Po zakończeniu oficjalnej części wizyty atmosfera wyraźnie się rozluźniła. Dokumenty zostały podpisane, fotografie wykonane, a uściski dłoni ustąpiły miejsca zwykłym rozmowom, których nie ograniczały już protokoły dyplomatyczne.
Grüner spojrzał kolejno na Prezydenta Piotra Suworowa, Ministra Markusa Wettina oraz swojego syna Leszka, po czym z charakterystycznym uśmiechem odłożył teczkę z dokumentami. Tego dnia nie było już potrzeby omawiać kolejnych artykułów traktatu. Przyszedł czas, by pokazać gościom Edelweiss takim, jakim znali je jego mieszkańcy.
Przed wejściem do Der Sitz czekał już reprezentacyjny automobil marki EBE. Niewielka kolumna ruszyła spokojnym tempem ulicami Stadt Edelweiss. Wszystkim "członkom wycieczki" towarzyszyła miodonka od Bialeńczyków i edelweisski
Doppelschwanz...
Pierwszym przystankiem nie były żadne urzędy ani kolejne gmachy administracyjne. Oberhaupt celowo skierował delegację do najstarszej części miasta, gdzie brukowane uliczki, kamienne kamienice i drewniane balkony tonęły w kwiatach. Spacerując wśród mieszkańców, goście mogli przekonać się, że Edelweiss żyje swoim własnym rytmem. Co chwilę ktoś zdejmował kapelusz na widok Oberhaupta, dzieci machały przejeżdżającej kolumnie, a właściciele sklepików z dumą prezentowali lokalne wyroby. Takie własnie było Stadt, przyjazne i zadbane...przynajmniej w tej części miasta.
Kolejnym punktem był Browar Peterhoff w Grünerwald. Powietrze przesycał aromat słodu i chmielu, a mistrz piwowarski z dumą oprowadził gości pomiędzy miedzianymi kadziami. Delegacja mogła spróbować kilku gatunków piwa warzonych według receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Rozmowy stawały się coraz swobodniejsze, a gospodarze i goście coraz częściej wybuchali śmiechem.
Oberhaupt nie śmiał wychwalać swojego browaru, który znajdował się tuż pod Der Sitz, ani tego w Prahburgu, gdyż ten był jeszcze w remoncie...
Nieco później zatrzymali się w Edelweiss Kaffee, dla tych co chcieli odetchnąć od górskich widoków, a także mieli już dość napojów wysokowych. Przy filiżance mocnej kawy oraz świeżych alpejskich wypiekach rozmowy zeszły już niemal całkowicie z polityki. Wspominano dawne wydarzenia mikroświata, żartowano z futbolowych rywalizacji, a także snuto plany dotyczące kolejnych wspólnych inicjatyw.
Zbliżał się ostatni punkt spontanicznego programu. Kolumna skierowała się na północ w stronę Freiheitslichtung – Polany Wolności. To właśnie tutaj od lat mieszkańcy Kotliny Edelweiss gromadzili się podczas najważniejszych świąt państwowych, festiwali i wydarzeń, które jednoczyły całe społeczeństwo. Nieprzypadkowo mówiło się, że każdy mieszkaniec choć raz w życiu stawał na tej trawie.
Samochody zatrzymały się na skraju rozległej łąki. Delikatny wiatr poruszał wysokimi trawami, a nad polaną unosił się zapach górskich kwiatów i żywicy. W oddali majaczyły ośnieżone szczyty, tworząc krajobraz, którego nie sposób było pomylić z żadnym innym miejscem mikroświata.
Heinz-Werner Grüner nie wygłosił tu żadnego przemówienia. Uznał, że są miejsca, które najlepiej przemawiają własną historią. Pozwolił swoim gościom przez chwilę po prostu chłonąć atmosferę tego miejsca – symbolu wolności, wspólnoty i przywiązania mieszkańców do swojej małej ojczyzny.
Po kilku minutach delegacja ponownie zajęła miejsca w automobilach. Droga prowadziła już z powrotem w stronę Stadt Edelweiss.
Gdy słońce zaczynało powoli chować się za alpejskimi grzbietami, automobil dotarł do skrzyżowania...
Po lewej stronie szeroka aleja prowadziła wprost do majestatycznego Grand Hotel von Edelweiss, gdzie na delegację bialeńską czekały przygotowane apartamenty oraz uroczysta kolacja.
Po prawej natomiast asfaltowa droga wspinała się łagodnie ku centrum miasta, gdzie mieszkał Leszek Grüner. Tam Leszek przejmował "rolę gospodarza" – wieczór z dala od oficjalnego ceremoniału, którego pamiątką miały stać się drobne upominki wykonane specjalnie na tę okazję.
Heinz-Werner Grüner polecił kierowcy zatrzymać samochód i odwrócił się do swoich gości z uśmiechem.
Przed nimi pozostawał już tylko jeden wybór.
(prezenty zostaną wręczone nico później)
