Przechodziłem tą aleją niedawno, nie mając konkretnego celu - co, jak się okazuje, bywa czasem bardziej precyzyjne niż jakikolwiek plan. Nie zatrzymałem się, choć na moment zwolniłem.
Dźwięk, który dobiegał spośród drzew i murów, nie należał do przestrzeni przypadkowej. Był zbyt uporządkowany, by być jedynie tłem, a jednocześnie zbyt swobodny, by można go było zamknąć w zapisie nutowym bez utraty czegoś istotnego.
Nie wiem, kto grał, ale miałem wrażenie, że nie była to próba, raczej coś, co już zostało wcześniej obliczone, a teraz jedynie się wydarzało. Skojarzyło to się z moją wykonywaną pracą. Porządek klawiszy i słupki infromacyjne dotyczące kolei.
Zastanawiałem się, czy muzyka, podobnie jak pewne decyzje, istnieje najpierw jako możliwość, zanim stanie się faktem.
Być może kiedyś przejdę tamtędy ponownie.
Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek
Regulamin forum
- Aurelian Boltzmann
- Posty: 9
- Rejestracja: 18 marca 2026, 22:24
- Femme Mystere • Stempel
- Faktotum
- Posty: 4208
- Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek
I muzyka grana na fortepianie, którą słyszał głośno w ogrodzie Zielonego Dworku, jednej z najsłynniejszych posiadłości Stadt Edelweiss, zapewne też nie była przypadkowa...
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum

Prawa Faktotum


- Femme Mystere • Stempel
- Faktotum
- Posty: 4208
- Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek
Stukot końskich kopyt o bruk podjazdu Zielonego Dworku wybijał się dźwięcznie nie tylko w uszach, ale i sercach służby, która żegnała, machając z okien, swoją ukochaną pracodawczynię. Z jednej strony cieszyli się, że mieli mieć więcej swobody. Jednak z drugiej strony czuli się przywiązani do Frau Augentrost i z troską towarzyszyli jej w chwilach radości i smutku. A smutku i samotności było ostatnimi dniami bardzo wiele w sercu Pani z Zielonego Dworku. Wiedzieli więc, że musieli pozwolić jej odlecieć w poszukiwaniu szczęścia.
Choć w garażu Zielonego Dworku pysznił się automobil, dumnie lśniąc lakierem, tym razem kluczyki zostały na haku. Odkąd Frau Augentrost zamieszkała samotnie, luksus musiał ustąpić miejsca chłodnej kalkulacji. Samochód służył jej do budowania wizerunku, do robienia wrażenia na towarzystwie, dziś jednak potrzebowała jedynie dotrzeć z punktu A do punktu B, nie nadwyrężając i tak już uszczuplonego budżetu. Dorożka była tańsza, cichsza i bardziej pasowała do nastroju kobiety, która chowała dumę do kieszeni wraz z biletem kolejowym.
Obok niej spoczywały dwie ciężkie walizki, wypchane nie tylko garderobą, ale i oczekiwaniami, które mogą okazać się zbyt ciężkie na tę podróż. Cargalhsdorf rzadko gościło ją w swoich progach, a myśl o przyjęciu przez córkę budziła dziwny niepokój.
Lieselotte wiedziała, że @Isabella M. Neumann-Swann zadbałaby o nią najlepiej, jak by potrafiła, nawet, jeśli przy okazji nie odmówiłaby sobie drobnych złośliwości, które zawsze grały matce na nerwach. @Sophie tymczasem była zagadką, zamknięta w sobie, oddana własnym planom, nigdy się nie skarżyła. Ale też nigdy nie okazywała niechęci matce.
Lieselotte rzuciła ostatnie spojrzenie za oddalającym się Zielonym Dworkiem. Czy w Cargalhsdorf znajdzie domowe ciepło, czy jedynie uprzejmą obojętność?
Choć w garażu Zielonego Dworku pysznił się automobil, dumnie lśniąc lakierem, tym razem kluczyki zostały na haku. Odkąd Frau Augentrost zamieszkała samotnie, luksus musiał ustąpić miejsca chłodnej kalkulacji. Samochód służył jej do budowania wizerunku, do robienia wrażenia na towarzystwie, dziś jednak potrzebowała jedynie dotrzeć z punktu A do punktu B, nie nadwyrężając i tak już uszczuplonego budżetu. Dorożka była tańsza, cichsza i bardziej pasowała do nastroju kobiety, która chowała dumę do kieszeni wraz z biletem kolejowym.
Obok niej spoczywały dwie ciężkie walizki, wypchane nie tylko garderobą, ale i oczekiwaniami, które mogą okazać się zbyt ciężkie na tę podróż. Cargalhsdorf rzadko gościło ją w swoich progach, a myśl o przyjęciu przez córkę budziła dziwny niepokój.
Lieselotte wiedziała, że @Isabella M. Neumann-Swann zadbałaby o nią najlepiej, jak by potrafiła, nawet, jeśli przy okazji nie odmówiłaby sobie drobnych złośliwości, które zawsze grały matce na nerwach. @Sophie tymczasem była zagadką, zamknięta w sobie, oddana własnym planom, nigdy się nie skarżyła. Ale też nigdy nie okazywała niechęci matce.
Lieselotte rzuciła ostatnie spojrzenie za oddalającym się Zielonym Dworkiem. Czy w Cargalhsdorf znajdzie domowe ciepło, czy jedynie uprzejmą obojętność?
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum

Prawa Faktotum


- Heinz-Werner Grüner • Stempel
- Oberhaupt
- Posty: 21657
- Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
- Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek

Podjazd Zielonego Dworku - dnia 18 sierpnia 1926 roku
Tego poranka podjazd pod Grünes Herrenhaus, nie był już tak spokojny jak zwykle. Najpierw dało się usłyszeć charakterystyczny pomruk silnika, który z każdą chwilą stawał się coraz wyraźniejszy. Po chwili zza zakrętu wyłonił się sportowy EBE EG01ST. Automobil zwolnił przed bramą, a następnie zatrzymał się na podjeździe.
Za kierownicą siedział dawno tutaj niewidziany Oberhaupt Grüner.
Nie przyjechał jednak z krótką wizytą. Tym razem z samochodu wysiadł również z walizką...
I to właśnie ta walizka mówiła chyba więcej niż cokolwiek innego.
Od pewnego czasu Oberhaupt coraz częściej zastanawiał się nad tym, jak właściwie powinno wyglądać ich wspólne życie. „Pomieszkiwanie” z @Lieselotte było przecież czymś zupełnie innym niż eleganckie kolacje, wspólne spacery czy krótkie wizyty w Zielonym Dworku. Była to decyzja, która oznaczała wpuszczenie drugiej osoby do tej najbardziej prywatnej części własnego świata.
A Grüner, choć przyzwyczajony do podejmowania decyzji dotyczących całej Kotliny, akurat tej jednej nie podejmował łatwo. Tym razem jednak zrobił krok naprzód z czego był naprawdę dumny. Zaręczyny w końcu zobowiązują.
Poza tym nadchodziła pewna okazja. Okazja, przy której, jak uznał Oberhaupt, dobrze byłoby być razem. Szczególnie że w wydarzeniu tym miała odegrać rolę rodzina Ukochanej. Nie zamierzał więc przyjechać tylko na chwilę. Chciał się "przygotować do nowej roli"
Walizka została w końcu wyjęta z bagażnika, drzwi samochodu zatrzasnęły się z charakterystycznym łomotem, a Grüner spojrzał jeszcze raz na Zielony Dworek.
– No dobrze… – mruknął bardziej do siebie
Po czym ruszył w stronę domu.
Tym samym rozpoczął się nowy, nieco bardziej prywatny rozdział w życiu Oberhaupta i Frau Lieselotte.
Czy wspólne „pomieszkiwanie” okaże się sielanką?
Czy Zielony Dworek pomieści ich oboje?
Co wydarzy się, kiedy zjawią się bliscy Ukochanej?
Tego Oberhaupt jeszcze nie wiedział.... Ale walizkę miał już ze sobą...

Za kierownicą siedział dawno tutaj niewidziany Oberhaupt Grüner.
Nie przyjechał jednak z krótką wizytą. Tym razem z samochodu wysiadł również z walizką...
I to właśnie ta walizka mówiła chyba więcej niż cokolwiek innego.
Od pewnego czasu Oberhaupt coraz częściej zastanawiał się nad tym, jak właściwie powinno wyglądać ich wspólne życie. „Pomieszkiwanie” z @Lieselotte było przecież czymś zupełnie innym niż eleganckie kolacje, wspólne spacery czy krótkie wizyty w Zielonym Dworku. Była to decyzja, która oznaczała wpuszczenie drugiej osoby do tej najbardziej prywatnej części własnego świata.
A Grüner, choć przyzwyczajony do podejmowania decyzji dotyczących całej Kotliny, akurat tej jednej nie podejmował łatwo. Tym razem jednak zrobił krok naprzód z czego był naprawdę dumny. Zaręczyny w końcu zobowiązują.
Poza tym nadchodziła pewna okazja. Okazja, przy której, jak uznał Oberhaupt, dobrze byłoby być razem. Szczególnie że w wydarzeniu tym miała odegrać rolę rodzina Ukochanej. Nie zamierzał więc przyjechać tylko na chwilę. Chciał się "przygotować do nowej roli"
Walizka została w końcu wyjęta z bagażnika, drzwi samochodu zatrzasnęły się z charakterystycznym łomotem, a Grüner spojrzał jeszcze raz na Zielony Dworek.
– No dobrze… – mruknął bardziej do siebie
Po czym ruszył w stronę domu.
Tym samym rozpoczął się nowy, nieco bardziej prywatny rozdział w życiu Oberhaupta i Frau Lieselotte.
Czy wspólne „pomieszkiwanie” okaże się sielanką?
Czy Zielony Dworek pomieści ich oboje?
Co wydarzy się, kiedy zjawią się bliscy Ukochanej?
Tego Oberhaupt jeszcze nie wiedział.... Ale walizkę miał już ze sobą...
- Femme Mystere • Stempel
- Faktotum
- Posty: 4208
- Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek
Po zapowiedzi służba w Zielonym Dworku krążyła po dworku rozgorączkowana. Podekscytowani biegali z pomieszczenia do pomieszczenia, odkurzając każdy kąt, pucując na błysk srebrną zastawę i omiatając każdy najdrobniejszy element lamperii. Kamerdyner wyznaczył dla Herr Oberhaupta najładniejszą pokojówkę Andreę, ale potem po zastanowieniu kazał zajmować się Oberhauptem samej ochmistrzyni Brunhildzie, która wprawdzie nie grzeszyła urodą i może nie była już pierwszej młodości, ale za to była najdokładniejsza i zaangażowana, a poza tym… nikt nie chciałby jakichś niesnanek pomiędzy Panią Lieselotte i Herr Oberhauptem. Tak, tak, dobry kamerdyner myśli o wszystkim! Wspominał, jak to nie raz bywało w dawniejszych czasach. Zakazał również wszystkim wspominania nawet o pewnym Panu, a jeśli już musieliby coś powiedzieć, mieli nazywać go Panem J.
Lieselotte nic o tym wszystkim nie wiedziała, gdyż jej kamerdyner nie obarczał jej swoimi problemami, gdy nie było takiej konieczności, a zaufanie między nimi było tak dalekosiężne, że nie przeszłoby Pani Faktotum nawet przez myśl, że mogłoby dojść do jakiegoś faux pas. Jej ulubiona pokojowa pomoga jej przygotować się, a gdy zauważyła, że auto zbliża się do dworku, zbiegła po schodach i stanęła przed wejściem. Starała się być powściągliwa, więc uśmiechała się subtelnie, choć wewnętrznie roznosiła ją radość.
Służba też wyszła się przywitać. Stanęli w równym rządku i uśmiechali się, z ciekawością przyglądając się nobilitowanemu gościowi. Pokojówki szeptały i chichotały z cicha.
- Witamy Pana, to zaszczyt gościć kogoś tak dostojnego! – niemal wykrzyknął kamerdyner, ledwie powstrzymując entuzjazm. Zabrał walizki i wszedł z nimi do środka.
Wtedy podeszła Lieselotte sprężystym krokiem. Uśmiechnęła się do niego, złapała za rękę i wpięła mu w koszulę dwie spinki.
- Ja również witam Pana. – powiedziała, złożyła pocałunek na jego policzku, a potem szepnęła do ucha. – Jak widzisz, wszyscy się bardzo starali na twój przyjazd. – wyjaśniła, gdyż dla służby w Zielonym Dworku wydarzenie to było nie mniej istotne jak dla niej samej. Zwłaszcza po tym okresie pustki i spokoju w dworku. – Masz ochotę na lunch? – zapytała, łapiąc go pod ramię. – Możemy zjeść na ogrodzie przy jeziorze. – zaproponowała.
Lieselotte nic o tym wszystkim nie wiedziała, gdyż jej kamerdyner nie obarczał jej swoimi problemami, gdy nie było takiej konieczności, a zaufanie między nimi było tak dalekosiężne, że nie przeszłoby Pani Faktotum nawet przez myśl, że mogłoby dojść do jakiegoś faux pas. Jej ulubiona pokojowa pomoga jej przygotować się, a gdy zauważyła, że auto zbliża się do dworku, zbiegła po schodach i stanęła przed wejściem. Starała się być powściągliwa, więc uśmiechała się subtelnie, choć wewnętrznie roznosiła ją radość.

- Witamy Pana, to zaszczyt gościć kogoś tak dostojnego! – niemal wykrzyknął kamerdyner, ledwie powstrzymując entuzjazm. Zabrał walizki i wszedł z nimi do środka.
Wtedy podeszła Lieselotte sprężystym krokiem. Uśmiechnęła się do niego, złapała za rękę i wpięła mu w koszulę dwie spinki.

(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum

Prawa Faktotum


- Heinz-Werner Grüner • Stempel
- Oberhaupt
- Posty: 21657
- Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
- Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Grünes Herrenhaus - Zielony Dworek
Grüner wysiadł z samochodu z tą samą powściągliwością, z jaką zwykł pojawiać się wszędzie tam, gdzie jego obecność miała znaczenie. Nie spieszył się. Poprawił marynarkę, rzucił jeszcze krótkie spojrzenie na stojący za nim automobil i dopiero wtedy skierował wzrok w stronę wejścia.
I wtedy ją zobaczył... Lieselotte.
Przez krótką chwilę Oberhaupt zupełnie zapomniał, że wokół niego znajduje się cała służba, że ktoś zabiera jego walizkę, a kilkanaście par oczu obserwuje każdy jego ruch. "Piękna Pani Zielonego Dworku" wyglądała tak, że przez moment Grüner nie znalazł nawet odpowiednich słów.
Na szczęście obycie i lata doświadczenia podpowiadały mu, że nawet w takiej chwili należy zachować fason.
Uśmiechnął się więc jedynie nieco szerzej niż zwykle.
– Lieselotte… – wyszeptał jak nastolatek widzący watę cukrową.
Kiedy podeszła, przywitał ją znacznie czulej, niż zapewne przewidywał jego początkowy plan zachowania pełnej dostojności. Objął ją na chwilę, a następnie odwzajemnił pocałunek, pozwalając sobie na tę jedną krótką chwilę, w której "dyktator" mógł po prostu być mężczyzną witającym ukochaną kobietę.
Dopiero po chwili zauważył spinki, które znalazły się na jego koszuli. Spojrzał na nie, potem na Lieselotte i uśmiechnął się z rozbawieniem.
– Widzę, że zostałem przyjęty z należytymi "honorami". Dziekuje są całkiem...jak ja! - mrugnął okiem i dodał - Mam nadzieję, że nie są wyposażone w podsłuch. - dodał rozbawiony swoim żartem.
Rozejrzał się przy tym dyskretnie. Zielony Dworek rzeczywiście sprawiał wrażenie, jakby… odżył.
Służba ustawiona przed wejściem, starannie przygotowane otoczenie, ledwie skrywane uśmiechy pokojówek, ożywienie wśród pracowników. Wszystko było trochę bardziej energiczne niż zapewne zazwyczaj.
Grüner oczywiście to zauważył. Nie dał jednak po sobie poznać absolutnie nic.
Jego twarz pozostała spokojna, a postawa nienaganna. Jedynie lekko uniesiony kącik ust mógł zdradzać, że całe to zamieszanie sprawia mu niemałą przyjemność.
Odwrócił się w stronę kamerdynera i służby.
– Dziękuję Państwu za tak serdeczne przyjęcie. Jest mi niezmiernie miło ponownie znaleźć się w Zielonym Dworku. Bywałem tu nie raz i nie dwa, ale nie w ...takiej roli.
Skinął głową każdemu z osobna, jak przystało na gospodarza, który doskonale rozumiał wagę takich gestów.
– Mam nadzieję, że nie przysporzyłem Państwu zbyt wiele pracy.
Po tych słowach spojrzał kątem oka na Lieselotte. Może jednak odrobinę za późno na takie pytanie.
Kiedy gospodyni Dworku ujęła go pod ramię, Grüner pozwolił sobie na kolejny, już zupełnie prywatny uśmiech.
– Lunch nad jeziorem? – powtórzył.
Spojrzał w kierunku ogrodu. Słońce stało jeszcze dość wysoko, powietrze było przyjemne, a nad jeziorem z pewnością panował spokój, którego nie sposób znaleźć w żadnym gabinecie ani reprezentacyjnej sali.
– Z największą przyjemnością.
Zrobił kilka kroków wraz z Lieselotte, po czym uniósł wzrok ku niebu.
– Pogoda zdecydowanie nam sprzyja. Byłoby wręcz niewybaczalne zamknąć się dzisiaj w jadalni. Prowadź, MOja Droga.
I wtedy ją zobaczył... Lieselotte.
Przez krótką chwilę Oberhaupt zupełnie zapomniał, że wokół niego znajduje się cała służba, że ktoś zabiera jego walizkę, a kilkanaście par oczu obserwuje każdy jego ruch. "Piękna Pani Zielonego Dworku" wyglądała tak, że przez moment Grüner nie znalazł nawet odpowiednich słów.
Na szczęście obycie i lata doświadczenia podpowiadały mu, że nawet w takiej chwili należy zachować fason.
Uśmiechnął się więc jedynie nieco szerzej niż zwykle.
– Lieselotte… – wyszeptał jak nastolatek widzący watę cukrową.
Kiedy podeszła, przywitał ją znacznie czulej, niż zapewne przewidywał jego początkowy plan zachowania pełnej dostojności. Objął ją na chwilę, a następnie odwzajemnił pocałunek, pozwalając sobie na tę jedną krótką chwilę, w której "dyktator" mógł po prostu być mężczyzną witającym ukochaną kobietę.
Dopiero po chwili zauważył spinki, które znalazły się na jego koszuli. Spojrzał na nie, potem na Lieselotte i uśmiechnął się z rozbawieniem.
– Widzę, że zostałem przyjęty z należytymi "honorami". Dziekuje są całkiem...jak ja! - mrugnął okiem i dodał - Mam nadzieję, że nie są wyposażone w podsłuch. - dodał rozbawiony swoim żartem.
Rozejrzał się przy tym dyskretnie. Zielony Dworek rzeczywiście sprawiał wrażenie, jakby… odżył.
Służba ustawiona przed wejściem, starannie przygotowane otoczenie, ledwie skrywane uśmiechy pokojówek, ożywienie wśród pracowników. Wszystko było trochę bardziej energiczne niż zapewne zazwyczaj.
Grüner oczywiście to zauważył. Nie dał jednak po sobie poznać absolutnie nic.
Jego twarz pozostała spokojna, a postawa nienaganna. Jedynie lekko uniesiony kącik ust mógł zdradzać, że całe to zamieszanie sprawia mu niemałą przyjemność.
Odwrócił się w stronę kamerdynera i służby.
– Dziękuję Państwu za tak serdeczne przyjęcie. Jest mi niezmiernie miło ponownie znaleźć się w Zielonym Dworku. Bywałem tu nie raz i nie dwa, ale nie w ...takiej roli.
Skinął głową każdemu z osobna, jak przystało na gospodarza, który doskonale rozumiał wagę takich gestów.
– Mam nadzieję, że nie przysporzyłem Państwu zbyt wiele pracy.
Po tych słowach spojrzał kątem oka na Lieselotte. Może jednak odrobinę za późno na takie pytanie.
Kiedy gospodyni Dworku ujęła go pod ramię, Grüner pozwolił sobie na kolejny, już zupełnie prywatny uśmiech.
– Lunch nad jeziorem? – powtórzył.
Spojrzał w kierunku ogrodu. Słońce stało jeszcze dość wysoko, powietrze było przyjemne, a nad jeziorem z pewnością panował spokój, którego nie sposób znaleźć w żadnym gabinecie ani reprezentacyjnej sali.
– Z największą przyjemnością.
Zrobił kilka kroków wraz z Lieselotte, po czym uniósł wzrok ku niebu.
– Pogoda zdecydowanie nam sprzyja. Byłoby wręcz niewybaczalne zamknąć się dzisiaj w jadalni. Prowadź, MOja Droga.