Gondola odczepiła się z mocowania i stała się pociskiem. Otto obserwował wydarzenia z bladoszarą twarzą, podczas gdy Martina, z rozwianym włosem, zastanawiała się, czy to sen, czy jawa.
- Otto, spójrz!– krzyknęła, wskazując palcem na gigantyczny, sześciopiętrowy tort bezowy, dumę lokalnych cukierników z Wolkenbadu.
Gondola przecięła powietrze z gwizdem, o milimetry mijając śnieżnobiałą konstrukcję bezy, którą przerażeni cukiernicy w ostatniej chwili unieśli nad głowy i z godnością przenieśli na biesiadny stół. Lot zakończył się potężnym pluskiem w samym centrum jeziora Wolkenbad.
Woda wystrzeliła w górę, tworząc gigantyczną kurtynę kropel. Gdy słońce Kotliny Edelweiss prześwietliło opadającą mgiełkę.
– Tęcza! Patrzcie, tęcza! – krzyczały uradowane dzieci, wskazując palce na niebo.
Zauroczeni dorośli, ulegając magii chwili i lokalnej legendzie, że pocałunek pod tęczą w Wolkenbad gwarantuje wieczne szczęście, jak jeden mąż zwrócili się ku sobie. Cały park na moment zastygł w miłosnym uścisku.
Otto i Martina, ociekając wodą, wygramolili się na miękki trawnik. Otto, o dziwo, wciąż ściskał w dłoni papierową tackę.
– Twój gofr, Martino. Prawie suchy – wykrztusił, podając jej nietknięty deser.
Martina patrzyła na niego przez chwilę z furią w oczach, gotowa do karczemnej awantury, ale widząc jego przemoczoną muszkę i pełne nadziei spojrzenie, nagle parsknęła śmiechem. Przyciągnęła go do siebie i odwzajemniła pocałunek, ignorując wodorost, który zawisł Otto na uchu.
Otto, chcąc zatrzeć wrażenie po przymusowej kąpieli w jeziorze, postanowił postawić na elegancję i spokój. Wykupił bilety na luksusowy przelot nad Kotliną Edelweiss sterowcem Pana Espady.
Gdy tylko weszli na pokład luksusowej gondoli podwieszonej pod cygarem balonu, steward podał im kieliszki z bąbelkami. Martina z zachwytem podziwiała panoramę Wolkenbadu, a Otto w końcu poczuł, że ma sytuację pod kontrolą. Jednak w chwili, gdy próbował z gracją oprzeć się o mosiężną barierkę, jego pech przypomniał o sobie ze zdwojoną siłą.
Sznurek od jego mokrej jeszcze kamizelki zaplątał się w dźwignię awaryjnego zrzutu balastu. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, sterowiec gwałtownie przechylił się na bok, stracił sterowność, w wyniku czego…
- Otto, spójrz!– krzyknęła, wskazując palcem na gigantyczny, sześciopiętrowy tort bezowy, dumę lokalnych cukierników z Wolkenbadu.
Gondola przecięła powietrze z gwizdem, o milimetry mijając śnieżnobiałą konstrukcję bezy, którą przerażeni cukiernicy w ostatniej chwili unieśli nad głowy i z godnością przenieśli na biesiadny stół. Lot zakończył się potężnym pluskiem w samym centrum jeziora Wolkenbad.
Woda wystrzeliła w górę, tworząc gigantyczną kurtynę kropel. Gdy słońce Kotliny Edelweiss prześwietliło opadającą mgiełkę.
– Tęcza! Patrzcie, tęcza! – krzyczały uradowane dzieci, wskazując palce na niebo.
Zauroczeni dorośli, ulegając magii chwili i lokalnej legendzie, że pocałunek pod tęczą w Wolkenbad gwarantuje wieczne szczęście, jak jeden mąż zwrócili się ku sobie. Cały park na moment zastygł w miłosnym uścisku.

– Twój gofr, Martino. Prawie suchy – wykrztusił, podając jej nietknięty deser.
Martina patrzyła na niego przez chwilę z furią w oczach, gotowa do karczemnej awantury, ale widząc jego przemoczoną muszkę i pełne nadziei spojrzenie, nagle parsknęła śmiechem. Przyciągnęła go do siebie i odwzajemniła pocałunek, ignorując wodorost, który zawisł Otto na uchu.
Gdy tylko weszli na pokład luksusowej gondoli podwieszonej pod cygarem balonu, steward podał im kieliszki z bąbelkami. Martina z zachwytem podziwiała panoramę Wolkenbadu, a Otto w końcu poczuł, że ma sytuację pod kontrolą. Jednak w chwili, gdy próbował z gracją oprzeć się o mosiężną barierkę, jego pech przypomniał o sobie ze zdwojoną siłą.
Sznurek od jego mokrej jeszcze kamizelki zaplątał się w dźwignię awaryjnego zrzutu balastu. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, sterowiec gwałtownie przechylił się na bok, stracił sterowność, w wyniku czego…

