Samochód zajechał pod dworek już o zmierzchu, kiedy okna saloniku świeciły ciepłym światłem, a z wnętrza sączyła się jazzowa muzyka i śmiech gości. Kryspin von Lichtenstein zatrzymał się przed schodami i przez chwilę patrzył na tę bryłę na tle ciemniejących gór. Wiedział, że pod lotnisko podstawiono dla niego dorożkę, i gest ten docenił bardziej, niż dało się to ująć w kilku słowach. Nie skorzystał z niej jednak nie z braku szacunku, wręcz przeciwnie. Powodem był jego towarzysz podróży.
Z tylnego siedzenia wyskoczył bowiem Rogomir, owczarek teutoński, i od razu wziął to nowe miejsce na węch. Pies po całonocnym locie miał już dość wrażeń, a koń, tętent kół po bruku i obce zapachy byłyby dla niego o jeden bodziec za wiele.
Na schodach czekała już ona. Lieselotte
@Femme Mystere. Uśmiechnęła się na jego widok i rozłożyła ramiona, a Kryspin przez sekundę po prostu stał i liczył w głowie, ile to już lat. Cztery? Pięć? Za dużo, w każdym razie. Wszedł po stopniach i uścisnął ją serdecznie.
Lieselotte, tyle czasu. Wybacz, że dopiero teraz i o tak dziwnej porze. Bardzo dziękuję, że mnie zaprosiłaś, naprawdę się z tego cieszę.z
A dorożkę, którą po mnie podstawiłaś, doceniam ogromnie, więc nie miej mi za złe, że z niej nie skorzystałem. Wszystko przez tego oto towarzysza. To Rogomir, mój owczarek teutoński. Zabrałem go na początku lipca, podczas akcji Hydra, z Almerskiego Zoo. Uznałem, że ogród zoologiczny to nie jest miejsce dla tak mądrego zwierzaka, że taki łeb marnuje się za kratami. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, a po nocnym locie wolałem, żeby dojechał spokojnie, po swojemu.
Rogomir tymczasem obwąchał rąbek jej sukni z pełną powagą, po czym uznał, że wszystko jest w porządku, i usiadł grzecznie u nogi swojego pana. Kryspin odwrócił się jeszcze do samochodu i wyjął z siedzenia ładnie zapakowany kosz, wyłożony płótnem i przewiązany sznurkiem. W Sarmacji trwały właśnie Żniwa, a przyjechać z pustymi rękami zwyczajnie nie wypadało.
Mam też coś dla ciebie, prosto z mojego pola, zbierane własnymi rękami. Pomidory jak pięści, ogórki jeszcze chłodne od poranka, papryka we wszystkich kolorach, do tego truskawki, maliny i parę rzeczy, których zapachu nie da się podrobić. Świeże, prawdziwe i, powiem ci, w pełni certyfikowane, bo ze zbiorów kogoś, kto akurat prowadzi w tegorocznej tabeli Żniw. Niech to będzie mój drobny wkład w dzisiejszy wieczór.
W celu powiększenia kliknij w zdjęcie.
Podał jej kosz z lekkim uśmiechem, a potem ramię. Rogomir ruszył tuż obok i we troje weszli do środka, prosto w to ciepłe światło, muzykę i gwar salonu.