Półmetek
Tor pierwszy ponownie rzucił wyzwanie – zwalone pnie wciąż blokowały drogę, a Cyrkon i Albert nie mieli wyboru. Przeszkoda nie była do przeskoczenia, tym razem trzeba było znaleźć inny sposób.
Albert ściągnął wodze, spowalniając konia, a Cyrkon uniósł głowę, oceniając sytuację. Nie było miejsca na lekkość czy finezję – trzeba było działać siłą. Koń ruszył naprzód, napierając barkiem na jedno z drzew, próbując choć trochę je przesunąć. Drewno ani drgnęło.
Albert napiął wodze i spróbował innego podejścia. Cyrkon podniósł kopyta, wspinając się na mniejsze gałęzie, usiłując znaleźć stabilny grunt, by odepchnąć się do przodu. Każdy ruch wymagał wysiłku, a czas nieubłaganie płynął.
Z tyłu słychać było odgłosy innych jeźdźców, którzy również walczyli z przeszkodą. Cyrkon, zdeterminowany, ponowił próbę – kopyta ześlizgiwały się po wilgotnej korze, ale w końcu jeden z konarów ustąpił, przesuwając się choć odrobinę. To wystarczyło, by spróbować przedrzeć się dalej.







