Wreszcie dni Wolkenbadu! Wszystko zdawało się tańczyć i śpiewać, w tym ptaki, owce i malujące się w oddali szczyty gór. W Wolkenbadzie panował radosny zgiełk, zapach prażonych migdałów i piwa mieszał się z dźwiękami katarynki. Otto, w za dużym o rozmiar meloniku, który co chwilę opadał mu na oczy, z trudem przeciskał się przez tłum, trzymając w ręku dwa ogromne gofry.
– Otto, pośpiesz się! Zaraz nasza kolej! – zawołała Martina, poprawiając nienagannie wyprasowaną sukienkę. Wyglądała jak z żurnala, podczas gdy Otto zdążył już potknąć się o własne sznurowadła i niemal wylądować w stoisku z pamiątkami. Ale na szczęście gofry były nadal nietknięte, z czego był bardzo dumny.
Przed nimi prężyła się duma tegorocznych Dni Wolkenbadu: nowoczesny, napędzany parą diabelski młyn. Nie trzeba chyba wyjaśniać, jak bardzo ciężko było zorganizować tą maszynę na obchody święta. Frau Oberstämmerin dołożyła wszelkich starań, by mieszkańcy Kotliny westchnęli na widok tej wspaniałej maszynerii. Wielkie, drewniane gondole kołysały się zachęcająco. Otto i Martina nie mogli się doczekać, aż do nich wsiądą. Gdy tylko usiedli, Martina z zachwytem zaczęła podziwiać panoramę miasta. Otto natomiast, próbując jednocześnie jeść gofra, poprawiać melonik i nie patrzeć w dół (bo nagle przypomniał sobie o lęku wysokości), zaczął zachowywać się... cóż, jak to Otto.
Gondola zatrzymała się na samym szczycie, by wpuścić pasażerów na dole. Wokół zapadła cisza, przerywana jedynie sykiem pary z mechanizmu. Otto poczuł, że musi coś powiedzieć, by zaimponować Martinie swoją odwagą.
– Wiesz, Martino... – zaczął, gwałtownie gestykulując ręką, w której trzymał gofra z bitą śmietaną. – Z tej perspektywy świat wydaje się taki... taki...
Nagle rozległ się dziwny dźwięk, a oczy Martiny zrobiły się wielkie jak spodki. Otto wiedział już, że stało się coś niedobrego, ale jeszcze nie wiedział co.
Co tym razem przydarzyło się pechowemu podróżnikowi? Wybierz zakończenie w ankiecie
– Otto, pośpiesz się! Zaraz nasza kolej! – zawołała Martina, poprawiając nienagannie wyprasowaną sukienkę. Wyglądała jak z żurnala, podczas gdy Otto zdążył już potknąć się o własne sznurowadła i niemal wylądować w stoisku z pamiątkami. Ale na szczęście gofry były nadal nietknięte, z czego był bardzo dumny.


– Wiesz, Martino... – zaczął, gwałtownie gestykulując ręką, w której trzymał gofra z bitą śmietaną. – Z tej perspektywy świat wydaje się taki... taki...
Nagle rozległ się dziwny dźwięk, a oczy Martiny zrobiły się wielkie jak spodki. Otto wiedział już, że stało się coś niedobrego, ale jeszcze nie wiedział co.
Co tym razem przydarzyło się pechowemu podróżnikowi? Wybierz zakończenie w ankiecie

