Wieczór czwartego dnia na Wolkenbad Stadion miał w sobie coś wyjątkowego – światła reflektorów, lekki chłód i publiczność, która mimo zmęczenia ani myślała opuszczać trybun. Wszyscy czekali na jedno: co tym razem zrobi Bella.
Bella pojawiła się na stanowisku z tym samym spokojem co zawsze, jakby przyszła na wieczorny spacer, a nie na kolejną serię strzałów.
– Dobra, wieczorna sesja… zobaczymy, czy trafiam lepiej przy sztucznym świetle – rzuciła półżartem.
Pierwsza seria:
Pierwszy strzał – dziesiątka.
Drugi – dziesiątka.
Trzeci – dziewiątka.
Bella spojrzała w górę:
– Okej, reflektory mnie obserwują.
Czwarty – dziesiątka.
Piąty – dziesiątka.
Szósty – dziewiątka.
Bella westchnęła teatralnie:
– Dwie dziewiątki… klasyka wieczoru.
Sędzia:
– 58 punktów.
Publiczność: brawa i śmiech. Ktoś z trybun:– To już rutyna!
Bella uśmiechnęła się:
– Spokojnie, mogę spróbować coś zmienić… ale nie wiem czy warto.
Druga seria:
Bella ustawiła się ponownie, tym razem robiąc bardzo poważną minę, jakby planowała coś wielkiego.
Pierwszy strzał – dziesiątka.
Drugi – dziewiątka.
Z trybun:
– O! Już inaczej!
Bella:
– Spokojnie, to tylko wstęp.
Trzeci – dziesiątka.
Czwarty – dziesiątka.
Piąty – dziewiątka.
Szósty – dziesiątka.
Cisza.
Sędzia patrzy na kartę, potem na Bellę:
– 58 punktów… znowu.
Publiczność wybucha śmiechem i oklaskami.
– Ona to robi specjalnie! – krzyczy ktoś.
– To jest jakaś matematyczna obsesja!
Bella wzrusza ramionami i odkłada łuk:
– Co ja poradzę… 58 najwyraźniej mnie lubi.
Po czym dodaje, schodząc ze stanowiska:
– Albo ja jego.
Reflektory gasną powoli, a widownia jeszcze długo komentuje jedno – nie tylko wynik, ale styl, w jakim Bella potrafi zrobić z powtarzalności… prawdziwe widowisko.
