Bagażu już sprawdzać nie musiał, przecież zrobił to dokładnie zanim wyjechał na Freiheitslichtung. Mimo wszystko cały czas się zastanawiał czy wszystko ma. Chwilę później zdał sobie sprawę, że i tak nie dałby rady unieść nic więcej.
W oczekiwaniu na start wyciągnął z kieszeni nabój, ten który zakupił w GRAT'cie i zaczął go rozbierać swoim nożem z elegancką rękojeścią ozdobioną wizerunkiem jelenia. Całkiem zręcznie poradził sobie z rozdzieleniem łuski od kryzy i spłonki. Wysypał zawartość i wydłubawszy dziurki po obu stronach, przewlókł sznurek, zawiązał i powiesił sobie na szyi. Udał, że to mu się podoba, choć w rzeczywistości było odwrotnie, mimo wszystko nie zdjął go. Pomyślał, że ten "amulet", będzie go strzegł na szlaku.
-No to w drogę! - powiedział sam do siebie, wstał i zabrał stojący obok śpiwór, raki oraz papierowe odzwierciedlenie tutejszej okolicy. Na owej mapie szukał możliwie najszybszej trasy... Cel miał jeden - być na górze jako pierwszy.


