Doktor Alina Morgenstern – weterynarka z sercem większym niż lecznica
Doktor Alina Morgenstern to kobieta o nieprzeciętnej empatii i stalowej determinacji. Każdy pies, kot czy królik, który trafia do Tierheim von Augentrost, czuje się przy niej jak w domu – nie bez powodu nazywana jest „matką przybłędów”. Jej gabinet pachnie ziołami leczniczymi i ma zawsze lekko uchylone okno, by ptaki, które zna z pobliskiego parku, mogły zajrzeć. Alina jest wykwalifikowaną weterynarką z doświadczeniem w chirurgii zwierzęcej, ale jej pasją są terapie behawioralne, które pomagają zestresowanym zwierzakom odzyskać zaufanie. Interesuje się także zoologią ewolucyjną i często pisze artykuły do lokalnych czasopism przyrodniczych.
W czasie wolnym maluje portrety swoich podopiecznych – na ścianach schroniska wiszą dziesiątki obrazów: od starego jamnika Henryka po świnkę morską o imieniu Greta. Uwielbia muzykę klasyczną, którą cicho odtwarza w tle podczas nocnych dyżurów, twierdząc, że Bach koi nerwy kotów lepiej niż kocimiętka. W dzieciństwie chciała zostać baletnicą, ale porzuciła marzenia o scenie, gdy jej pies Borys złamał łapę, a ona pierwszy raz opatrywała zwierzę. Od tamtego dnia wiedziała, że będzie leczyć tych, którzy sami nie mogą prosić o pomoc.
Jeździ rowerem – nie ze względu na modę, ale z troski o środowisko. W schronisku prowadzi zielony program recyklingu, a jej zamiłowanie do permakultury zaowocowało powstaniem małego ogrodu warzywnego, z którego korzystają również wolontariusze. Jest znana z tego, że potrafi przekonać najbardziej nieufne zwierzę do kontaktu jednym spojrzeniem i cichym tonem głosu. Nie lubi mówić o sobie, ale chętnie opowiada historie swoich pacjentów – zna każdą bliznę i każdy gest ich ciała.
Po pracy chowa się w bibliotece na piętrze schroniska, gdzie kolekcjonuje książki o zwierzętach z całego świata – od tygrysów po wombaty. Jest perfekcjonistką, ale jej perfekcja nie wynika z potrzeby kontroli, a z głębokiego szacunku do życia. Weterynarze z okolicznych miast konsultują z nią trudne przypadki, a ona zawsze odpowiada z pokorą i humorem, bo wie, że medycyna to nie tylko nauka, lecz także sztuka komunikacji.
Jej ulubioną książką jest „Blutwut” Jensena Landena, którą czytała jako nastolatka. Często cytuje ją, mówiąc że „każdy zwierzak ma w sobie dzikość, która zasługuje na szacunek”. Nie boi się trudnych decyzji, ale każdą stratę przeżywa głęboko. W schronisku utworzyła miejsce pamięci – cichy kącik z zapalonymi świeczkami dla tych, którzy odeszli.