Kryspin von Lichtenstein przez chwilę nie odpowiadał. Spojrzał na Lieselotte z tym charakterystycznym półuśmiechem, który pojawiał się u niego zwykle wtedy, gdy pod oficjalnym pytaniem wyczuwał coś znacznie bardziej osobistego. W jej słowach „mój Bracie” było zresztą coś, co skutecznie odbierało całej rozmowie resztki dyplomatycznego charakteru.
Z Lieselotte zawsze działało to podobnie. Nie potrzebowali wielu słów, żeby wiedzieć, co drugie ma na myśli. Byli do siebie podobni w znacznie większej liczbie drobiazgów, niż którekolwiek z nich zwykle chciało przyznać.
Z Lieselotte zawsze działało to podobnie. Nie potrzebowali wielu słów, żeby wiedzieć, co drugie ma na myśli. Byli do siebie podobni w znacznie większej liczbie drobiazgów, niż którekolwiek z nich zwykle chciało przyznać.
Kryspin pisze:@Krzysztof Windsor pytał mnie przed chwilą właściwie o to samo, więc odpowiem wam obojgu. Podoba mi się tutaj. I to chyba bardziej, niż zamierzałem przyznać po zaledwie kilku godzinach.
Rozejrzał się po salonie, potem przez duże okna w stronę ciemniejącego ogrodu i gór majaczących gdzieś dalej.
Kryspin pisze:Jest tu coś podejrzanie znajomego. Góry, pola, porządek, ludzie, którzy najwyraźniej mają niezdrową potrzebę robienia wszystkiego własnymi rękami, choć mogliby po prostu komuś zapłacić. Człowiek może wyjechać z Teutonii, ale pewnych rzeczy z człowieka już się nie wyprowadzi.
Spojrzał ponownie na siostrę, tym razem już bez żartu.
Kryspin pisze:A tak zupełnie poważnie, dobrze mi tu. Może również dlatego, że przy tobie nie czuję się jak na żadnej zagranicznej wizycie. Są miejsca, do których człowiek przyjeżdża pierwszy raz, a mimo wszystko nie czuje się całkiem obco. Zielony Dworek chyba właśnie do takich należy.
Na pytanie o kolejny dzień Kryspin zerknął w dół. Rogomir siedział przy jego nodze, ale uszy miał skierowane w stronę drzwi prowadzących do ogrodu. Decyzja najwyraźniej została już podjęta bez konsultacji z Kanclerzem.
Kryspin pisze:Zostaję. Sarmacja powinna przeżyć jeden dzień beze mnie. Jeżeli nie przeżyje, to przynajmniej po powrocie dowiem się, jak wiele były warte wszystkie moje dotychczasowe wysiłki.
Kryspin pisze:A skoro dajesz mi wybór, to góry. Bez zastanowienia. Rogomir zresztą właśnie zagłosował za mnie. Potem możemy zajrzeć do Wolkenbadu, nawet do tego waszego Sanatorium Quelle, ale uprzedzam, do sanatorium dam się zaprowadzić wyłącznie w charakterze turysty. Jeszcze nie jestem w takim wieku, żeby mnie tam odstawiać na stałe.![]()
Właśnie wtedy do rozmowy włączył się @Joachim Cargalho .
Kryspin rozpoznał go oczywiście od razu. Znał go aż nazbyt dobrze, żeby potrzebować jakiegokolwiek przedstawienia. Kiedy padło owo niewinne „Kanclerzem, prawda?”, uniósł jedynie brew. Przy kolejnej uwadze, o przejęzyczeniach i zamierzchłych czasach, na jego twarzy pojawił się powoli uśmiech.
Odczekał sekundę. Może dwie. Dokładnie tyle, żeby Joachim przez moment nie był całkiem pewien, czy trafił na żart, czy właśnie odkopał coś, co lepiej było pozostawić zakopane.
Kryspin rozpoznał go oczywiście od razu. Znał go aż nazbyt dobrze, żeby potrzebować jakiegokolwiek przedstawienia. Kiedy padło owo niewinne „Kanclerzem, prawda?”, uniósł jedynie brew. Przy kolejnej uwadze, o przejęzyczeniach i zamierzchłych czasach, na jego twarzy pojawił się powoli uśmiech.
Odczekał sekundę. Może dwie. Dokładnie tyle, żeby Joachim przez moment nie był całkiem pewien, czy trafił na żart, czy właśnie odkopał coś, co lepiej było pozostawić zakopane.
Kryspin pisze:Joachimie... Ty naprawdę sądzisz, że ja nie pamiętam?
Kryspin pokręcił głową i roześmiał się cicho.
Kryspin pisze:Pamiętam doskonale. Ja po prostu mam tę wadę, że pamiętam również rzeczy, które dawno przestały mnie obchodzić. Nie myl pamięci z urazą. Pamięć mam znakomitą, ale szkoda życia, żeby nosić ze sobą każdą drobną historię sprzed lat.
Kryspin pisze:Zresztą, gdybym przejmował się każdym przejęzyczeniem, które usłyszałem przez te wszystkie lata, musiałbym dziś zatrudniać osobnego sekretarza tylko do prowadzenia ich ewidencji. Także możesz spać spokojnie. Teczka istnieje, ale od dawna stoi w archiwum.
Dopiero wtedy spojrzał na Rogomira, a następnie z całkowitą powagą na Joachima.
Kryspin pisze:A jeśli chodzi o tę „długą trąbę”, to Rogomir ma pysk, Joachimie. Teutończycy słyną z innych długich rzeczy.
Zawiesił głos na tyle długo, by pozwolić zabrzmieć najgorszym możliwym interpretacjom, po czym uśmiechnął się szerzej.
Kryspin pisze:Na przykład z pamięci.
Rogomir jakby na potwierdzenie podniósł się, podszedł do Joachima i przez chwilę z wyjątkową dokładnością obwąchiwał jego nogawkę. Potem usiadł przed nim i spojrzał mu prosto w twarz.
Kryspin pisze:Widzisz? On chyba też cię pamięta. Choć nie wiem, które z nas powinno cię w tej sytuacji martwić bardziej.
Kryspin poklepał Joachima po ramieniu, rozwiewając resztki pozornej groźby. Dawne czasy były dawnymi czasami. Można je było pamiętać, można było się z nich śmiać, ale nie było najmniejszego powodu, żeby pozwalać im psuć tak dobry wieczór.
Kątem oka zauważył przy tym @Sophie i @Krzysztof Windsor rozmawiających nieopodal. Jeszcze ciekawsze było jednak spojrzenie Lieselotte @Femme Mystere, które na moment powędrowało dokładnie w tę samą stronę.
Kryspin znał ten błysk w jej oczach aż za dobrze.
Kątem oka zauważył przy tym @Sophie i @Krzysztof Windsor rozmawiających nieopodal. Jeszcze ciekawsze było jednak spojrzenie Lieselotte @Femme Mystere, które na moment powędrowało dokładnie w tę samą stronę.
Kryspin znał ten błysk w jej oczach aż za dobrze.
Kryspin pisze:Lieselotte, nawet nie zaczynaj.
Spojrzał znacząco najpierw na nią, potem na Sophie i Krzysztofa.
Kryspin pisze:Znam cię. Jeszcze nie podano deseru, a ty już w myślach urządzasz ludziom kolejne śluby.
Nie zdążył jednak dalej drażnić siostry, bo do ich niewielkiego grona podszedł Albert Fryderyk de Espada. Kryspin wysłuchał jego przedstawienia bez przerywania, po czym przyjął wyciągniętą dłoń i odpowiedział równie mocnym uściskiem.
Nazwisko znał. Człowieka dopiero miał okazję poznać.
Nazwisko znał. Człowieka dopiero miał okazję poznać.
Kryspin pisze:Panie de Espada, cała przyjemność po mojej stronie. O panu słyszałem, więc dobrze wreszcie sprawdzić osobiście, ile z tego było prawdą.
Na moment spojrzał w stronę Lieselotte, jakby coś sobie przypomniał.
Kryspin pisze:Chociaż jedna rzecz już mnie niepokoi. Przed chwilą usłyszałem „Frau Grüner”. Z tego, co wiem, moja siostra jest jeszcze narzeczoną, nie żoną. Widzę więc, że edelweisski Sztab Generalny prowadzi działania z większym wyprzedzeniem niż urząd stanu cywilnego.
Uśmiechnął się, dając od razu do zrozumienia, że traktuje całą rzecz wyłącznie jako żart.
Kryspin pisze:@Heinz-Werner Grüner zapewne nie będzie protestował, ale ja jednak najpierw chciałbym zobaczyć wesele.
Propozycja wyjścia do ogrodu wyraźnie przypadła Kryspinowi do gustu. Jeszcze zanim odpowiedział, Rogomir wstał i skierował łeb ku drzwiom, jakby słowo „ogród” należało do doskonale znanego mu słownika.
Kryspin pisze:Spacer brzmi doskonale. Zwłaszcza że mój doradca właśnie oficjalnie poparł pański wniosek. A rozmowa na osobności z Szefem Sztabu zawsze brzmi wystarczająco podejrzanie, żeby mnie zainteresować.
W tej samej chwili muzyka w salonie przyspieszyła, a wzrok Kryspina zatrzymał się na Heinzu. Oberhaupt właśnie przestał sprawiać wrażenie człowieka, który choćby udaje, że kontroluje sytuację, i z coraz większym zaangażowaniem oddawał się tańcom.
Kryspin patrzył przez moment w milczeniu.
Potem pochylił się lekko w stronę Lieselotte.
Kryspin patrzył przez moment w milczeniu.
Potem pochylił się lekko w stronę Lieselotte.
Kryspin pisze:Teraz rozumiem, co miałaś na myśli, mówiąc, że postradał zmysły. Oświadczyny były najwyraźniej tylko pierwszym objawem.
Roześmiał się, ale zaraz potem jego spojrzenie złagodniało. W całym tym zamieszaniu było coś zwyczajnie dobrego. Pełny ludzi dom, muzyka, rodzina, dawni znajomi, nowe twarze i gospodyni, która jeszcze kilka godzin temu przejmowała się każdym szczegółem, a teraz wreszcie mogła zobaczyć, że wszystko się udało.
Kryspin spojrzał na Lieselotte i na moment ściszył głos.
Kryspin spojrzał na Lieselotte i na moment ściszył głos.
Kryspin pisze:Dobrze cię tutaj widzieć, Siostro. Naprawdę dobrze.![]()
Rogomir w tej samej chwili podszedł do drzwi prowadzących na zewnątrz i obejrzał się na całą trójkę z miną kogoś, kto uważał, że ludzie stanowczo zbyt długo dyskutują nad sprawami oczywistymi.
Kryspin westchnął teatralnie.
Kryspin westchnął teatralnie.
Kryspin pisze:No dobrze. Zanim Rogomir sam przejmie dowodzenie, a Heinz zatańczy przez któreś z tych okien, pokażcie mi wreszcie te ogrody.





