Prace modernizacyjne Browaru Peterhoff rozpoczęto 20 grudnia 1925 roku, w chwili, gdy kotlinę spowijała gęsta, zimowa mgła, a śnieg tłumił wszelki dźwięk poza odgłosem kroków robotników. Decyzja o rozbudowie dojrzewała w Peetrim od miesięcy — od chwili, gdy pierwsze partie piwa zaczęły opuszczać mury browaru szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Peterhoff, choć młody, stał się symbolem odrodzenia lokalnego rzemiosła, a jego popularność przerosła najśmielsze oczekiwania samego założyciela.
Peetri, znany z uporu i wizjonerstwa, uznał, że nadszedł czas, by nadać browarowi nową formę — nie tylko większą, ale i bardziej nowoczesną, zdolną sprostać rosnącym potrzebom narodu kotliny. Mimo że budynek wciąż nosił w sobie ducha dawnych ludów, a jego mury pamiętały jeszcze bośniackich piwowarów z Monarchii Austro-Węgierskiej, Romanaav nie zamierzał zatrzeć historii. Modernizacja miała być kontynuacją, a nie zerwaniem — mostem między przeszłością a przyszłością.
Pierwszego dnia prac rozstawiono rusztowania, a majstrowie z Grunerwaldu i okolicznych wiosek rozpoczęli dokładne oględziny konstrukcji. Ku ich zdziwieniu, fundamenty okazały się znacznie solidniejsze, niż przewidywano. Kamienie, ułożone przed wiekami, trzymały się tak mocno, jakby dopiero co zostały osadzone. Wielu robotników szeptało między sobą, że to dobry znak — że browar, tak jak lud kotliny, ma w sobie siłę przetrwania.
Modernizacja, zaplanowana z niezwykłą starannością, miała objąć kilka kluczowych obszarów. Przede wszystkim przewidziano gruntowny remont pomieszczeń — od odnowienia tynków po wymianę posadzek, które przez trzy lata intensywnej pracy zdążyły już nosić ślady historii. Peetri uważał, że estetyka i funkcjonalność idą w parze, a browar powinien być miejscem, które inspiruje zarówno pracowników, jak i odwiedzających.
Drugim filarem modernizacji było usprawnienie chłodni poprzez wymianę wysłużonego agregatu, który pamiętał jeszcze czasy pierwszych bośniackich piwowarów. Nowy sprzęt miał zapewnić stabilność temperatury i umożliwić warzenie bardziej wymagających trunków, nad którymi Piotr od dawna snuł plany.
Nie zapomniano również o zapleczu logistycznym. Magazyny miały zostać wyposażone w nowe beczki oraz solidne, drewniane regały, wykonane przez lokalnych rzemieślników z Edelweiss. Drewno, jak twierdził Romanaav, „nadaje piwu spokoju”, a porządek w magazynie był dla niego równie ważny jak jakość samego trunku.
Ostatnim elementem modernizacji było doposażenie browaru w sprzęt pomocniczy — zestawy narzędzi, nowe młotki, klucze, a także ręczny wózek, który miał ułatwić transport beczek i skrzyń. Choć były to drobne usprawnienia, Piotr powtarzał, że to właśnie one decydują o rytmie pracy i komforcie ludzi, którzy tworzą serce browaru.
Choć dzień był krótki, a mróz przenikał do kości, prace trwały do późnego wieczora. Ostatnie światła zgasły dopiero po godzinie dwudziestej trzeciej, gdy Peetri osobiście obszedł teren budowy, upewniając się, że każdy szczegół został dopilnowany. W jego notatniku z tamtego dnia zachował się krótki wpis: „To dopiero początek. Peterhoff musi rosnąć razem z nami.”
Tak rozpoczął się nowy rozdział w historii browaru — rozdział, który miał na zawsze odmienić jego oblicze i umocnić jego pozycję jako dumy Edelweiss.