Podszedł do Kanclerza z lekkim uśmiechem.
– Mam nadzieję, że nasz spacer nie został pogrzebany przez to całe zamieszanie – powiedział, wskazując ruchem głowy na grupkę zgromadzoną wokół samochodu.
– Lieselotte najwyraźniej ma talent do przyciągania niespodziewanych wydarzeń. Ale przyznam, że to chyba jeden z bardziej udanych wieczorów w jej dworku, od kiedy go pamiętam. -
Spojrzał na Rogomira, który najwyraźniej znudził się już oglądaniem auta i węszył w stronę jeziora.
– Widzę, że pański doradca również uznał, że motorsport to nie jego działka. Może jednak uda nam się jeszcze na chwilę oderwać od tego zgiełku, zanim Lieselotte postanowi wprowadzić nową tradycję, paradę luksusowych pojazdów przed Zielonym Dworkiem. -
Ruszyli kilka kroków wzdłuż ścieżki, ale zanim zdążyli się oddalić, Albert zatrzymał się na chwilę, patrząc w stronę samochodu Damiano. W jego wzroku pojawiło się coś na kształt zawodowego zainteresowania, nie koniecznie zachwytu, raczej analizy.
– Muszę przyznać, że Vector robi wrażenie pod względem technicznym. Tworzywo sztuczne, podwójna turbo sprężarka, konsola bardzo innowacyjna… ktoś włożył w to sporo pracy i jeszcze więcej pieniędzy. Rzemiosło na najwyższym poziomie, bez dwóch zdań. -
Przez chwilę przyglądał się sylwetce auta, po czym uśmiechnął się pod nosem.
– Ale jeśli mam być szczery, to nie do końca mój styl. Za dużo w tym przepychu w zbyt nowoczesnym stylu. Wolę, gdy samochód jest bardziej wysublimowany i prosty ale zarazem elegancki. Choć nie ukrywam, że chętnie zerknąłbym pod maskę, gdyby nadarzyła się okazja. Zawodowa ciekawość. -

Skinął w stronę auta, po czym zwrócił się do Kryspina.
– Swoją drogą, zbliżamy się do premiery nowego modelu EBE, nad którym pracuję z zespołem. Coś, co może nie będzie tak spektakularne wizualnie, ale za to mam nadzieję znacznie bardziej praktyczne. W końcu ma to być przede wszystkim samochód sportowy. Może gdyby pan został w Edelweiss nieco dłużej, udałoby się panu rzucić okiem na prototyp. Ale to oczywiście na przyszłość. -
Spojrzał w stronę budynku, gdzie Heinz właśnie żegnał się z kimś z gości, a Lieselotte wydawała polecenia służbie. Wokół samochodu wciąż gromadziła się grupka ciekawskich.
Albert lekko wzruszył ramionami.
– Lepiej będzie zejść nieco na bok i pozwolić innym nacieszyć się tym widowiskiem. Nie mam ochoty stać w tłumie i udawać, że rozumiem więcej, niż widzę. Jeśli pan ma ochotę, możemy jeszcze chwilę postać z boku, stąd widać równie dobrze, a słychać jeszcze lepiej. Czasem najwięcej można się dowiedzieć, gdy nikt nie zwraca na ciebie uwagi. -
Rogomir, jakby rozumiejąc intencję Alberta, usiadł na trawie między nimi, spoglądając na grupę gości z wyrazem twarzy, który trudno było nazwać inaczej niż lekkim znudzeniem.

