Cisza
Glänzberg, listopad 1925 roku
Jesień przyszła szybciej, niż się spodziewano. Mgły, które zwykle unosiły się nad doliną tylko o świcie, teraz trwały całe dnie, a wraz z nimi nadciągnęła cisza – ciężka i chłodna, jakby samo powietrze nie chciało już dźwigać dźwięków młotów i maszyn.
W szybach kopalni Goldgräberstation Nr. 1 praca toczyła się już tylko na jednym poziomie. W większości szybów panował chłód i pustka, wózki stały na torach zostawione już chyba tylko by pokrywać się rdzą. Ludzie odchodzili – jedni do rodzin na południu, inni w nieznane, gdziekolwiek można jeszcze było zarobić na lepsze życie.
Oberstam stał przy oknie swego biura i patrzył na miasto przed nim. Z tej wysokości widać było wszystko – dachy chałup, strzeliste kominy, dym unoszący się z pieców, które wciąż ktoś utrzymywał. W oddali błyszczała rzeka, niegdyś rwąca i lśniąca drobinkami złota, teraz zimna i spokojna w milczeniu jedynie potęgowała efekt wiatru rozbijającego się o ściany.

Na biurku leżał raport. Cienka teczka i rozrzucone kilka kartek, podpis dr. Emila Harza.
„Wskaźniki złotonośności warstw poniżej 600 stóp są znikome. Przewiduję, że w ciągu dwóch tygodni wydobycie spadnie o następne 80-90%. Nie znajduję racjonalnych podstaw do dalszego finansowania nowych odwiertów.”
Oberstam zamknął oczy. Wiedział to już od miesięcy, ale coś w nim uparcie odmawiało przyjęcia faktów.
– Szlak... – wyszeptał, choć nikt go nie słyszał.
Przed drzwiami czekał Friedrich Kramer, kierownik kopalni. Stary górnik, pamiętający czasy, gdy w Glänzberg każdy dzień przynosił nowe złoto.
– Herr Oberstam, górnicy pytają, co dalej – odezwał się. – Mówią, że jeśli kopalnia stanie, miasto padnie.
– Miasto nie padnie – odparł tamten sucho. – A kopalnia będzie pracować dalej.
Brzmiało to tak, jakby próbował przekonać bardziej siebie niż rozmówcę.
Tego samego dnia do Die Erz dotarła depesza z wydziału gospodarki. Krótka, nudna i w zasadzie pusta, niezwykle nawet jak na urzędowe standardy.
„W związku z utrzymującym się spadkiem wydobycia, Departament Gospodarki oczekuje raportu o stanie finansowym Glänzbergu do dnia 20 listopada. Prosimy o wskazanie alternatywnych kierunków rozwoju gospodarczego.”
Alternatywnych kierunków nie było. Całe miasto oddychało rytmem kopalni – gdy ta milkła, milknęło wszystko.
Wieczorem, gdy mgła opadła stając się jeszcze gęstszą, Oberstam przeszedł się do zajezdni kolejowej w porcie. Wagony z pustymi skrzyniami stały nieruchomo, a między nimi siedziało kilku dokerów, paląc w milczeniu resztki tytoniu.
– Złoto się skończyło – mruknął jeden z nich. – Ale niech pan zobaczy, jak pięknie paruje ziemia po deszczu. Jakby w środku coś się jeszcze tliło.
Oberstam słysząc tą dyskusję tylko spojrzał na niego stojąc w oddali i nie wydając chociaż dźwięku. W jego głowie panował niespotykany dla niego mętlik gdzie jedne myśli przewlekały się z innymi pchając go do coraz to innych konkluzji.
Do: Departament Gospodarki Krajowej
Od: Oberstam Glänzberg
Data: 8 listopada 1925 r.
W nawiązaniu do Państwa pisma z dnia 7 listopada br., uprzejmie informuję, iż sytuacja produkcyjna kopalni Glänzbergu uległa dalszemu pogorszeniu. Wydobycie złota spadło o 87% względem analogicznego okresu roku poprzedniego.
Pomimo niekorzystnych prognoz geologicznych, podjęto działania mające na celu ustabilizowanie zatrudnienia oraz utrzymanie produkcji.
Władze miejskie pozostają przekonane, że Glänzberg, jako ośrodek górniczy o bogatych tradycjach, przetrwa chwilowe trudności i utrzyma kluczowe znaczenie w strukturze gospodarczej regionu.
Albert Fryderyk de Espada
Oberstam Glänzbergu









