Łódź sunęła powoli po spokojnej tafli jeziora, zostawiając za sobą delikatne fale, które łagodnie rozpraszały złote odbicia zachodzącego słońca. W oddali miasteczko Wolkenbad zaczynało rozbłyskiwać pierwszymi światłami, jakby nie chciało pozwolić temu dniu tak po prostu się skończyć.
Bella siedziała blisko Augusta, opierając dłoń na drewnianej burcie. Jej spojrzenie wędrowało między linią gór a rozświetlonymi oknami domów.
– Wiesz… – zaczęła cicho – jeszcze kilka tygodni temu martwiłam się, czy wszystko się uda. Czy ludzie przyjdą, czy poczują tę atmosferę.
August uśmiechnął się lekko, nie odrywając wzroku od horyzontu.
– A teraz?
Bella odetchnęła głęboko, jakby chciała zatrzymać tę chwilę na dłużej.
– Teraz mam wrażenie, że całe miasteczko oddychało razem z nami. Ten moment, kiedy zapaliły się światła na rynku… i kiedy zaczęła grać muzyka… widziałeś ich twarze?
– Widziałem – odpowiedział spokojnie. – I widziałem też ciebie. Stałaś na podeście i wyglądałaś, jakbyś stworzyła to wszystko z niczego.
Bella zaśmiała się cicho, spuszczając wzrok.
– Nie sama. Bez ciebie by się to nie udało.
August odwrócił się w jej stronę.
– Może. Ale to ty nadałaś temu sens.
Na chwilę zapadła cisza. Słońce niemal całkowicie schowało się za górami, zostawiając po sobie ciepłą poświatę, która odbijała się w wodzie.
– Myślisz, że ludzie będą to pamiętać? – zapytała Bella.
– Nie mam wątpliwości – odpowiedział bez wahania. – Nie tylko bal, który się odbędzie. Całe Dni Wolkenbad. To jest coś więcej niż wydarzenie. To jest… ich wspólne przeżycie.
Bella skinęła głową. Jej oczy znów powędrowały ku miasteczku.
– Najbardziej podobał mi się ten moment, kiedy wszyscy wyszli na rynek tuż przed zachodem słońca pierwszego dnia. Nikt się nie spieszył. Jakby czas na chwilę się zatrzymał.
– Bo się zatrzymał – powiedział August cicho. – Przynajmniej dla nich.
Łódź lekko zakołysała się na wodzie. Gdzieś w oddali rozległ się dźwięk dzwonu z kościoła, niosąc się echem między górami.
Bella oparła głowę na ramieniu Augusta.
– Jestem szczęśliwa – wyszeptała.
– Ja też – odpowiedział, splatając delikatnie jej dłoń ze swoją.
I tak, w ciszy przerywanej jedynie szumem wody, patrzyli, jak dzień przechodzi w noc, a Wolkenbad – ich Wolkenbad – powoli zasypia po jednym z najpiękniejszych dni, jakie kiedykolwiek przeżyło.
