Dzień X
Dziesiąty dzień rozpoczął się inaczej niż wszystkie poprzednie. Na placu budowy panowała cisza, jakby wszyscy czuli wagę chwili. Nie było już pośpiechu ani ciężkich prac zamiast tego dominowała precyzja, skupienie i dbałość o najmniejsze szczegóły.
Od rana usuwano rusztowania, które przez wiele dni otaczały budynek. Z każdą godziną Supraphon odsłaniał się w pełnej formie. Kolumny stały już w całej swojej wysokości, łuki były zamknięte i dopracowane, a ornamenty starannie oczyszczone i wygładzone.
Rzeźbiarze nanosili ostatnie poprawki: pogłębiali linie, wygładzali powierzchnie, dodawali subtelne detale, które z bliska nadawały całości wyjątkową finezję. Kamień został oczyszczony z pyłu i zabrudzeń, przez co cała budowla zaczęła odbijać światło w miękki, niemal złocisty sposób.
W południe budynek był już w zasadzie ukończony. Pozostały jedynie drobne prace porządkowe usuwanie narzędzi, wyrównywanie terenu, układanie ostatnich elementów wokół fundamentów. Plac budowy powoli przestawał być placem budowy.
Najważniejszy moment nastąpił po południu. Po raz pierwszy można było spojrzeć na Supraphon bez przeszkód bez rusztowań, bez chaosu, bez niedokończonych fragmentów. Budynek stał w pełnej okazałości: monumentalny, elegancki, z wyraźnym charakterem łączącym sztukę i architekturę.
Światło zachodzącego słońca podkreślało każdy detal kolumny rzucały długie cienie, łuki tworzyły rytmiczne przejścia światła i cienia, a całość wyglądała jak ukończone dzieło sztuki, nie tylko budowla.
Atmosfera była spokojna, ale pełna dumy. Pracownicy zatrzymywali się na chwilę, patrząc na efekt swojej pracy. Dziesięć dni wysiłku, precyzji i wizji zamieniło się w coś trwałego.
Supraphon był gotowy. Nie jako zwykły budynek lecz jako symbol ambicji, sztuki i początku czegoś większego. Supraphon od dziś stanie się wytwórnią w której muzyka nie zna granic i barier.








