
Cennik
Wynajem sali za 200 Қ
Nocleg za 1 noc Königliche Gemächer za 100 Қ
Nocleg za 1 noc Prinzgemächer za 50 Қ
Nocleg za 1 noc Adelgemächer za 20 Қ
Knechtgemächer 10Қ za noc
Aby złożyć zamówienie proszę kliknąć w link w cenniku, dokonać płatności i opublikować potwierdzenie płatności w tym wątku.
Wynajem sali za 200 Қ
Nocleg za 1 noc Königliche Gemächer za 100 Қ
Nocleg za 1 noc Prinzgemächer za 50 Қ
Nocleg za 1 noc Adelgemächer za 20 Қ
Knechtgemächer 10Қ za noc
Aby złożyć zamówienie proszę kliknąć w link w cenniku, dokonać płatności i opublikować potwierdzenie płatności w tym wątku.
Po przejściu przez główne wejście, oczom gości ukazuje się widok nie mniej zapierający dech w piersiach niż zewnętrzne ogrody i front budynku. Wnętrze całego hotelu utrzymane jest w czarującym art deco, które charakteryzuje się nieskromnym eklektyzmem i oszałamiającym przepychem utrzymanym w niepowtarzalnym, artystycznym stylu. Najbardziej reprezentatywne dla tego miejsca są najwyższej klasy materiały wykończeniowe, takie jak marmur, drewno czy szczere złoto.
Wchodząc więc do środka, goście mogli udać się bezpośrednio przed marmurową recepcję o głębokim kolorze. Sprawiała wrażenie, jakby była taflą bez dna. Im dłużej wpatrywało się w jej nicość, tym bardziej odnosiło się wrażenie, że można się w niej czegoś dopatrzeć. Za nią natomiast stały każdorazowo dwie lub trzy osoby.

Pierwszą była uprzejma, lecz poważna i zdystansowana recepcjonistka, która jedynie osoby, jakie mogła uznać za wystarczająco majętne, obdarzała wymuszonym uśmiechem. Ubrana była w bezpłciową białą koszulę i spodnie od garnituru, a włosy nosiła spięte tak ciasno, jakby gumka miała je zaraz wyrwać. Wszystko to po to, by zarówno panie, jak i panowie, przybywający do hotelu, widzieli w niej ni mniej ni więcej niż skromną służącą, znającą swoje miejsce i nie wykraczającą poza ryzy zadania, jakie ma do wykonania.
Obok niej natomiast boy hotelowy, niespełna dwudziestoletni, szczypiorowaty chłopiec w nieco za dużej marynarce i okrągłej czapeczce. Czekał w gotowości na sygnał ze strony gości lub swojej towarzyszki, by chwycić kluczki do auta, które należy zaparkować, albo bagaże, by załadować je zwinnie, choć przez swoją porywczość odrobinę za mało pieszczotliwie, na wózek bagażowy i zaprowadzić do odpowiedniego pokoju.

Czasem w tym gronie znalazła się równiez i managerka hotelu, która zwykle przebywała w kantorku na zapleczu, zajmując się sprawami ekonomicznymi i umowami. Choć tak naprawdę egzystowałą jednocześnie wszędzie i nigdzie, gdyż tego oczekiwano od niej na tym stanowisku. Gdy trzeba, zjawiała się w sekundzie, a kiedy nie była już potrzebna, znikała niczym kamfora. Nosiła również męsko skrojony garnitur, krawat i okulary. I bez wyjątku nikt nie mógł żywić do niej ani odrobiny sympatii. Musiała być bowiem nieprzenikniona i dbać tylko o interes hotelu, który czasem też zbiegał się z interesem gości hotelowych.
Po wizycie przy recepcji czasem goscie musieli na coś lub kogoś poczekać. Wtedy spoczywali na jednej z licznych sof, obitych aksamitem i wykończonych drewnem. Stąd mogli podziwiać uroki wnętrza, liczne zdobienia, a przede wszystkim zamówiony i wykonany w części ze złota i marmuru zegar, który miał zostać swego rodzaju symbolem hotelu, według powiedzenia: "W Grand Hotel von Edelweiss czas zatrzymuje się w miejscu".

Ci natomiast, którzy mogli zaznać tego zaszczytu i przejść dalej przez wejście do głównego holu, mogli podziwiać wyjątkowo zaprojektowany sufit. Był on znacznie wyższy i częściowo oszklony. Nawet sprawiał wrażenie, jakby korytarze hotelu nie miały zadaszenia, ponieważ przepuszczał dużo świetlistych promieni słonecznych, które tańczyły w refleksach odbijając się wielokrotnie w odłamkach kryształów. Wieczorem wszystko to oświetlały kandelabry i kryształowe żyrandole.
Największe wrażenie robiły górujące nad wszystkim, majestatyczne schody na piętro, z których na główny hol spogladała złota rzeźba legendarnej edelweisskiej bogini ze skrzydłami, w rękach dzierżącej płonący znicz, symbolizującej w całej swojej okazałości społeczność Edelweiss - uskrzydlonych, wolnych i niosących nadzieję na lepsze jutro.
Wszędzie w holu i na korytarzach można było spocząc na sofach, udać się do pokoi lub jednej z sal. A w razie potrzeby szarpnąć na rozwieszone gdzieniegdzie sznurki, na sygnał których zjawiała się hotelowa obsługa...
Wchodząc więc do środka, goście mogli udać się bezpośrednio przed marmurową recepcję o głębokim kolorze. Sprawiała wrażenie, jakby była taflą bez dna. Im dłużej wpatrywało się w jej nicość, tym bardziej odnosiło się wrażenie, że można się w niej czegoś dopatrzeć. Za nią natomiast stały każdorazowo dwie lub trzy osoby.

Pierwszą była uprzejma, lecz poważna i zdystansowana recepcjonistka, która jedynie osoby, jakie mogła uznać za wystarczająco majętne, obdarzała wymuszonym uśmiechem. Ubrana była w bezpłciową białą koszulę i spodnie od garnituru, a włosy nosiła spięte tak ciasno, jakby gumka miała je zaraz wyrwać. Wszystko to po to, by zarówno panie, jak i panowie, przybywający do hotelu, widzieli w niej ni mniej ni więcej niż skromną służącą, znającą swoje miejsce i nie wykraczającą poza ryzy zadania, jakie ma do wykonania.
Obok niej natomiast boy hotelowy, niespełna dwudziestoletni, szczypiorowaty chłopiec w nieco za dużej marynarce i okrągłej czapeczce. Czekał w gotowości na sygnał ze strony gości lub swojej towarzyszki, by chwycić kluczki do auta, które należy zaparkować, albo bagaże, by załadować je zwinnie, choć przez swoją porywczość odrobinę za mało pieszczotliwie, na wózek bagażowy i zaprowadzić do odpowiedniego pokoju.

Czasem w tym gronie znalazła się równiez i managerka hotelu, która zwykle przebywała w kantorku na zapleczu, zajmując się sprawami ekonomicznymi i umowami. Choć tak naprawdę egzystowałą jednocześnie wszędzie i nigdzie, gdyż tego oczekiwano od niej na tym stanowisku. Gdy trzeba, zjawiała się w sekundzie, a kiedy nie była już potrzebna, znikała niczym kamfora. Nosiła również męsko skrojony garnitur, krawat i okulary. I bez wyjątku nikt nie mógł żywić do niej ani odrobiny sympatii. Musiała być bowiem nieprzenikniona i dbać tylko o interes hotelu, który czasem też zbiegał się z interesem gości hotelowych.
Po wizycie przy recepcji czasem goscie musieli na coś lub kogoś poczekać. Wtedy spoczywali na jednej z licznych sof, obitych aksamitem i wykończonych drewnem. Stąd mogli podziwiać uroki wnętrza, liczne zdobienia, a przede wszystkim zamówiony i wykonany w części ze złota i marmuru zegar, który miał zostać swego rodzaju symbolem hotelu, według powiedzenia: "W Grand Hotel von Edelweiss czas zatrzymuje się w miejscu".

Ci natomiast, którzy mogli zaznać tego zaszczytu i przejść dalej przez wejście do głównego holu, mogli podziwiać wyjątkowo zaprojektowany sufit. Był on znacznie wyższy i częściowo oszklony. Nawet sprawiał wrażenie, jakby korytarze hotelu nie miały zadaszenia, ponieważ przepuszczał dużo świetlistych promieni słonecznych, które tańczyły w refleksach odbijając się wielokrotnie w odłamkach kryształów. Wieczorem wszystko to oświetlały kandelabry i kryształowe żyrandole.
Największe wrażenie robiły górujące nad wszystkim, majestatyczne schody na piętro, z których na główny hol spogladała złota rzeźba legendarnej edelweisskiej bogini ze skrzydłami, w rękach dzierżącej płonący znicz, symbolizującej w całej swojej okazałości społeczność Edelweiss - uskrzydlonych, wolnych i niosących nadzieję na lepsze jutro.
Wszędzie w holu i na korytarzach można było spocząc na sofach, udać się do pokoi lub jednej z sal. A w razie potrzeby szarpnąć na rozwieszone gdzieniegdzie sznurki, na sygnał których zjawiała się hotelowa obsługa...





