Heinz nie zamierzał tracić czasu – jego instynkt łowiecki kazał mu iść dalej, w ślad za tropem pozostawionym przez pardwy. Wiedział, że te ptaki rzadko bytują samotnie (wiedział, albo dopiero się dowiedział
Szmer.
Nie był to jednak dźwięk charakterystyczny dla niskiego lotu pardwy czy ucieczki drobnej zwierzyny. Był inny – delikatny, ale zdradliwy. Heinz przystanął, unosząc powoli broń, nie zdradzając się zbędnym ruchem. Ktoś – lub coś – go obserwowało.
Wzrok szybko przesunął się po konarach drzew, aż dostrzegł małego intruza. Wiewiórka – ciekawska, zbyt pewna siebie, najwyraźniej nieświadoma, że jej instynkt samozachowawczy powinien kazać jej zniknąć. Oberhaupt widział już podobne sceny – zwierzęta, które wbrew naturze nie umykały przed drapieżnikiem, jakby zapomniały o wiecznej grze między łowcą a ofiarą.
Nie zawahał się. Szybki, pewny ruch, spokojny oddech, dobrze wyważony nacisk na spust.
Strzał.
Cisza.
Jeden celny strzał, jedno trofeum więcej. Małe, ale jednak...
Heinz podszedł bliżej, oceniając swoją zdobycz. Nie była to zwierzyna, na jaką liczył – ale polowanie to nie tylko kwestia wielkości ofiary. To sztuka, instynkt, precyzja i kontrola. W głębi duszy wiedział, że prawdziwa nagroda wciąż na niego czeka.








