Sandżackie życie codzienne

Wieś położona na północ od stolicy. Skupia ludność głównie boszniacką. Odkryto ją podczas operacji Eingeborener 1922, za odkrycie był odpowiedzialny Feldwebel (wtedy) Romanow, a dokładnie w dniu 25 czerwca 1922 roku. Dokłądnie nie wiadomo w jaki sposób znaleźli się tam ludzie tej narodowości. Żyją w asymliacji z Edlami.

Moderator: Peetri Romanaav

Regulamin forum
PLAN MIASTA - LICZBA MIESZKAŃCÓW: 523
Awatar użytkownika
Heinz-Werner Grüner Stempel
Oberhaupt
Posty: 18980
Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Sandżackie życie codzienne

Post autor: Heinz-Werner Grüner »

Obrazek

Niespełna godzinę temu sandżackie społeczeństwo żyło zawodami sportowymi, pierwszymi w historii w regionie północnym Szarotkowej Krainy - mianowicie wyścigiem biathlonowym. Emocji było co niemiara, ale kurz, a raczej śnieg już po nich opadł. Boszniacy to mniejszość dumna, skromna i pracowita, nie ma czasu do stracenia, gdyż rodzinę trzeba wykarmić.

- - - - - - - - - -



Noc jeszcze nie oddała władzy dniu, ale niebo nad Kotliną zaczynało jaśnieć. Blade światło wschodu odbijało się w lodowatej tafli rzeki Wüstensee, a śnieg skrzypiał pod butami, gdy troje mężczyzn wyruszyło w stronę lasu. Szli w milczeniu, skuleni przed mrozem, otuleni w grube wełniane płaszcze, z siekierami przewieszonymi przez ramię.

Ymir szedł pierwszy, jak zawsze. Najstarszy z nich, ale też najsilniejszy. Nikt nie znał lasu lepiej od niego. Tuż za nim kroczył młody Haris, ledwie dwudziestoletni, z tym niegasnącym ogniem w sercu, co kazał mu marzyć o świecie większym niż dolina i rzeka. Ostatni szedł Mehmet, milczący, zamyślony, jakby wciąż żył emocjami wczorajszego wyścigu biathlonowego.

— Dziś trzeba będzie ciąć szybko, śnieg może spaść przed południem — rzucił Ymir przez ramię, nie zwalniając kroku.

— Byle nie tak, jak w zeszłym tygodniu. Pamiętasz, Mehmet? Prawie nas przysypało — zaśmiał się Haris.

Mehmet skinął głową, ale nie odpowiedział. Może wciąż myślał o tym, jak blisko był podium? A może po prostu czuł w kościach to, co jeszcze miało nadejść?

Las przyjął ich w swoje ciche objęcia, wysokie odmiany tannen otoczyły ich jak mury twierdzy. Ymir bez słowa wskazał na miejsce wyrębu i wszyscy zabrali się do pracy. Siekiery zaczęły rytmicznie uderzać w pnie, echo niosło się po dolinie. W powietrzu unosił się zapach żywicy, śnieg opadał z gałęzi jak pył.

Praca była ciężka, ale nikt nie narzekał. Takie było życie Boszniaków w Sandżaku – duma, skromność, praca. Nie było czasu na marzenia. A jednak, kiedy Haris na moment przystanął, ocierając pot z czoła, spojrzał przez korony drzew w stronę świtu.

— Myślicie, że kiedyś Sandżak będzie słynny nie tylko z wyrębu? Może biathlon stanie się naszą dumą?

Ymir zaśmiał się, ciężkim, niskim głosem.

— Marzyciel z ciebie, chłopcze. Ale kto wie? Może i Sandżak doczeka się własnych mistrzów.

Świt nad Wüstensee nabierał złotych barw. Drzewa padały jedno po drugim, a echo siekier mieszało się z pierwszymi krzykami ptaków. Praca trwała, bo życie musiało toczyć się dalej.

A w sercu Harisa już tliła się myśl – może rzeczywiście warto marzyć?
(-)Heinz-Werner Grüner
OBERHAUPT EDELWEISS
Obrazek Obrazek ..
Awatar użytkownika
Peetri Romanaav Stempel
Gesicht der Garnison
Posty: 1044
Rejestracja: 04 maja 2022, 14:33
Lokalizacja: Grünerwald

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sandżackie życie codzienne

Post autor: Peetri Romanaav »

PRACA W TARTAKU

O świcie nad Sandżackim Tartakiem unosiła się delikatna mgła, osiadając na drewnianych belkach i mokrej ziemi. Powietrze było ciężkie od zapachu żywicy, a w oddali słychać było jednostajne skrzypienie mechanizmów. Zanim pierwsze promienie słońca przedarły się przez gęste korony drzew, na placu już pojawili się pierwsi pracownicy. Ich sylwetki, odziane w grube płócienne koszule i skórzane fartuchy, rysowały się na tle surowych konstrukcji tartaku.

Mistrz zmiany, brodaty mężczyzna o twarzy pooranej zmarszczkami od lat spędzonych przy pile, uniósł dłoń, dając znak do rozpoczęcia pracy. Najpierw pojawił się głuchy stukot – drewniane bale zsunęły się z wozów, uderzając o metalowe prowadnice. Ich waga sprawiła, że ziemia pod stopami lekko zadrżała. Zaczynał się dzień pełen potu, huku i zapachu świeżo ciętego drewna.

Pierwsze pnie trafiły na traki – wielkie, żelazne maszyny, których ostrza śpiewały ostro, gdy przecinały żywiczne wnętrza drzew. Rwące wióry wirowały w powietrzu, osiadając na ubraniach robotników, niczym złocisty pył. Po każdej ciętej desce padały krótkie, oschłe polecenia – mierzyć, segregować, odkładać na bok. Jedni obsługiwali piły, inni układali równo długie, ciężkie deski, jeszcze inni sprawdzali jakość cięć, dotykając drewna szorstkimi dłońmi.

Niedaleko, pod rozpiętym dachem warsztatu, cieśle zajmowali się precyzyjniejszą obróbką. Ich dłuta z cichym skrobaniem sunęły po krawędziach belek, nadając im kształt. Stolarze, skupieni na swojej pracy, kreślili delikatne linie na drewnie, jakby czytali z nich ukryte historie.

Przerwa na posiłek nadeszła w południe, gdy słońce wspięło się na najwyższy punkt nieba. Pracownicy usiedli w cieniu wielkiego dębu, wycierając spocone czoła i wyciągając z tobołków skromne jedzenie – chleb, suszone mięso, kawałki sera. Nie było czasu na długie rozmowy. Po kilku łykach zimnej wody i kilku wymienionych żartach wracali do pracy, gdzie znów czekał ich rytm maszyn i siła surowego drewna.

Gdy nadszedł zmierzch, tartak wypełniła ostatnia symfonia pił i młotów. Pracownicy zabezpieczyli narzędzia, sprawdzili mechanizmy i przywiązali plandeki nad ułożonym drewnem. Powoli, zmęczeni, ale z poczuciem dobrze wykonanej pracy, zaczęli opuszczać plac, pozostawiając za sobą echo dnia – zapach trocin, ślady ciężkich butów na ziemi i nieustanny szum lasu, który zdawał się czekać na kolejny świt.
Awatar użytkownika
Peetri Romanaav Stempel
Gesicht der Garnison
Posty: 1044
Rejestracja: 04 maja 2022, 14:33
Lokalizacja: Grünerwald

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sandżackie życie codzienne

Post autor: Peetri Romanaav »

ŚLADY W ŚNIEGU

Świt nad Sandżakiem był blady i zimny, jakby dzień nie miał odwagi w pełni nadejść. Nad kotliną unosiła się mgła, a śnieg skrzypiał pod każdym krokiem, zdradzając nawet najlżejszy ruch. W takiej ciszy łatwo było usłyszeć obcych — a dziś właśnie obcy mieli przybyć.

Pierwszy pojawił się Friedhelm, wysoki Edel o surowej twarzy i spojrzeniu człowieka, który widział więcej, niż chciałby pamiętać. Jego płaszcz był idealnie zapięty, buty wypolerowane, a każdy ruch precyzyjny. Za nim szedł Konrad, młodszy, bardziej rozmowny, z nieodłącznym notesem, w którym zapisywał wszystko, co uznał za warte uwagi. Obaj przybyli z północy, wysłani przez administrację Edelweiss, by „ocenić potencjał gospodarczy regionu”.

W praktyce oznaczało to jedno: patrzeć, słuchać i nie mówić za dużo.

Na skraju wioski czekał na nich Selim, Boszniak o szerokich ramionach i zmęczonych oczach. Miał twarz człowieka, który od lat pracuje więcej, niż powinien, ale wciąż trzyma się prosto. Gdy zobaczył dwóch Edli, skinął głową.

— Dobro jutro. — Jego głos był niski, spokojny. — Przygotowałem sanie. Droga do tartaku jest zasypana, ale damy radę.

Konrad uśmiechnął się uprzejmie.

— Dziękujemy, panie Selim. Liczymy na pańskie doświadczenie.

Selim nie odpowiedział. W Sandżaku słowa były jak drewno — cenne, więc nie marnowano ich.

Gdy ruszyli saniami w stronę lasu, mgła zaczęła się przerzedzać. Wtedy zobaczyli sylwetkę idącą z naprzeciwka. Smukłą, ciemnowłosą, z charakterystycznym nandyjskim płaszczem przewiązanym pasem. Arik.

Zatrzymał się przed saniami i skłonił lekko głowę.

— Szarotkowe jutro, przybysze. — powiedział w swoim miękkim, melodyjnym akcencie. — Nazywam się Arik. Wysłano mnie, by wam towarzyszyć.

Friedhelm zmrużył oczy.

— Mieliśmy mieć jednego przewodnika.

— Ja nie przewodnik. — odparł Arik spokojnie. — Ja tłumacz. I świadek.

Konrad uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Selim tylko westchnął cicho, jakby wiedział, że dzień właśnie stał się bardziej skomplikowany.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Sandjak”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości