O świcie mgły snują się nisko nad Kotliną Edelweiss, gdy Bella obudziła się przy tlącym się jeszcze ognisku. Powietrze pachnie żywicą i wilgotnym mchem, a ciszę przerywa jedynie daleki krzyk orła.
Najpierw siada na płaskim kamieniu i metodycznie splata włosy w ciasny warkocz, by nie opadały na twarz w chwili napięcia. Wplata w niego cienki rzemień – talizman z wygrawerowanym symbolem runicznym, pamiątkę od Sorchy. Potem sięga po skórzaną zbroję podszytą futrem. Sprawdza każdy nit, każdą klamrę. Przesuwa palcami po kolczudze, upewniając się, że żadne ogniwo nie jest osłabione.
Kolej na broń. Wyciąga łuk z jesionowego drewna i powoli przeciąga dłonią wzdłuż cięciwy, testując jej napięcie. Strzały układa wachlarzem, sprawdzając groty – czy są ostre i proste. Do pasa przypina nóż myśliwski i krótki toporek, ich ciężar działa uspokajająco. Każdy element ma swoje miejsce; w walce z zwierzyną nie ma czasu na szukanie.
Przed wyruszeniem Bella zamyka oczy. Oddycha głęboko, wsłuchując się w rytm serca i w oddech doliny. Wielkie polowanie to nie tylko sprawdzian siły, ale i cierpliwości. Trzeba znać wiatr, trop, cień. Trzeba stać się częścią lasu.
Gdy wreszcie wstaje, mgła zaczyna się podnosić. Bella narzuca na ramiona futrzany płaszcz, bierze torbę i bez słowa rusza w stronę gęstniejącego boru. W Kotlinie Edelweiss zaczyna się dzień próby.