Biesiadne Opowiadanie

Jak to jest podczas Oktoberfest piwo leje się strumieniamia, a od czasu do czasu biesiadnicy prowadzą rozmowy w wesołym gronie.
I tutaj przychodzi nam z wyzwaniem nasza nowa zabawa… Mamy 16 osób o unikalnych zainteresowaniach, które chcą siedzieć z osobami o podobnym hobby i wspólnie z nimi przechylić kufel piwa. Waszym zadaniem jest takie umieszczenie ich wokół stołu, by każdy z każdym miał wspólny temat do rozmowy.
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2696
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Przed Oktoberfest w Edelweiss

Jesienne słońce spływało po dachach Stadt Edelweiss, rozświetlając rzędy złotych liści i szyldy gospód przygotowujących się do najważniejszego wydarzenia roku — Oktoberfestu.

Na rynku, pod ogromnym kasztanem, Max ustawił beczkę z nowym piwem. Zmrużył oczy, oceniając przezroczystość bursztynowego płynu w szklance. — Tym razem się udało, Jurgen[/] — powiedział z dumą. Jurgen, starszy piwowar z siwą brodą i uśmiechem wiecznego filozofa, skinął głową. — Piwo jest jak muzyka, Max. Musi mieć rytm i duszę.

Obok nich Sabine rozwieszała girlandy z niebiesko-białych wstążek. Była właścicielką cukierni i znana z tego, że nikt nie potrafił upiec lepszych Brezli. Brigitte, jej siostra, pomagała jej z koszami pełnymi słodkich pierników w kształcie serc.

Na ławce pod fontanną siedział Andreas, miejscowy nauczyciel muzyki, i stroił akordeon. Obok niego Petra, skrzypaczka o wiecznie rozczochranych włosach, próbowała utrzymać tempo. — Nie graj tak szybko! — śmiała się, gdy melodia tańczyła po bruku.

Henrich, właściciel tawerny „Zum Glücklichen Hirsch”, przechodził z listą dostaw i mruczał coś o braku kiełbas.
Klaus miał dowieźć! A jego nigdzie nie ma…

Jak na zawołanie zza rogu pojawił się Klaus, niosąc na ramieniu patyk pełen pętli białej kiełbasy.
Spokojnie, Henrich! Wszystko jest — nawet więcej, niż zamówiłeś.

Helga i Marianne, dwie starsze mieszkanki miasteczka, przystroiły swoje stoiska kwiatami i wiankami. Ich zapach mieszał się z aromatem grzanego wina, które niedawno dostały od Doktorowej.
Widzisz, Franz, zawsze mówię, że bez kwiatów nie ma święta - zauważyła Helga, poprawiając wianek.
Franz, miejscowy stolarz, który właśnie kończył scenę pod występy muzyczne, uśmiechnął się szeroko. — A bez sceny nie ma muzyki, Helga!

W oddali na polanie stał Hans, spokojny i rzeczowy, nadzorując rozstawienie namiotów — Otto, proszę, nie zapomnij o fladze! W zeszłym roku powiewała do góry nogami. - Otto, młody i roztrzepany, roześmiał się głośno — W tym roku będzie prosto — obiecuję!

Na końcu ulicy pojawiły się Sarah i Karin, niosąc kosze pełne jabłek i butelek cydru. Ich śmiech wypełnił całe miasteczko, przywołując dzieci, które biegały między straganami. Powoli, jak orkiestra przed koncertem, całe Stadt Edelweiss nabierało rytmu. Wszyscy coś budowali, stroili, próbowali i poprawiali. Gdy słońce zaczęło znikać za górami, z tawerny Henricha dobiegły pierwsze dźwięki muzyki, która zachęcała do zabawy i odliczała takty do Oktoberfestu. A w środku wszyscy wspólnie siedzieli, rozmawiali i pili. Stary Jurgen nalał każdemu kufel piwa, uniósł go wysoko i zawołał:
Za Edelweiss! Za przyjaciół i za święto, które dopiero się zaczyna! Prost Przyjaciele!

Śmiechy, brzęk kufli i dźwięk akordeonu rozlały się po rynku. W tym momencie wszyscy czuli, że Oktoberfest naprawdę się rozpoczyna — jeszcze zanim Oberhaupt otwarł oficjalnie pierwszą beczkę.


Oto przedstawiam wam waszych Biesiadowników :Esmile W kolejnych dniach kolejne opowieści. Każdy z was będzie miał okazję rozbudować to opowiadanie poprzez realizację zadań i odpowiedzi na pytania podczas Biesiadowania. Oczywiście, kto się odważy na takie posunięcie. :Esmile
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2696
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

A teraz pora na naszych młodych zakochanych :lol:
„Miłość pod kuflem piwa”
W Stadt Edelweiss, tuż przed rozpoczęciem wieczornej części Oktoberfestu, panował gwar i śmiech. Muzyka Andreasa i Petry unosiła się nad rynkiem, Sabine i Brigitte rozdawały precle z masłem, a Henrich — właściciel tawerny — biegał po kuchni, wydając rozkazy jak generał przed bitwą.
Wśród całego tego zamieszania Martina, młoda i bardzo poważna kelnerka, przesuwała się między stołami z niezwykłą precyzją. Potrafiła w jednej ręce nieść cztery kufle piwa, a w drugiej tackę z kiełbasą — nie uroniwszy ani kropli. Zupełnie inaczej niż Otto.
Otto był znany w całym Edelweiss jako „złote serce i chaotyczne ręce”. Gdy próbował coś zrobić… działo się i to dosłownie. W zeszłym roku przewrócił beczkę piwa, wczoraj rozlał sok jabłkowy Sabine na Jurgena, a dziś — jak przystało na legendę — miał pomóc Heinrichowi rozwiesić lampiony, by w tawernie zapewnić klimat.

Plan był prosty. Otto — wiesza lampiony. Martina — roznosi piwo. Henrich — pilnuje, żeby nic się nie spaliło. Los jednak miał inne plany.

Kiedy Martina przemykała między stołami, Otto wspinał się na drabinę, trzymając lampiony w zębach i sznurki w rękach. Na dole stała pusta beczka po piwie — której, niestety, nie zauważył. W momencie, gdy próbował zawiesić pierwszy lampion, drabina zachwiała się… i Otto runął w dół z krzykiem, lądując prosto w… tacy z piwem niesionej przez Martinę. Złoty płyn wystrzelił jak fontanna, a w powietrzu rozległo się donośne: „PLASK!”. Martina stała cała oblana piwem, z miną, która mogłaby zatrzymać Oktoberfest i całą zabawę w miejscu.

— OTTO! — zawołała, wycierając twarz. Otto, mokry i zawstydzony, poderwał się z podłogi. — Przysięgam, że to lampion się potknął!

Martina przez chwilę wyglądała, jakby miała rzucić w niego kuflem… ale potem zobaczyła jego minę — jak zbitego szczeniaka w skórzanej kamizelce. I parsknęła śmiechem.
— Tylko ty potrafisz zamienić zwykłe popołudnie w wodospad piwa.
— To mój dar. — odpowiedział z uśmiechem Otto, a w oczach błysnęło coś szczerego.

Od tamtej pory Otto zaczął… pojawiać się w tawernie cod