Grüner chwycił do ręki pierwszy z brzegu list z "taczki nr 1". Beznamiętnie rozdarł kopertę i wyciągnął skrawek papieru.
Szanowny Oberhaupcie,
Jestem Henrietta, mieszkam pod Wolkenbad. Tata mój ma całkiem ładny domek, ze słomianym dachem a ja szukam męża. Wasza oberhauptowość byłby cudownym kandydatem. W posagu wnieść mogę pół świni. Miała być cała, ale ojciec się uchlał i spalił oberżę, to i musiał jakoś przeprosić pana Ulfa, co mu zamienił gospodę w popiół.
No, ale jakby co to wiesz,
Twoja na zawsze - H.
Po przeczytaniu pokręcił głową z niedowierzaniem i machinalnie wziął drugi. Ten już wyglądał na całkiem schludnie przygotowany i pachnący. Obarczony był nawet zagranicznym znaczkiem. Woń spryskanych perfum unosił się dość prędko w pomieszczeniu. Całkiem przyjemne doznanie - pomyślał i zaczął czytać.
Drogi Heinz,
Skąpałam się w słońcu już całkiem długo, moje ciało okryła cudowna opalenizna. Pamiętam jak ją lubiłeś... Wtedy ,pod Grodziskiem. Ach, jaki byłeś namiętny, pamiętasz?
....
Heinz szybko oderwał kartkę od oczu i zawstydził się sam przed sobą, lekko poczerwieniał. Odłożył list, nie doczytał do końca. W głowie lawirowała mu myśl, czy to się faktycznie wydarzyło?
Wzrokiem odprowadził taczkę numer 2 i przeszedł do kolejne. Taczka nr 3 również pochłonięta była charakterystyczną wonią perfumów. Te jednak były jeszcze bardziej zmysłowe. Szybko domyślił się, że skoro takczka z tajnymi dokumentami to tylko jedna osoba w całym mikroświecie może być autorem tego konkretnego listu.
Odczytał prędko treść i nie zastanawiając się zbyt długo wezwał swojego gestora.
-Czy ty, mój drogi Zoltanie, nie masz przypadkiem gumofilcy w szafce na rzeczy prywatne? - zapytał starszego, kulejącego mężczyzne, gdy ten tylko pojawił się w drzwiach.
-Doskonale Herr Oberhaupt wie, że po godzinach nie noszę żadnych innych kierpcy. Te są najwygodniejsze jakie świat wydał. I ta guma, jej zapach, och jak ja i moja żonka to lubimy. Bo wie Szanowny Oberhaupt, że moja żona ma identyczne, no tylko inny rozmiar. W Szanach... - Grüner gestem ręki zatrzymał słowotok Hagymy, bo pewnie skończył by tą opowieść nad ranem. Chwycił go za obojczyk, tak po przyjacielsku i rzekł do niego pewnie:
-
Potrzebuje te twoje gumofilce. I to na już. Będziesz na tyle łaskawy, że mi je wypożyczysz na dzień lub dwa. Sprawa niecierpiąca zwłoki. - Oberhaupt nie czekając na odpowiedź, gdyż znał ją doskonale ustąpił tylko miejsca Zoltanowi, by ten mógł szybciutku wyciągnąć je z kantorka i "uroczyście" wręćzyć przełołonemu.
Heinz w tym czasie zdecydował się przebrać w nieco bardziej komfortowy strój. Przeleciał szybko wzrokiem garderobę jaką posiadał i zdecydował się wybrać coś mniej krępującego, ale jednocześnie na tyle porządnego by nie wyglądał jak pierwszy lepszy rolnik w łachmanach. Zdecydował się na flanelową koszulę w kratę i dobrej jakości ogrodniczki, które nie wiedzieć czemu trzymał nadal w szafie od pierwszych wizyt w Kotlinie.
Stwierdziwszy, że wszystko gra ,(nie zapominając o zoltanowych kaloszach) wybiegł z budynku i udał się prosto do automobilu, którym udał się do SLB Joachim.
Po pewnym czasie dotarł na miejsce i wyczekiwał na "delegacje".