeszczeć.
Franz poczuł to od razu.
— Coś za lekko trzyma, Otto. Ile dałeś gwoździ?
— No… może trzy. Ale solidnych! - powiedział całkowicie poważnie Otto. Franz zbladł momentalnie, a Hans uniósł ręce, chcąc rozpocząć mowę.
— Drodzy mieszkańcy Edelweiss! Dzisiaj świętujemy…

Nagle wszyscy usłyszeli TRACH!!!

Deska pod jego nogami pękła. Hans zapadł się do połowy w podłogę, a mikrofon z piskiem wpadł w tłum.
Jurgen zawołał z końca rynku:
— Brawo! Wreszcie polityk, który schodzi na poziom ludzi!
Cały rynek wybuchł śmiechem.

Na szczęście Franz szybko złapał młotek i w pięć minut naprawił wszystko. Hans wstał, odgarnął wióry z garnituru i sapnął:
— Otto… od jutra twoje obowiązki ograniczają się do… trzymania balonów.
Otto z dumą zasalutował i odpowiedział — Tak jest! Balony nie mają gwoździ, więc będzie bezpiecznie!

Franz uśmiechnął się, klepnął go po ramieniu i mruknął:
— Otto, ty jesteś jak święto Edelweiss — głośny, nieprzewidywalny, ale bez ciebie byłoby nudno.

Wieczorem, gdy rynek rozbrzmiewał muzyką i śmiechem, Helga i Marianne obserwowały całą scenę z pod kasztana.
— Widziałaś, jak Hans zniknął w scenie? — zapytała Helga.
— Tak. Pierwszy raz jego przemówienie miało głębię. — odparła Marianne, popijając herbatę.

I tak Franz, Hans i Otto przeszli do lokalnej historii — jako trio, które zbudowało scenę, ale zyskało legendę.
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 1966
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Zamknięcie Oktoberfestu w Edelweiss
Nad miasteczkiem Edelweiss zapadł ostatni wieczór Oktoberfestu. Powietrze było ciężkie od zapachu prażonych migdałów, kiełbas i piwa. Na rynku tańczyły światła lampionów, a w oddali echo akordeonu Andreasa i skrzypiec Petry mieszało się z gwarami i śmiechem. Oberhaupt wygłosił krótkie przemówienie, ale — jak to zwykle bywało — nikt nie słuchał go do końca, bo życie festynu miało własny rytm.

Henrich krążył po rynku z rękami na biodrach, zadowolony i zmęczony zarazem.
— Kufle całe, beczki prawie puste… to był dobry rok. — mruknął do siebie. Obok niego Martina sprzątała stoły z precyzją, a Otto niósł naraz trzy beczki — i cud, że się nie potknął (choć jedna lekko się przechyliła).

— Otto! Uważaj! — zawołała Martina. — Nie psuj pięknego zakończenia!
— Tym razem się uda, przysięgam! — odkrzyknął, po czym jedna beczka zsunęła mu się z ramienia i… wylądowała w sianie obok sceny. — Udało się Kochana! Zatrzymana w locie! - Martina tylko westchnęła, ale uśmiech nie schodził jej z twarzy. A Otto był pełen radości, że nie zepsuł znowu czegoś.

Przy stoisku z kwiatami Helga i Marianne siedziały na swojej ławeczce, popijając swoją herbatę.
Wokół ich stoiska wisiały jeszcze resztki girland, które założyły na Oktoberfest.
— Widzisz, Marianne? — powiedziała Helga, patrząc, jak ludzie śpiewają i śmieją się w blasku lampionów. — Kolejny Oktoberfest przeżyłyśmy. I żadna beczka nas nie przejechała.
— Prawie. Ta od Otta była blisko. - Obie roześmiały się głośno, stukając się kubkami z herbatą, jak inni robili to kuflami.

Na scenie Andreas i Petra grali ostatni raz hymn Edelweiss. Nie był doskonały — skrzypce trochę fałszowały, akordeon jęknął w środku refrenu — ale nikt nie zauważył. Dzieci tańczyły, starsi nucili, a w tłumie ktoś zawołał:
— Nie przestawajcie! Jeszcze raz! - Andreas spojrzał na Petrę i uśmiechnął się.
— Widzisz? W końcu grają z nami wszyscy. - powiedziała uradowana Petra.

Sabine i Brigitte krążyły między stołami z koszami precli i ciast. Każdemu coś wciskały — nawet psu strażnika.
— Tylko zjedz, zanim Otto coś przewróci! — wołała Sabine. Ich precle z lukrem, ułożone w kształt serca, były symbolem Oktoberfestu w Edelweiss. Przy ich stoisku stały Karin i Sarah, śmiejąc się z własnej wpadki sprzed lat.
— Pamiętasz, jak przyniosłyśmy sok zamiast cydru?
— A teraz wszyscy pytają o nasz jabłkowy mix!
W tle Jurgen nalewał właśnie nową wersję „Edelmixu”, czyli pół piwa, pół soku.
— Na cześć pomyłek, które smakują najlepiej! — krzyknął wznosząc kufel do góry i wzbudził aplauz.

Pod ratuszem Hans stał obok nowej sceny, którą Franz naprawiał po zeszłotygodniowej katastrofie.
— Tym razem wytrzymała cały festyn, Franz! — powiedział dumnie Hans. Franz uśmiechnął się spod czapki.
— Bo tym razem Otto nie testował stabilności.
Otto, który akurat przechodził obok, zatrzymał się.
— Hej! Ja mam wrodzony talent do testów!
Franz spojrzał na niego poważnie.
— Tak, Otto. Tylko świat i my - nie zawsze jesteśmy gotowi na twoje testy.
Wszyscy wokół wybuchnęli śmiechem.

Wreszcie Jurgen wszedł na scenę z kuflem w ręce. — Drodzy mieszkańcy Edelweiss! — zawołał. — Zanim zamkniemy ten piękny Oktoberfest, wznieśmy toast! Za chaos, śmiech i za to, że mimo tylu wpadek — wszystko zawsze się kończy dobrze! Za Was i za kolejny rok dobrej zabawy!

Henrich uniósł kufel. Sabine i Brigitte — precle. Helga i Marianne — kubki z herbatą. Andreas i Petra — swoje instrumenty. Franz — młotek. Hans — notatnik. Karin i Sarah — butelki z sokiem. A Otto… przypadkiem uniósł wiadro, w którym zostało trochę piany.
— Za Edelweiss! — krzyknęli wszyscy. A piana z wiadra Otto poleciała w powietrze, spadła na Jurgena oraz do kufla z piwem oraz na połowę sceny, a tłum ryknął śmiechem. Bo nie pozostało nic jak „specjalne zakończenie Oktoberfestu w wykonaniu Ottona”.

Gdy muzyka przycichła, a ostatnie lampiony gasły, mieszkańcy powoli rozchodzili się do domów i swoich kwater.
Helga i Marianne zebrały kwiaty, Henrich zamknął drzwi tawerny, a Otto i Martina zostali chwilę dłużej, siedząc na beczce i patrząc, jak rynek pustoszeje. Martina oparła głowę na jego ramieniu.
— Cicho się zrobiło.
Otto uśmiechnął się.
— Tylko do jutra. W Edelweiss cisza długo nie wytrzyma Kochanie. Tutaj zawsze dzieje się Magia.

A nad miasteczkiem rozległ się jeszcze jeden dźwięk — akordeon Andreasa i skrzypce Petry grały cicho melodię, która była już nie tylko hymnem festynu, ale piosenką o całym Edelweiss. Bo tam, gdzie Sabine coś przypali, Otto coś przewróci, Franz coś naprawi, a Helga z Marianne wszystko skomentują — tam życie zawsze będzie świętem. 🎶🍻🌸
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Biesiadne stołowanie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość