Dzień zaczął się spokojnie – poranne mgły unosiły się nad doliną, a mieszkańcy Glanzbergu wykonywali swoje codzienne czynności, nie spodziewając się niczego poza ich codziennością.
Około południa do miasta dotarł posłaniec na popasie – woźnica, znużony i z trudem łapiący oddech, wtoczył się na rynek, wołając o natychmiastowe zakłopotanie wobec mieszkańców. Z goryczą w głosie opowiedział o najeździe, który uderzył na zachodnie rubieże Edelweiss. Dzikie hordy, prowokowane i uzbrojone po zęby, przeszły przez graniczne przełęcze, siejąc zniszczenie na wioskach i przejmując strażnice graniczne. Woźnica wspomniał o spalonych domostwach, zabitych gospodarzach i porywaczach mieszkańców Langhorn– małej wiosce na północy.
Strażnicy Glanzbergu zbadali relacje, potwierdzając, że oddziały Dzikich wycofały się w stronę rzeki gór Ametystowych, planując dalszy najazd ku sercu kotliny. Pogłoski o okrucieństwie najeźdźców – grabieżach, gwałtach i masowych mordach – wzbudziły panikę.
Komandeur Oberleutnant EFF, Albert Fryderyk de Espeda, przebywał wtedy w Sandjak, koordynując prace reorganizacyjne i ćwiczenia swoich nowych jednostek. Gdy usłyszał wieści, natychmiast zebrał swoich oficerów. Bez chwili wahania, zdeterminowany, by odeprzeć najeźdźcę, wysłał błyskawiczny telegram do Oberhauta Heinza-Wernera Grünera, opisując skalę zagrożenia. Nie oglądając się na formalności, wydał rozkaz zbiórki wszystkich dostępnych jednostek rzecznych i batalionów pospolitego ruszenia.
W ciągu kilku godzin Flotylla Rzeczna Edelweiss była gotowa do działania. Gdy potwierdzono, że Langhorn został zaatakowany i częściowo zajęty przez Dzikich, komandeur de Espeda podjął decyzję o natychmiastowym wyruszeniu na pomoc. Jednostki EFF wyruszyły w stronę Ulvedal, spodziewając się że nie chronione miasto daleko na północy może stać się kolejnym celem ataku dzikich.