W tym całym zgiełku okołoświątecznym brakowało refleksji i rozmyślań.
Wszyscy gnaliśmy jak chomiki w kole, aby jak najwięcej prezentów kupić, jak najlepsze przyjęcie urządzić,
jak najładniej udekorować mieszkanie, a przecież nie o to chodzi.
Sorcha chyba jako jedyna podchodziła do tego z wielkim dystansem.
Nie, żeby była przeciwniczką takiego rozmachu w tych wszystkich staraniach,
ale jest osobą bardziej zachowawczą, wszelkie nowinki są dla niej zbędne, aby w te dni świąteczne
poczuć się wspaniale.
Zatem wstając o poranku postanowiła zobaczyć choinkę na głównym placu Stadt Edelweiss,
a przy okazji zrobić zakupy, które i tak musiałaby sobie sprawić.
Co prawda uprawiała mały przydomowy ogródek, hodowała trzy kurki, jednak to, co zgromadziła w spiżarni, nie wystarczyłoby na święta.
Fusel jak zwykle siedział przy drodze i pilnował domu, mając pogląd na całą okolicę,
czekał z niecierpliwością na przysmak, który Sorcha mu obiecała.
Chata Sorchy jest mocno oddalona od centrum i wszelkich sklepów, dlatego przez większość roku dojeżdża tam bryczką, ciągniętą przez klacz Britę, którą Sorcha uratowała przed rzeźnią.
Brita jest maści bułanej, taka rozjaśniona gniada bardzo ładna, była koniem wyścigowym, jednak ze względu na kontuzję, której doznała, została zakwalifikowana do uboju. Jak widać, tak się nie stało i służy dalej u Sorchy, mając ciepły kąt i strawę, a w letnie dni dokazuje razem z Fuselem na łące.
Wracając do meritum, Sorcha wybierała się do miasta, jednak zalegający śnieg zmusił ją do wyciągnięcia ze stodoły sań.
Przejeżdżając się po miejskich uliczkach, zauważyła sklep z czekoladą, którego witryna była pięknie wystrojona.
Z uwagi, iż jest wielką smakoszką wszelkich wyrobów czekoladowych, postanowiła wejść i zakupić małe co nieco.
Całe centrum było skąpane w śnieżnym puchu, a delikatne gwiazdki spadały z nieba na rozgrzane policzki, po czym szybko się rozpuszczały. Wszystko wyglądało ja magiczny krajobraz z bajki.
Sorcha zrobiła zakupy, nabyła poranną gazetę, gdzie przeczytała o nowościach w Radiu Mikronacjnym i postanowiła powoli udać się do domu, gdzie zapewne czekał zniecierpliwiony Fusel.
Całą drogę zastanawiała się, co też ci młodzi ludzie jeszcze wymyślą.
Zaczynało się ściemniać i widać było, że Brita wolniej ciągnie sanie, Sorcha zatrzymała się na chwile w lesie,
ach cóż to był za widok, drzewa otulone białymi welonami i ten śnieg, który nie przestawał padać.
Nie czekając jednak dłużej, ruszyła do domu, gdzie miała zamiar usiąść przy kominku, wtulona w gruby koc,
popijając gorącą czekoladę i wspominając przygody minionego dnia.