Trzeci dzień zmagań na Stadionie we Wolkenbad rozpoczął się z przytupem… a właściwie z lekkim przeciągnięciem się i ziewnięciem, bo to właśnie Bella jako pierwsza pojawiła się na stanowisku.
Bella rozejrzała się po trybunach i rzuciła:
– Dzień trzeci… zobaczymy, czy jeszcze pamiętam, gdzie jest środek.
Publiczność już zaczęła się śmiać, bo wszyscy wiedzieli, że w jej przypadku takie zapowiedzi zwykle kończą się czymś zupełnie odwrotnym.
Pierwszy strzał – *świst!* – dziesiątka.
Bella: – Okej, czyli pamiętam.
Drugi – dziesiątka.
Trzeci – dziesiątka.
Czwarty – *pyk!* – dziewiątka.
Bella uniosła brew:
– Aha… czyli ktoś tu się rozprasza.
Z trybun:
– To wiatr!
Bella:
– Jasne, zawsze wiatr. Nawet jak go nie ma.
Piąty strzał – dziesiątka.
Szósty – *pyk!* – dziewiątka.
Bella spojrzała na tarczę, potem na łuk, a potem w niebo:
– Dwie dziewiątki? Serio? Trzeci dzień i już taki dramat?
Sędzia podsumował spokojnie:
– 58 punktów na 60 możliwych.
Na trybunach wybuch śmiechu.
– 58 to „dramat”?! – krzyknął ktoś.
– My tu walczymy o trafienie w ogóle!
Bella tylko wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się:
– No dobrze… nazwijmy to „lekko niedoskonałym początkiem dnia”.
Po czym dodała, schodząc ze stanowiska:
– Ale spokojnie, jeszcze zdążę się bardziej pomylić.
Publiczność wiedziała jedno – jeśli to był „gorszy start”, to reszta dnia zapowiadała się podejrzanie… imponująco.