
Nabrzeże Östersund – elegancka dzielnica sportowa, ale i letników, z modnymi kawiarenkami, promenadą i zamożnymi mieszczanami w lnianych garniturach – zatrzymało oddech, gdy z wnętrza wozu wysiadł ON. Ubrany był z austriacką powagą, lecz i odrobiną edelweisskiej przesady: jasny tropikalny garnitur, kapelusz typu panama, w dłoni laseczka z gałką z rogu bawolego-pewnie pożyczył od Hrabiego Targersdorfa, której używał wyłącznie dla efektu. Na nadgarstku połyskiwał zegarek, tak duży, że zdawał się raczej instrumentem astronomicznym niż zwykłym czasomierzem. Produkcja zegarka nie została rozszyfrowana.
Wszystko to – i garnitur, i automobil, i ów rytualny gest poprawiania kapelusza – miało jeden cel: zaimponować Lieselotte Augentorst. Lieselotte, prawa ręka i zarazem wieczna pięta achillesowa Oberhaupta, pojawiła się na promenadzie z gracją, jakiej nie powstydziłaby się primabalerina. Nosiła suknię w kolorze rozbielonego błękitu, która przy każdym podmuchu wiatru zdawała się zdradzać więcej, niż nakazywała przyzwoitość. Uśmiechała się półgębkiem – uśmiechem, który Grüner znał dobrze i który oznaczał, że lada chwila znajdzie się w sytuacji nieprzewidzianej, niekomfortowej i, co gorsza, bezlitośnie przez nią komentowanej.
Uśmiechała się jak zawsze do wszystkich tylko nie do niego... (choć trzeba przyznać, że nawet jeszcze nie zauważyła jego przybycia)
Grüner dziś był stanowczy - dziś pragnął wziąć górę. Liczył, że na tle jeziora, gdzie panie pluskały się w pasiastych kostiumach kąpielowych, a panowie udawali, iż wiosłowanie jest rzeczą niezwykle męską, Lieselotte uzna go za kogoś więcej niż "tylko oberhaupta" – za mężczyznę z krwi i kości, zdolnego nie tylko do wydawania dekretów, lecz także do zawładnięcia sercem - sercem najważniejszym dla niego - jej sercem.
Czy miał szansę? Nad Wolkensee, gdzie powietrze było przesycone wonią kremów z bergamotki, czy tam szarotki i świeżo pieczonych precli, wszystko wydawało się możliwe. W końcu ją dojrzał, Hagyma przekazał mu dokładne dane,że dziś i ona tutaj będzie. Grüner wyciągnął rękę, jakby zamierzał zaprosić Lieselotte na spacer wzdłuż nabrzeża, lecz w jego geście kryła się nuta desperacji. Ona spojrzała chłodno, lecz z błyskiem w oku, jak kobieta, która doskonale wie, że cała ta parada, automobil, kapelusz i pożal się boże laseczka, odbywa się wyłącznie na pokaz.
A jezioro szemrało cicho, jakby się śmiało z całej tej sceny, podpowiadając, że tutaj zawsze kryje się coś nieprzyzwoicie figlarnego – szczególnie tam, gdzie w grę wchodziły ambicje mężczyzny i kokieteria kobiety...
Czy on - szary oberhaupt, i ona jaskrawa @Femme Mystere w końcu spojrzą na siebie tak jakby on sobie życzył?






