Poranek w Wolkenbad był wyjątkowo cichy. W gabinecie lekarskim panował półmrok rozświetlany jedynie promieniami słońca wpadającymi przez wysokie okna. Na drewnianym biurku leżała otwarta księga przyjęć, obok niej skórzana torba lekarska, stetoskop i kilka opasłych tomów medycznych. August właśnie kończył przeglądać notatki przed porannym obchodem, gdy rozległo się ciche pukanie do drzwi.
—
Proszę wejść.
Drzwi uchyliły się powoli. Do środka wszedł wysoki mężczyzna około trzydziestupięciu lat, ubrany w znoszony płaszcz i filcowy kapelusz. Jego twarz była nienaturalnie blada, a pod oczami widniały ciemne cienie. Najbardziej niepokoiły jednak jego dłonie — delikatnie drżały, mimo że w gabinecie było ciepło.
—
Nazywam się Michael Strauss…— powiedział cicho. —
Od kilku tygodni dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię wyjaśnić.
August wskazał pacjentowi krzesło.
—
Proszę usiąść i opowiedzieć wszystko od początku.
Mężczyzna odetchnął głęboko.
—
Wszystko zaczęło się od zmęczenia. Potem pojawiły się zawroty głowy. Ale najdziwniejsze są napady… Mam wrażenie, jakby świat na kilka sekund milkł. Nie słyszę niczego, a zaraz potem słyszę każdy najmniejszy dźwięk, nawet tykanie zegara na drugim końcu pokoju.
Lekarz zanotował każde słowo.
— Czy występuje gorączka?
— Nie.
— Kaszel? Duszność?
— Nic z tych rzeczy.
— A ból?
— Czasem… tutaj. — Pacjent wskazał lewą stronę klatki piersiowej. —
Ale tylko przez chwilę.
August podszedł bliżej.
—
Rozepnie pan koszulę. Posłucham serca.
Przyłożył stetoskop. Serce biło spokojnie, niemal książkowo. Płuca również wydawały się zdrowe. Tętno było jednak zaskakująco wolne.
—
Dziwne… — mruknął bardziej do siebie niż do pacjenta.
Nagle mężczyzna zamarł. Jego źrenice rozszerzyły się.
—
Znowu… — wyszeptał. August obserwował go uważnie.
— Co pan czuje?
— Ciszę… Zupełną ciszę…
Kilka sekund później pacjent gwałtownie odwrócił głowę w stronę okna.
—
Teraz słyszę ptaki… i ludzi rozmawiających na ulicy… przecież to niemożliwe, są kilka metrów stąd…
Napad minął równie szybko, jak się pojawił. August usiadł przy biurku. Przez chwilę milczał, po czym sięgnął po jedną z najstarszych ksiąg medycznych. Przerzucał kolejne strony, szukając opisu podobnych objawów. Nic. Nigdy wcześniej nie spotkał się z takim przypadkiem. Spojrzał na pacjenta.
—
Panie Michaelu, nie chcę stawiać pochopnej diagnozy. Pańskie objawy nie przypominają żadnej znanej mi choroby. Chciałbym zatrzymać pana na obserwacji i przeprowadzić kilka dodatkowych badań. Być może mamy do czynienia z czymś bardzo rzadkim… albo z chorobą, której medycyna jeszcze nie opisała. Skonsultuję się również z moją żoną. I zobaczymy co to nam da.
Mężczyzna skinął głową. August zamknął księgę, lecz nie potrafił pozbyć się niepokoju. Czuł, że właśnie otworzył pierwszy rozdział zagadki, która może odmienić nie tylko jego lekarską karierę, ale również los całego miasteczka. W głębi gabinetu zegar wybił dziewiątą. Rozpoczęło się śledztwo, którego nikt nie potrafił przewidzieć.