Pierwszy dzień budowy ogromnej hali targowej rozpoczął się jeszcze przed świtem. Nad placem unosiła się chłodna mgła, a wilgotna ziemia miękko uginała się pod kołami pierwszych wozów dostawczych. Strażnicy otworzyli bramy dokładnie o szóstej, gdy niebo dopiero zaczynało jaśnieć od bladoróżowego światła wschodu zza gór.
Chwilę później na teren budowy wlała się fala ludzi — majstrów, murarzy, cieśli, pomocników i dostawców materiałów. Rozbrzmiał gwar rozmów, rżenie koni i metaliczny brzęk narzędzi wyciąganych z drewnianych skrzyń. Kierownik budowy, w długim płaszczu i z rulonem planów pod pachą, wszedł na prowizoryczną platformę i krótkimi, zdecydowanymi słowami rozdzielił pierwsze zadania.
Najpierw wytyczono teren. Geodeci rozciągali sznury miernicze, wbijali paliki w ziemię, sprawdzali poziomy i kąty. Od precyzji tych linii zależeć miała cała przyszła konstrukcja. Wkrótce na plac zaczęły zjeżdżać wozy z kamieniem fundamentowym, cegłami i belkami drewnianymi. Każdy transport był odnotowywany w księdze dostaw, każda bryła kamienia sprawdzana pod kątem pęknięć.
Około południa rozpoczęto pierwsze wykopy pod fundamenty. Kilkudziesięciu robotników pracowało ramię w ramię, rytmicznie wbijając łopaty w ziemię. Kurz mieszał się z parą unoszącą się od rozgrzanych pleców. Nad wszystkim unosił się ciężki zapach mokrej gleby, potu i świeżo struganego drewna. Co jakiś czas rozlegał się gwizd nadzorcy korygującego tempo prac.
W przerwie na posiłek ludzie siadali na skrzyniach i belkach, popijając wodę i jedząc chleb z serem lub zupę przyniesioną w glinianych naczyniach. Rozmowy toczyły się głównie wokół skali przedsięwzięcia — wielu z nich nie miało jeszcze nigdy do czynienia z budową tak wielkiej hali. Jedni byli pełni dumy, inni czuli respekt, a nawet lekki lęk przed ogromem zadania.
Po południu wznowiono prace z podwójną energią. W wykopach układano pierwsze warstwy kamienia, ubijano grunt, przygotowując pod przyszłe filary. Cieśle zaczęli stawiać prowizoryczne rusztowania i baraki narzędziowe, a na obrzeżach placu rozpalono paleniska do podgrzewania smoły i obrabiania metalu.
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, teren budowy wyglądał już zupełnie inaczej niż o poranku. Z ziemi wyrastały zarysy fundamentów, wszędzie leżały równo poukładane materiały, a w powietrzu wciąż drżał odgłos pracy. Zmęczeni robotnicy odkładali narzędzia, konie były wyprowadzane do stajni, a kierownik jeszcze raz obchodził plac, sprawdzając postępy.
Pierwszy dzień zakończył się bez wypadków, co uznano za dobry znak. Choć wykonano zaledwie niewielką część planowanych fundamentów, wszyscy wiedzieli, że właśnie dziś narodził się początek czegoś ogromnego — przyszłej hali targowej, która przez lata miała tętnić handlem, ludźmi i życiem.




