- Czy… to wilki… mnie zjadają?… - mamrotał pod nosem, ledwie żywy. Najwidoczniej rzeczywiście stracił wzrok i słuch, więc pozostawał zdany na pastwę losu. Jego umysł pogrążony w cierpieniu i bezdennym żalu, mógł tylko podsuwać scenariusze zbliżającej się śmierci, do której niewiele mu już brakowało.
Mężczyzna miał kilka kieszeni: dwie na piersiach i dwie przy pasie. W jednej @Joachim Cargalho odnalazł skórzany portfel. W nim dowód osobisty austro-węgierski na nazwisko Heinrich Flugmann. Ponadto legitymację służby zdrowia, uprawniająca do poruszania się po szpitalu w Stadt Edelweiss. Jego stanowisko oznaczone było jako „Pilot helikoptera medycznego”. Ponadto kilka zdjęć członków rodziny: najprawdopodobniej żony i dzieci. Trochę klubeków.
W drugiej kieszeni na piersi tkwił jakiś telegram:
Do tego stempel jakiegoś austriackiego szpitala.„Narządy i krew gotowe do transportu. Proszę o szybki odbiór. „
W kieszeni spodni znalazły się jeszcze papierosy, lecz bez zapalniczki oraz kilka miętusów, włożonych luzem.
Deszcz ustał całkowicie. Gęste chmury wciąż osnuwały nieboskłon. Za kilka godzin miał nastać zmrok, @Joachim Cargalho miał jeszcze trochę czasu, by ocenić sytuację, zanim będzie musiał szukać schronienia.
Powoli pierwszy szok zaczął ustępować i @Joachim Cargalho mógł lepiej skupić myśli. Gdy pierwszy raz spostrzegł w lesie snop dymu, przytomnie spojrzał na mapę, by ocenić lokalizację. Przypomniało mu się, że nie chciał schodzić z traktu i na tej podstawie mógł przywrócić do pamięci, w jakim rejonie najprawdopodobniej zlokalizował ogień.
Offtop: Jeśli chcesz iść w kierunku tego snopu dymu, to oczywiście zastanów się, co zabierasz ze sobą i pamiętaj, że odchodzisz z głównego szlaku.







