Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Jedni powiedzą, że to "edelwajskie walentynki", inni, że "noc Kupaly", a my po prostu zwiemy to Edeliebe. W tym czasie jesteśmy otwarci na wszystkie miłosne sprawy. Wyznaj komuś miłość, poznaj nowych ludzi lub zwyczajnie baw się w gronie przyjaciół! Zbieramy się tym chętniej, że to już druga edycja tego radosnego święta!
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Femme Mystere »

@Joachim Cargalho złapał spadochroniarza za ramię i dopytywał go, chcąc wyciągnąć więcej informacji. Mężczyzna niestety nie reagował w taki sposób, jak by sobie tego życzył.

- Czy… to wilki… mnie zjadają?… - mamrotał pod nosem, ledwie żywy. Najwidoczniej rzeczywiście stracił wzrok i słuch, więc pozostawał zdany na pastwę losu. Jego umysł pogrążony w cierpieniu i bezdennym żalu, mógł tylko podsuwać scenariusze zbliżającej się śmierci, do której niewiele mu już brakowało.

Mężczyzna miał kilka kieszeni: dwie na piersiach i dwie przy pasie. W jednej @Joachim Cargalho odnalazł skórzany portfel. W nim dowód osobisty austro-węgierski na nazwisko Heinrich Flugmann. Ponadto legitymację służby zdrowia, uprawniająca do poruszania się po szpitalu w Stadt Edelweiss. Jego stanowisko oznaczone było jako „Pilot helikoptera medycznego”. Ponadto kilka zdjęć członków rodziny: najprawdopodobniej żony i dzieci. Trochę klubeków.

W drugiej kieszeni na piersi tkwił jakiś telegram:
„Narządy i krew gotowe do transportu. Proszę o szybki odbiór. „
Do tego stempel jakiegoś austriackiego szpitala.

W kieszeni spodni znalazły się jeszcze papierosy, lecz bez zapalniczki oraz kilka miętusów, włożonych luzem.
Deszcz ustał całkowicie. Gęste chmury wciąż osnuwały nieboskłon. Za kilka godzin miał nastać zmrok, @Joachim Cargalho miał jeszcze trochę czasu, by ocenić sytuację, zanim będzie musiał szukać schronienia.

Powoli pierwszy szok zaczął ustępować i @Joachim Cargalho mógł lepiej skupić myśli. Gdy pierwszy raz spostrzegł w lesie snop dymu, przytomnie spojrzał na mapę, by ocenić lokalizację. Przypomniało mu się, że nie chciał schodzić z traktu i na tej podstawie mógł przywrócić do pamięci, w jakim rejonie najprawdopodobniej zlokalizował ogień.

Offtop: Jeśli chcesz iść w kierunku tego snopu dymu, to oczywiście zastanów się, co zabierasz ze sobą i pamiętaj, że odchodzisz z głównego szlaku.
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Joachim Cargalho »

- Byłoby mi łatwiej, gdybyś już nie żył - szepnął do siebie, patrząc na spadochroniarza, który za nic w świecie nie wiedział co się z nim dzieje. Majaczył coraz mocniej, co utwierdzało Joachima w tym, iż żywot nieszczęśnika dobiega już do końca. Dopóki jednak ten żył, wędrowiec ciągle bił się z myślami, zastanawiając się, czy jest w stanie go jeszcze uratować.

Łatwo jest być bohaterem, kiedy wszystko analizuje się teoretycznie. Jednak teraz - stojąc na rozdrożu decyzji, nic nie jest takie proste. Przed sobą trzymał dowód umierającego oraz telegram z informacją o narządach, które miały być transportowane. Nic nie trzymało się kupy, a to powodowało jeszcze większe zdezorientowanie.
Obrazek
Spojrzał raz jeszcze na tego człowieka - tym razem okazało się to być ostatnim razem - i wetknąwszy mu w za kurtkę zdjęcia członków rodziny, powiedział - Żegnaj Heinrich - i wstał, nie będąc pewnym, czy ten w ogóle jeszcze dyszy. Zaznaczył na mapie miejsce, w którym aktualnie się znajdował i zdecydował się ruszyć w miejsce, w którym ostatnio widział słup ognia.

Deszcz przestał padać, a on zalewał się potem niemal biegnąc w obszar, który obrał sobie za cel. Nie miał pojęcia czy dobrze robi. Ciągle bił się z myślami, że powinien zejść na dół, wezwać innych do pomocy. Z drugiej strony łudził się, że znak dymu nie mógł pozostać niezauważony przez innych i ktoś mógł ruszyć również w tamtym kierunku.

Szukał sposób, na skrócenie drogi. Góry Edelweiss, a przynajmniej ich niższe partie, znał jak własną kieszeń. Nie zapominał, że są one nieprzewidywalne.

Choć w okolicy zrobiło się głośno, gdyż po zakończeniu opadów przyroda znowu obudziła się do życia, on słyszał tylko swój szybki, płytki oddech...

Portfel z dowodem spadochroniarza zabrał ze sobą. Postanowił, że cokolwiek dalej się wydarzy, będzie chciał dowiedzieć się o nim czegoś więcej...
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Femme Mystere »

@Joachim Cargalho pozostawił pilota w jego własnym świecie i ruszył w kierunku, w którym widział snop dymu. Szukał najlepszej ścieżki, lecz niestety górskie tereny nie ułatwiały mu wędrówki. Droga zajęła niemal godzinę. Słońce ostatnimi promieniami przebijało się przez korony drzew. Mężczyzna wiedział, że pozostała mu jeszcze godzina. Może półtorej. Do całkowitego zmierzchu.

Do @Joachim Cargalho ponownie powracała myśl o tym, by lepiej szukać schronienia i już niemal podjął taką decyzję, gdy w końcu zza gęstwiny wyłonił się… wrak samolotu.

Obrazek

Ogień, który go trawił, ugasł w deszczu, który jeszcze niedawno rzęsiście skropił okolicę. Skrzydła maszyny były połamane, a poszycie kadłuba mocno wgniecione. Leżał na boku, niemalże rozczłonkowany.

To, co rzuciło się @Joachim Cargalho w oczy, to odciśnięte w błocie wokół ślady zwierzęcych stóp.

Offtop: Napisz, jakich działań teraz dokonujesz. Pamiętaj, że czym lepsza oględziny, tym więcej informacji uzyskasz. Powodzenia 😊 Bo czasu nie za wiele. Zaznaczam, że na poszukanie schronienia też potrzeba trochę czasu.
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Joachim Cargalho »

- Przecież tu musiało gdzieś tutaj być - mówił do siebie rozglądając się dookoła wyraźnie zasapany. Słońce już zachodziło, a wierzchołki gór zdecydowanie utrudniały mu oświetlanie Kotliny. To wszystko powodowało, że Joachim zaczynał nie tylko powątpiewać w powodzenie misji jaką sobie zarzucił, ale również w bezpieczne zejście do Kotliny. Górski mrok stwarzał dużo większe niebezpieczeństwo niż mogłoby się wydawać.

Był już niemalże pogodzony z utratą pilota i brakiem jakichkolwiek efektów poszukiwań.
- Szlag by to... - powiedział, cisnąwszy o ziemie zwiniętą w rulon mapą. Zdziwienie ogarnęło go, gdy zobaczył w błocie skrawek metalu nadłamanego metalu. Podniósł go i przebadał wzrokiem, a chwilę później, jakieś 100 metrów w dół ujrzał pewną wyrwę w połaci lasu. Szybko poskładał sobie myśli i ruszył tam, nie zważając na niebezpiecznie pochylony teren.

Niewielka awionetka leżała przewrócona na boku. Jakiś cudem, choć wyraźnie poturbowany, niemalże wszystkie elementy znajdowały się w pobliżu.
- Jakim cudem nikt Cię nie zauważył... - myślał sobie, podchodząc z ostrożnością do maszyny. Ciągle łudził się, że już niedługo przybędzie ktoś z pomocą, kto widział wypadek lub przynajmniej gęsto unoszący się dym.

Od razu podszedł do kadłuba, by upewnić się, że nikogo nie ma tam w środku. Spodziewał się najgorszego, jednak na pierwszy rzut oka nikogo tam nie było. Przyjrzał się dokładnie fotelom, szukając jakiś śladów człowieka, próbując dowiedzieć się ile osób mogło nim podróżować.

Siła uderzenia, wyrzuciła wiele rzeczy na zewnątrz. Zewsząd leżały jakieś dokumenty, w większości jakieś instrukcje dotyczące samolotu. Mając jednak w głowie telegram dotyczące transportu narządów, liczył, że znajdzie gdzieś tutaj szczegóły tej misji.
Nie miał pojęcia gdzie i czego szukać. Najchętniej oderwałby się od aeroplanu i ruszył w poszukiwania... Kogokolwiek. Nie wiedział jednak zbyt wiele...

Szukał więc wszędzie, wokół kokpitu pod fotelami, gdzie liczył iż mogą znajdować się jakieś schowki. Maszyna jednak miał chyba proste zadanie, miała transportować narządy. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Niewielki łuk bagażowy był mocno zniszczony, postanowił jednak tam wślizgnąć się. Niewielki fragment odstającego poszycia samolotu, rozciął jego spodnie raniąc go w udo.
- Shhhhh, kurna... - zasyczał, jednak to nie przeszkodziło w dalszej eksploatacji maszyny. Im dłużej szukał, tym zwątpienie w nim narastało.
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Femme Mystere »

Kadłub samolotu był częściowo zgnieciony, a częściowo rozerwany i osmolony. Nikogo nie było w środku.

W kokpicie @Joachim Cargalho znalazł czarną skrzynkę wpiętą w odpowiednie miejsce. Zapewne udałoby się ją odczytać. To wymagałoby jednak uruchomienia silnika i odnalezienia odpowiedniego sposobu. @Joachim Cargalho nie był pilotem, więc nie znał obsługi samolotu. Musiałby próbować do skutku, co mogłoby zająć sporo czasu.

Gdyby też udało się uruchomić silnik, być może udałoby się również włączyć radio i połączyć się z lotniskiem w Stadt Edelweiss.

W schowkach samolotu znalazła się również apteczka pierwszej pomocy, gaśnica, a także niezwykle obszerna instrukcja obsługi samolotu, narzędzia naprawcze, 2 puszki z jedzeniem, paczka paluszków, woda mineralna i teczka z jakąś dokumentacją medyczną.

W środku samolotu znajdowały się cztery nienaruszone miejsca siedzące. Miały rozpięte pasy. Jedno z miejsc pasażerskich poplamione było krwią, która wsiąkła w tapicerkę. Gdy @Joachim Cargalho przyglądał się im dokładniej, zauważył również kilka mniejszych plam krwi ciągnących się do miejsca, gdzie wcześniej znajdowały się drzwi wejściowe.

Na drugim fotelu natomiast leżał biały materiał. Gdy @Joachim Cargalho podniósł go, rozpoznał w nim kilt lekarski. Na piersi naszyty miał napis dr. Neumann. Ubranie było podarte wzdłuż. @Joachim Cargalho domyślił się, że został celowo podarty na mniejsze kawałki. Nie było ich też nigdzie w otoczeniu.

@Joachim Cargalho zauważył również, spadochrony, które zwykle umieszczone sa pod siedzeniami, nie znajdowały się na swoich miejscach. Pasażerskie spadochrony leżały porzucone w głębi samolotu. Na ramieniu jednego z nich tkwił zaplątany długi blond włos.

Spadochrony leżały przy pewnym pojemniku, który leżał teraz na boku. Gdy @Joachim Cargalho postawił go poprawnie i otworzył, okazało się, że jest to medyczna lodówka wypełniona kostkami lodu. W nich zanurzone były jakieś organy wewnętrzne, których @Joachim Cargalho nie był w stanie rozpoznać, nie wyciągając ich, oraz kilka pojemników z krwią. Wszystko wyglądało na nienaruszone.

@Joachim Cargalho obejrzał jeszcze otoczenie samolotu. Teren był teraz namoknięty od deszczu. Wilgoć ujawniła ślady łap i choć @Joachim Cargalho nie był myśliwym, nie trudno było domyślić się, że należały do tutejszej watahy wilków, która najwidoczniej zainteresowała się niecodziennym znaleziskiem.

Poza śladami łap, widoczne były również… ślady obuwia. Po wielkości można domyślić się, że należały do mężczyzny. Wyglądały jednak nie typowo. Tak, jakby pomiędzy nogami mężczyzny znajdował się głęboki rów. Oraz odciski jego stóp po obu stronach rowu, skierowane czubkami butów w stronę samolotu. Prowadziły z pobliskich krzaków w stronę samolotu.

Dotychczasowe poszukiwania zajęły @Joachim Cargalho pół godziny. Pozostała godzina do zmierzchu.

Offtop: Oczywiście pisz, jeśli chcesz się czemuś przyjrzeć jeszcze dokładniej. Jeśli chcesz wiedzieć, ile czasu zajmie jakaś akcja, pytaj na priv.
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Joachim Cargalho »

Czarna skrzynka stanowiła dla niego jedynie ciekawostkę, nie myślał o tym co się tutaj wydarzyło. W głowie kiełkowały mu tylko kolejne myśli, które miały pomóc mu odnaleźć potrzebujących. Myślał tylko przyszłości. Natłok przewidywań stawał się jednak niczym gęstwina, przez którą ciężko było mu się przebić, by odnaleźć właściwą ścieżkę.

Włos koloru blond, zaplątany w na ramieniu plecaka ze spadochronem, dodawał kolejne scenariusze. Rozerwany fartuch dr Neumanna jasno ukazywał, iż ktoś potrzebował opatrunku, a myślę tę potwierdzała krew, która znajdowała się w wielu miejscach.

Skrzynka z narządami - cel misji, który stał się dla niego dodatkowym wyzwaniem. Gdyby chociaż wiedział, czy to Edelweiss było ich miejscem docelowym. Czy może lecieli dalej. Przejrzał więc raz jeszcze dokumentację medyczną, szukając słów kluczowych, które dadzą mu pogląd narządy i ich destynację. Póki zdawały się być nienaruszone, miał w głowie zabranie ich ze sobą.

Z wyrzutem zerkał na kokpit - Dlaczego nikt Was nie szuka? - zastanawiał się głośno. Nie musiał być specem, by domyślać się, że jeśli wszystko jest legalne, wieża kontroli lotów powinna wiedzieć o ich kursie, a zniknięcie z radarów powinno zaniepokoić nawet największego idiotę wśród załogi kontrolerów.

Obrazek

Nisko wiszące słońce coraz ostrzej pchało swoje promienie, których pomarańczowa barwa zwiastowała nastający zmrok. Szybko zerknął raz jeszcze w skrzynki z narzędziami, mając nadzieję na znalezienie jakiejś latarki. Później zabrał ze sobą tajemniczą skrzynię i postanowił ruszyć dalej, oddalając się od rozbitej maszyny.

- Jeśli to faktycznie Neumann, z kimkolwiek tutaj by nie był, ruszyłby w stronę doliny - myślał sobie, wiedząc, że doktor znał Edelweiss. Joachim jednak nie był pewien swoich przypuszczeń. Nie był pewien niczego...
Obrazek
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Femme Mystere »

@Joachim Cargalho nie potrzebował wiele czasu, by zorientować się w dokumentacji medycznej. Były to dokumenty leczenia jakiegoś pacjenta.
Erstes Krankenhaus
Name: Robin von Eisenhut
Stan zdrowia: Liczne rany i uszkodzenia narządów wewnętrznych.
Zalecenia medyczne: Zabieg renibus traducere w trybie natychmiastowym.
Zgoda na pobranie narządów.
Podpis: Dyrektor szpitala, Thorsten Arztmann
Ponadto kopia telegramu, który Joachim odnalazł również u pilota:
„Narządy i krew gotowe do transportu. Proszę o szybki odbiór. „
Do tego stempel jakiegoś austriackiego szpitala.

@Joachim Cargalho ruszył w stronę doliny, wyposażony w narządy oraz latarkę, która znalazł w skrzynce z narzędziami.



Joachim ruszył w kierunku doliny. Z tego miejsca nie prowadziła żadna ścieżka. A gęstniejący las i zacieniające się otoczenie sprawiały, że coraz trudniej było mu dostrzec ślady, które w świetle słonecznym byłyby proste do odróżnienia. Wiedział jednak, że niebawem dotrze do traktu, skąd powinno być już łatwiej.

Gdzieś w niedalekiej odległości zaczęły rozchodzić się echem po lesie dźwięki rozmów i kroków. Odbijały się od skalistego podłoża i nikły w gęstwinach drzew i krzaków. Cargalho nie wiedział dokładnie, skąd dobiegają ani czego dotyczyły. Mógł tylko rozpoznać, że były prowadzone przez większą grupę ludzi i w języku edelweisskim lub austriackim.

Tymczasem on sam dotarł do… jasniki.
Obrazek

Dzięki latarce mógł bez wątpienia stwierdzić, że u jego stóp rozpościerały się podłużne ślady krwi, prowadzące do głębi mrocznej jamy…
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Sesja 1v1: Samotna wyprawa – Rozterki Joachima Cargalho

Post autor: Joachim Cargalho »

Czytając dokumentację, spojrzał się na skrzynkę medyczną z myślą, że leżą tam wnętrzności jego współobywatela. Zwinął ten świstek papieru i schował do kieszeni. Podniósł skrzynię i rzekł - jeśli zaatakują nas wilki, Ty pójdziesz na pierwszy ogień, Robinie - a później raz jeszcze sprawdził, czy latarka ma dobre baterie i ruszył w drogę.

Żart, na który sobie pozwolił wcale nie rozładował sytuacji. Właściwie sam nie był pewien czemu to powiedział. Często za kotarą śmiechu chowa się swoje prawdziwe emocje, może teraz również i on chciał ukryć tam strach i pewną dezorientację. Plątanina myśli ciągle zbijała go z tropu: wracać za wszelką cenę, czy szukać rozbitków? Szukać swojego bezpieczeństwa, czy mimo wszystko dążyć przed siebie? Rozterki, jakie miał w głowie nie dawały mu wytchnienia. Czasem miał wrażenie, że zaczął działać instynktownie...

To nie był zwyczajny zmrok... Słońce dość szybko zniknęło, przykryte jeszcze odchodzącymi, deszczowymi chmurami. Las zamienił się w scenę dla nocnej zwierzyny, która dopiero teraz rozpoczynała swoje życie. Sowy pohukiwały gdzieś w oddali, a wiatr smagał giętkie gałęzie pełne liści, powodując nieustanny szum. Wąska wiązka światła latarki wcale nie oświetlała drogi tak jakby sobie życzył.


Obrazek


Głos... zdawać by się mogło usłyszał jakieś szepty i choć mógłby krzyknąć, zwracając na siebie uwagę, postanowił pozostać niezważonym. Nikt nie wzywał pomocy, a boczne górskie trakty mogły być miejscem dla miejscowych rzezimieszków i szmuglerów pewnych, że nikt im nie przeszkodzi w pracy. Pewnie i tak by go zauważyli... W końcu niewielu decydowało się zwracać na siebie uwagę trzymając w dłoni włączoną latarkę.

Ścieżka, która podążał, mimo iż była mu znana - nocą stawała się wyzwaniem. Skaliste podłoże było śliskie, a on, mając w jednej ręce latarkę, w drugiej skrzynię z narządami, musiał się sporo nagimnastykować, by utrzymać równowagę. Oświetlał sobie ścieżkę przed sobą, na której nagle zauważył ślady krwi. Rozejrzał się więc dookoła, a one zdawać by się mogło prowadzą go do jamy, która ujawniała swoje wejście pomiędzy krzakami. Postanowił zajrzeć tam...

Stawiał wolno kolejne drobne kroki, próbując dostrzec cokolwiek za kolejnymi skałami. Odłożył narządy na ziemię i chwycił znowu za scyzoryk. Drżącym głosem zapytał - Jest tu ktoś? - a dźwięk jego głosu płynął po jaskini, zagłuszając się swoim echem.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Edeliebe 1923”