Peter Grüner pisze: ↑12 sierpnia 2026, 05:01
- Obywatel Peter Grüner. Stawiam się osobiście na wezwanie Rekrutierungskommando der Armee, gotowy do odbycia kwalifikacji wojskowej oraz podjęcia służby w szeregach Edelweiss Streitkräfte, zgodnie z otrzymanym poleceniem.
W pomieszczeniu panowała cisza przerywana jedynie szelestem papierów i miarowym stukaniem pióra o blat. Oficer rekrutacyjny siedzący za szerokim biurkiem nawet nie podniósł wzroku, gdy Peter położył przed nim wezwanie. Dopiero po chwili sięgnął po dokument, zerknął na pieczęć, a następnie na nazwisko.
-
Peter Grüner... - przeczytał na głos, po czym uniósł wzrok na stojącego przed nim mężczyznę.
Przez moment przyglądał mu się z całkowitą powagą, jakby próbował dopasować twarz do nazwiska. Nagle jego wąsy drgnęły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-
Grüner? - powtórzył, parskając śmiechem. -
Oczywiście. A ja jestem samym Admirałem de Espadą. - dodał prawie krztusząc się od śmiechu
Oficer odłożył dokument na blat i oparł się wygodnie na krześle.
-
Syn Oberhaupta, powiadasz? - rzucił z niedowierzaniem
Zaśmiał się jeszcze głośniej, aż cały blat jego biurka zaczął się przed nim trząść.
-
No proszę, czego to człowiek się nie dowie w komisji rekrutacyjnej. Wczoraj miałem tu piekarza, który twierdził, że jest wybitnym strategiem, a dzisiaj mam syna Oberhaupta. Może jutro przyjdzie sam Cesarz Austro-Węgieri poprosi o przydział do piechoty? -
Sięgnął po wezwanie jeszcze raz, tym razem już bardziej z zamiarem odłożenia go na bok. Jednak zanim to zrobił, jego wzrok zatrzymał się na kilku szczegółach dokumentu. Oficjalna pieczęć. Podpis. Nazwisko. Wszystko było zgodne.
Uśmiech powoli zniknął z jego twarzy.
Oficer zmrużył oczy i jeszcze raz spojrzał na Petera. Następnie ponownie na dokument.
-
Zaraz, Zaraz... - wymamrotał wziąwszypismo bliżej siebie, przeczytał je od początku, po czym sięgnął po leżącą obok teczkę z dokumentami personalnymi. Przerzucił kilka kartek. Jedna. Druga. Trzecia.
Nagle zatrzymał palec na odpowiedniej rubryce.
-
Peter Grüner... syn Heinza-Wernera Grünera... - Zapadła krótka cisza.
Oficer podniósł głowę.
-
Na brodę cesarza... ty naprawdę jesteś Grüner. -
Przez chwilę wyglądał, jakby sam nie wiedział, czy powinien się śmiać, czy przepraszać. W końcu chrząknął, poprawił mundur i przybrał znacznie bardziej służbową minę.
-
Przybranym - mruknął, jeszcze raz sprawdzając dokument. -
Ale synem. -
Odłożył teczkę, spojrzał na Petera i pokiwał głową.
- No dobrze. To zmienia postać rzeczy. - Oficer wyprostował się za biurkiem, a następnie wskazał krzesło stojące po drugiej stronie stanowiska.
-
Proszę usiąść, Herr Grüner. I proszę wybaczyć moje wcześniejsze rozbawienie. - Po krótkiej pauzie kącik jego ust ponownie uniósł się w lekkim uśmiechu.
-
Po prostu nie codziennie człowiek ma okazję wyśmiać syna Oberhaupta, zanim zorientuje się, że rzeczywiście nim jest. - odpowiedział sięgając po formularz kwalifikacyjny, zanurzył pióro w kałamarzu i spojrzał na Petera już całkowicie oficjalnie.
-
Zaczynamy. Imię i nazwisko się zgadza. Wezwanie się zgadza. Tożsamość potwierdzona. Teraz zobaczymy, czy poza nazwiskiem odziedziczył pan po rodzinie również coś przydatnego dla Edelweiss Streitkräfte. Ma szanowny jakieś doświadczenie lub preferencje dotyczące rodzaju sił zbrojnych do jakich miałby zostać przydzielony?
- dopytywał skrupulatnie wypełniając kolejne rubryki na formularzu