Babinka wstaje o świcie (czyli według niej – w środku nocy, bo kogut jeszcze się zastanawia, czy w ogóle zapiać). Zakłada fartuszek, poprawia chustkę i ogłasza:
- Bella! Plan jest prosty – robimy tylko kilka rzeczy.
Bella patrzy na listę, która wygląda jak menu weselne dla 3000 osób i tylko wzdycha:
- Babinko… to jest ‘kilka’ według jakiej skali?
Babinka: „Zróbmy sernik.”
5 minut później: „I jeszcze jabłecznik… i drożdżówki… i oponki… i coś lekkiego – może tort?”
Bella przestaje liczyć po dziewiątym „tylko jeszcze jednym”.
Bella ustawia podgrzewacze: kawa, herbata, herbata z herbaty, kawa z dodatkiem kawy…
Babinka próbuje każdego:
„Ten dobry. Ten też dobry. Ten… jeszcze trochę cukru. I jeszcze. I jeszcze… dobra, teraz idealny!”
Plan: „ładnie i skromnie”.
Efekt: stół ugina się jak po świętach, a obok pojawia się drugi „na zapas”… i trzeci „na wszelki wypadek”.
Bella: „Babinko, ludzie tego nie zjedzą…”
Babinka: „Spokojnie. Zjedzą. A jak nie – to im zapakujemy!”
Babinka ustawia wszystko co do milimetra, po czym… przestawia wszystko jeszcze raz.
Bella w międzyczasie zjada „testowo” trzy drożdżówki, żeby upewnić się, że jakość jest zachowana.
Na koniec Babinka staje dumna przed kramikiem i mówi:
Widzisz, Bello? Skromnie, bez przesady.
A przechodnie już z daleka czują zapach i mówią:
O nie… znowu nie wyjdziemy stąd bez dokładki!
I tak właśnie powstaje legendarny Kącik Babinki – miejsce, gdzie dieta kończy się szybciej niż kolejka do sernika.