Ponieważ Oktoberfest właściwie już się skończył, część straganów zamykała się. Inni jeszcze twardo obstawiali swoje stanowiska, bo faktycznie wielu gapiów nadal przychodziło na polanę.
Joachim rozglądał się po stoisku Babinki, w poszukiwaniu przysmaków. Choć ogniska nadal się paliły, na niektórych z nich nie było już garnków, gdyż cała ich zawartość została wcześniej skonsumowana. - Słyszałem, że była tutaj wuchta jedzenia - krzyczał gdzieś z daleka do Babinki, zerkając w niektóre naczynia, choć te odkrywały już dno. - Liczyłem, że zapakujesz mi coś w słoiczki... - zażartował zgrywając wielki smutek.
Choć nigdy nie miał okazji na dłużej pogadać z Babinką, ta była tak empatyczną osobą, że doskonale wiedział o żartach, które można sobie tutaj stroić. Podszedł do niej i zasugerował pomoc - Gdybyś potrzebowała pomoc przy zwijaniu stoiska, krzyknij po mnie. Widzę, że większość garów wylizana jest do dna. - uśmiechnął się, a w oddali dziadek Jorguś wydawał komuś jeszcze jedna butelkę swojego piwa.