Wyprawa ruszyła. Tempo powozów było powolne. Zebrani toczyli się, objuczeni, a jedyne, co im towarzyszyło, to szelest ostatnich liści kołyszących się w koronach drzew i skrzypienie kół.

Tego dnia większość dnia przebiegła bez komplikacji. Wyprawa wydawała się przyjemną wędrówką przez zalesione tereny szczytów górskich Edelweiss. Z czasem, gdy zaczął zapadać zmrok, pomiędzy korony drzew wdarła się mleczna mgła, która zawęziła pole widzenia.

Nagle pomiędzy drzewami rozniósł się dźwięk.
Buuum! Łubudubu!
Podróżni usłyszeli dźwięk przypominający wybuch czy też wystrzał, odbijający się echem o konary drzew. Był jednak na tyle słaby, że wędrowcy mogli ocenić go na odległy, w zakresie 2- 5 kilometrów od ich obecnego położenia.





