
Westchnął cicho, poprawiając mankiet marynarki. Mimo że tego typu zgromadzenia nie były jego ulubioną formą spędzania czasu, na prośbę Lieselotte warto było zrobić wyjątek.
Wysiadł, zabierając z tylnego siedzenia starannie zapakowane pudełko. Przez chwilę stał, rozglądając się po otoczeniu - ciepłe światło w oknach, kwiaty w donicach przy schodach, zapach świeżo skoszonej trawy. Zupełnie inny świat niż sztabowe biuro czy warsztat, w którym spędzał ostatnie tygodnie pracując. Ruszył w stronę wejścia, a jego kroki odbijały się echem od kamiennych stopni.
Gdy przekroczył próg, na moment zatrzymał się w holu. Zza drzwi prowadzących do salonu dobiegał gwar rozmów. Wyraźnie słychać było kilka znajomych głosów. Uznał, że nie ma sensu zwlekać - wszedł do środka.
W salonie było gwarno. Przy stole i w jego okolicy zgromadziło się więcej osób, niż się spodziewał. Jego wzrok powędrował po zgromadzonych, rozpoznając znajome sylwetki. Heinz stał w towarzystwie kilku osób, z którymi prowadził ożywioną rozmowę. Gdzieś obok dostrzegł Isabellę z Augustem, Joachima, Petera z Mandaryną, a także Krzysztofa, który najwyraźniej również postanowił zaszczycić to zgromadzenie swoją obecnością. Wszyscy ubrani z elegancją, która w naturalny sposób przystawała do tego miejsca.
Nie umknęło mu też, że praktycznie każdy z gości ma u boku partnerkę. On, jak to zwykle bywa w jego przypadku, stał sam. Uśmiechnął się w myślach, uznając, że nie ma co roztrząsać tej różnicy.
Właśnie wtedy dostrzegł gospodynię. Stała wśród gości, promienna i uśmiechnięta. Ruszył w jej stronę, starając się nadać swojemu krokom możliwie największej lekkości by nie specjalnie zwracać na siebie uwagę.
- Frau Lieselotte... dobry wieczór - powiedział Albert, skłaniając lekko głowę, gdy stanął przed nią. Jego głos był spokojny, - Wybacz moje spóźnienie. Ostatnie dni w sztabie i w warsztacie były bardziej absorbujące, niż zakładałem. Ale zdaję sobie sprawę iż wypadało mi się zjawić w obliczu personalnego zaproszenia -
Przekazł jej starannie zapakowane pudło, które przez cały czas trzymał w dłoniach. Lieselotte przyjęła je z ciekawością, a Albert uśmiechnął się, widząc jej zainteresowanie.
- To drobny upominek... - wyjaśnił, wskazując ruchem głowy na paczkę. - Edelweisski schnapps. Mówią, że to jeden z najlepszych w całej Kotlinie. Widząc po towarzystwie być może przyda się on nawet wcześniej niżeli bym zakładał. - dodał lekko uśmiechając się pod nosem wodząc wzrokiem po znajdujących się do okoła gościahc
Gdy Lieselotte kiwnęła głową z wdzięcznością, Albert sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął małe, skórzane pudełeczko. Otworzył je i podał jej. W środku, na ciemnym aksamicie, spoczywała stara złota moneta. Jej powierzchnia nosiła ślady czasu - ostre już zatarte rysy i przetarcia świadczące o tym, że przez lata przechodziła z rąk do rąk. Na awersie, mimo upływu lat, wciąż można było dostrzec zarys popiersia starca z dostojną brodą. U dołu widniał podpis: "Harad, Rex Victoria". Na rewersie wyryto nominał: "1 Hrotgar".
Lieselotte wzięła monetę do ręki, przyglądając się jej z rosnącym zaciekawieniem. Jej palce delikatnie przesunęły się po powierzchni, jakby próbowały odczytać historię, którą przedmiot skrywał. Gdy podniosła wzrok, w jej oczach pojawiło się pytanie.
Albert zauważył to zainteresowanie i przez chwilę zawahał się, zanim odpowiedział.
- To… interesujący drobiazg - przyznał, uśmiechając się enigmatycznie. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na monecie, po czym powrócił do Lieselotte. - Pracujemy obecnie nad czymś bardzo ważnym w sztabie. Ta moneta trafiła do mojego biura z Archiwum, wraz z masą innych dokumentów. Nie mam ona dla mnie jakiejś większej wartości w kontekście tej pracy, ale uznałem, że to odpowiedni i całkiem ciekawy upominek dla ciebie.
Nie rozwinął tematu. Część spraw, nad którymi pracowali, objęta była ścisłą tajemnicą którą nawet gdyby chcial nie mógłby się podzielić z gośćmi poza jednym wyjątkiem. A poza tym w tym momencie ważniejsza była sama wizyta niż szczegóły.
Rozejrzał się po salonie, jakby dopiero teraz w pełni doceniając zgromadzone towarzystwo.
- Widzę, że zebrało się tu sporo znajomych... i też nie znajomych twarzy - dodał Albert, starając się nadać głosowi nieco bardziej formalny ton. Jego dłoń wykonała nieokreślony gest w stronę zgromadzonych.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam, że dołączyłem tak późno. Przyznam, że Grünes Herrenhaus to dla mnie nowe miejsce, nie jestem sobie nawet w stanie przypomnieć kiedy ostatnio mogłem tu być. - dodał drapiąc się po policzku próbując sobie przypomniejć
Jego wzrok zatrzymał się na Heinznie, który stał nieopodal, prowadząc rozmowę z jednym z gości. Albert zastanowił się przez chwilę, czy nie podejść do niego, by porozmawiać o nowej limuzynie którą wspólnie projektują. W końcu jednak uznał, że najpierw wypada przywitać się z resztą zgromadzonych.
Uśmiechnął się lekko, gotowy do powitania z pozostałymi gośćmi. Mimo że przyjęcia nie były jego ulubioną dziedziną, czuł, że ten wieczór może okazać się wyjątkowo interesujący.







